Z wizytą w kraju hrabiego Draculi

Z wizytą w kraju hrabiego Draculi

Rumunia to chaos, żywioł, nieobliczalność i paradoks. Rumunia to kraj cudów. Byłem tam z dziesięć razy i wciąż nie mam dosyć. Rumunia to baśń. Nowe, owszem, nadchodzi, ale minione również trwa w najlepsze –  tak o Rumunii pisał Andrzej Stasiuk. Jak ona wygląda z perspektywy dwóch kółek? O swojej podróży motocyklowej do tego kraju w filii nr 5 Biblioteki Elbląskiej na ul. Rodziny Nalazków opowiadała Karolina Borsukowicz.

Pechowy początek

Na początku miała być Gruzja – wspomina Karolina, która na co dzień pracuje w biurze Grupy Wodnej – Jednak z nikt z nas nie dostał tak długiego urlopu. Na forach motocyklowych wszyscy polecali Rumunię, więc padło na nią. W dwutygodniową podróż do Rumunii wybrali się w5 osób na 4 motocyklach . Niestety poważna awaria jeszcze w Polsce, skutecznie wyeliminowała jeden z nich. Trasa wiodła przez Bieszczady, Słowację i Węgry. Przez całą Polskę pogoda ich nie rozpieszczała. Było zimno i padał deszcz.

- Niestety podróżowanie w takich warunkach jest dość niebezpieczne, więc byliśmy zmuszeni do przymusowych postojów. Poza tym mieliśmy także kilka awarii, dlatego na Słowację dotarliśmy dopiero po 3 dniach. Chcieliśmy jechać przez Węgry, aby jak najszybciej znaleźć się w Rumunii. W związku z tym, że byłam pasażerem, byłam także nawigatorem. Niestety mapy, które mieliśmy były przekłamane i zamiast na Węgrzech znaleźliśmy się… na Ukrainie, więc trzeba było zawrócić, na szczęście tylko 50 km – dodaje Karolina.

Folklor pełną gębą

Wreszcie dotarli do upragnionej i wyczekiwanej Rumunii, gdzie przywitał ich 30 stopniowy upał. Dwa kilometry od granicy i pierwszy szok kulturowy – Czy my jesteśmy w Indiach? – zastanawiała się. Jak się okazuje w Rumunii dość powszechne jest, że krowy chadzają…środkiem ulicy bez żadnego opiekuna. Co ciekawe nikomu to nie przeszkadza. – Na nas ten widok zrobił niesamowite wrażenie. Jak się później okazało nie tylko krowy po Rumunii chodzą samopas, ale także konie, osiołki czy kozy. Te ostatnie wałęsają się po ulicach niczym bezpańskie psy – mówi z uśmiechem Karolina.

Rumunia jej zdaniem jest krajem pełnym skrajności i bardzo zróżnicowanym kulturowo.Choć ludzie tam słabo mówią po angielsku, są bardzo gościnni i życzliwy, a ich cechą charakterystyczną szczególnie na wsiach są dziurawe, słomkowe kapelusze.

- Byliśmy w sklepie, gdzie w butelkach po wodzie mineralnej, legalnie sprzedawano 40 proc. palinkę. Mijaliśmy także ciekawe relikty motoryzacyjne, wioski zapomniane przez świat i ludzi oraz prymitywne domy wyglądające jak kurniki – dodaje.

Piękne widoki przesłaniają… śmieci

Celem podróży była jednak Transalpina – najwyżej, położona malowniczo w górach, droga w Rumunii.

- To prawdziwy raj dla motocyklistów. Piękny asfalt, zakręty 180 stopni, zapierające dech w piersiach widoki. Spotkaliśmy tam sporo motocyklistów z Polski – dopowiada Karolina.

Udało im się również dotrzeć w góry Apuseni i kanionu w okolicach Turdy.

- Oba miejsca są niezwykle urokliwe. Góry i krajobrazy przypominające Szwajcarię, spokój i cisza. Niestety walające się wszędzie śmieci i mało przyjazne zapachy skutecznie zniechęciły nas do dłuższego przebywania w tym miejscu. Nigdy nie widziałam tak brudnego kraju. Wypiliśmy zatem kawę i szybko stamtąd czmychnęliśmy – przyznaje.

Trafili także do Sighişoary – rodzinnego miasta hrabiego Vlada Draculi. Karolinie bardzo przypadło do gustu to średniowieczne miasto, położone na wzgórzu. – Interesująca architektura, kolorowe kamieniczka, piękny, zabytkowy rynek i oczywiście muzeum i restauracja hrabiego Draculi – podsumowuje – Mieliśmy szczęście, bo tego dnia odbywał się tam festiwal średniowieczny, więc miasto tętniło życiem od rana do nocy.

Karolina zapowiedziała, że chciałaby jeszcze kiedyś powrócić do Rumunii. Być może już jako kierowca, a nie jako pasażer?  I tego jej życzę.

 

  AG Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 8858

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.