Powoli wracamy już do normalności, jeśli po tym, co za nami, może być jakaś normalność, a szczególnie – w tak krótkim odstępie czasu i w następstwie zapowiadanej drugiej fali pandemii. Pozostaje jednak wierzyć, że sytuacja się nie powtórzy i prędzej czy później wrócimy do tego, co jeszcze nie tak dawno było dla nas wartością niezbywalną – pełnej swobody i wolności.

Chciałbym również, by to, co przechodziliśmy w ostatnich miesiącach, nie wróciło, nie tylko ze względu na ograniczenia i niedogodności, jakie temu towarzyszyły, lecz także z innego powodu. Te ciężkie dni, tygodnie, miesiące pokazały, po raz kolejny niestety, ciemną stronę niektórych ludzi. I już nie chodzi tutaj o nieprzestrzeganie obostrzeń czy negatywne nastawienie do wszystkiego, co wyszło z rządu, lecz o stosunek do tych, którzy wykazali ogromne poświęcenie i wyrzeczenie oraz zaangażowanie, a także pracę ponad siły – przy maksymalnym stresie i obawie o zdrowie i życie własne oraz najbliższych, a którzy stali na pierwszej linii walki z koronawirusem.

Najpierw spontanicznie biliśmy im brawo (często oglądając filmiki, na których m.in. przedstawiciele władzy wyższego i niższego szczebla, a także zwykli obywatele stali i dumnie bili brawo, odnosiłem wrażenie, że wiele z nich czyniło to jakby bez przekonania i dla poklasku – ale własnego). Później przyszła fantastyczna inicjatywa szycia maseczek i przygotowania posiłków dla medyków. Szyli i wspierali personel medyczny niemal wszyscy, i znów miło było patrzeć, jak społeczeństwo się zjednoczyło i wspólnie działa w słusznej sprawie.

Niestety pojawiło się również zjawisko negatywne, którego nie jestem w stanie zrozumieć. W przestrzeni medialnej zaczęły pojawiać się przypadki ludzi, którzy względem walczących na pierwszej linii frontu z koronawirusem medykom zamiast podziękowań za poświęcenie i walkę o każde zdrowie i życie zaczęli stosować hejt, nieczęsto wręcz oskarżając ich o rozprzestrzenianie zarazy. „Personel medyczny prosi się o nierobienie zakupów w placówce”, „Medyków nie obsługujemy”, „Pracujesz w szpitalu? Chcemy żyć, nie wchodź do nas”, „Wynoś się z bloku, nie będziemy kolejnym mięsem armatnim”, „Wynocha! Nie zarażaj!”. Unikanie kontaktów, wypraszanie z pomieszczeń, niszczenie mienia – to tylko niektóre naprędce znalezione w internecie przykłady hejtu wobec służb medycznych, jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej w naszym kraju. Jakby tego było mało, mowa nienawiści wobec tychże służb dotykała nie tylko ich samych, ale też rodziny i najbliższych. Dla mnie takie działanie jest po prostu nieludzkie, skandaliczne i uwłacza wszelkim normom społecznym ogólnie przyjętym – to i tak napisane w bardzo stonowany sposób, bo na wiele z tych „aktów barbarzyństwa” i „chamstwa” po prostu na usta cisnęły się same inwektywy. Jak można w takiej sytuacji, gdy dotyka nas epidemia za jej rozwój i działanie na szkodę społeczeństwu, a także za wszelkie zło jakie dotyka chorych, winić służby, które w pocie czoła (często niedocenione, niedowartościowane i niedoinwestowane przez system) prowadziły heroiczną walkę o każdego pacjenta? To prawda, wielu z nich nie udało się pomóc, ale czy to wina medyków, że wirus ten jest szczególnie niebezpieczny dla pewnych grup społecznych i w niektórych wypadkach jedyne, co można było robić w hospitalizacji takiego chorego, to liczyć na cud? Zawsze zastanawiałem się, czy ci, co tak bezkompromisowo walczyli z pracownikami służb medycznych, chcieliby zostać tak potraktowani przez innych. Zawsze powtarzałem, że tacy przedstawiciele „jednostek niekoniecznie posiadających cechy ludzkie” powinni nosić przy sobie specjalne oświadczenie, że w chwili zagrożenia zdrowia lub życia swojego lub kogoś z najbliższych nie wyrażają zgody na hospitalizację. Ciekawe, czy wówczas ktoś jeszcze odważyłby się coś złego powiedzieć lub napisać? Pewnie nie, bo anonimowo jesteśmy zawsze mocni, jednak gdy już musimy to „opieczętować” swoją twarzą i danymi, to już miękniemy niczym biszkopt zanurzony w wodzie. Specjaliści to, co się wydarzyło, tłumaczą tym, że to wynik przedłużającej się pandemii, potęgującej stres i negatywne emocje, które potrzebują ujścia. Stąd też w jednostkach pojawia się w pewnym momencie agresja, która jest czynnikiem rozładowywującym napięcie. Nikomu nie było w tym czasie łatwo, ale moim zdaniem tylko patologiczne jednostki niezdolne do egzystencji w stresowych sytuacjach są zdolne do takiego zachowania. Wszystkie takie przypadki powinny być karane z urzędu i nie wizytą w więzieniu (bo czemu obywatel ma płacić za „utrzymanie” takiego delikwenta?), a pracami społecznymi i wysokimi grzywnami. Uważam wręcz, że takie osoby powinno się bez wahania publicznie piętnować z imienia i nazwiska. Dla hejtu, aktów nienawiści, przemocy i agresywnych zachowań nie powinno być żadnego usprawiedliwienia.

W imieniu Redakcji Razem z Tobą, Zarządu ERKON i szczególnie swoim własnym, wszystkim pracownikom służb medycznych: ratownikom, pielęgniarkom, pielęgniarzom, lekarzom, położnym, salowym, laborantom z całego serca dziękujemy za włożony trud i wysiłek w tę walkę. Należą się Państwu wyrazy wielkiego uznania i szacunku za to, co robiliście i robicie. DZIĘKUJEMY! Wiedząc, że mamy tak oddany personel medyczny, możemy być pewni, że choć system opieki zdrowotnej w naszym kraju pozostawia bardzo wiele do życzenia, to ludzie tam pracujący sprawiają, że można mieć nadzieję.