Mniejszość, która była większością

Mniejszość, która była większością

Lipcowe popołudnie w siedzibie  Stowarzyszenia Ludności Pochodzenia Niemieckiego Ziemi Elbląskiej – członkinie Zarządu omawiają bieżące sprawy i zadania na najbliższą przyszłość. Tego dnia przyjeżdża zespół muzyczny z Bremy – o 17-tej ma się rozpocząć koncert w elbląskiej katedrze. Jest to jedno z ważniejszych wydarzeń w Związku w tym roku.
Mamy niewiele czasu na rozmowę. Interesuje mnie wszystko – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Przeszłość
Przed wojną
Prusy Wschodnie czuły się uprzywilejowanym krajem – oddzielonym od reszty państwa, ze względu na odległość od centrum administracyjnego dość niezależnym a jednocześnie zasobnym i pięknym. Było to przedmiotem dumy pruskiej społeczności i zazdrości mieszkańców pozostałych części Niemiec, co mogło być powodem niechęci, okazywanej uchodźcom z Prus po wojnie.
Nasi poprzednicy na tej ziemi byli do niej bardzo przywiązani, stanowili też zwartą, czującą swoją odrębność i tożsamość społeczność. Kwitło bogate życie rodzinne i towarzyskie.  Latem i zimą przyjeżdżali tu na wypoczynek turyści z przemysłowych rejonów Niemiec, zwłaszcza z Zagłębia Ruhry. Zimą drogi i stoki roiły się od narciarzy – narty były bardzo popularne i wśród turystów i wśród miejscowej ludności, bo zimy były wówczas ostrzejsze i śniegi głębokie.
Tętniła życiem również wieś Jagodnik. O przedwojennych czasach opowiada jedna z  mieszkanek ówczesnego Behrendshagen. W żniwnym czasie warto wspomnieć o dożynkach: w Jagodniku było to lokalne, wesołe święto. Żniwa zaczynały się 20 lipca a kończyły się różnie – zależnie od pogody. Dożynki wypadały w wrześniu. Na placu przed szkołą zbierały się dziewczęta w ludowych strojach z dożynkowymi wieńcami. Stamtąd wyruszał pochód, kończąc się na placu przed restauracją. Wieniec wręczano najlepszemu gospodarzowi a na scenie ustawionej na dworze odbywały się przedstawienia o tematyce dożynkowej, śpiewy i recytacje. Dożynki kończyły się wspaniałą zabawą w pięknej, obszernej sali restauracyjnej, do której przygrywała miejscowa orkiestra.
Ważnym okresem w życiu rodzinnym był czas adwentu – o bogatej, nieznanej w Polsce tradycji. Na adwentowych spotkaniach rodzinnych piekło się wspólnie specjalne adwentowe ciasteczka – pierniki i marcepaniki. Ten adwentowy poczęstunek uzupełniały napoje – kompot dla dzieci, kawa i wino dla dorosłych. Jedząc adwentowe ciasteczka śpiewało się i dużo  czytało – opowiada dawna mieszkanka Jagodnika – jest wiele książek o tematyce adwentowej. Dzieci przygotowywały ozdoby choinkowe. Widomym znakiem adwentu był popularny w całych Niemczech adwentowy wieniec. Takie wieńce od niedawna pojawiają się dziś i w polskich kościołach. Chodziły też adwentowe mateczki.
Był to taki „tajemniczy czas” : wszyscy, własnoręcznie, w ukryciu przed pozostałymi domownikami przygotowywali świąteczne prezenty, mamy chowały stare lalki, zabierały je do naprawy – na święta lalki pojawiały się w nowych strojach. Ojcowie naprawiali drewniane wózki i koniki.
Czytanie było popularnym zajęciem w tutejszych rodzinach: gdy zaczynała się szarówka, babcie i mamy zasiadały do głośnego czytania. Były to bajki, książki religijne, powieści.
Latem miejscowa społeczność i turyści bawili się na tanecznych wieczorkach, a zakochane pary spędzały romantyczne wieczory w altanach, ustawionych przy restauracji, przy stolikach oświetlonych lampionami. W zimowe popołudnia zaludniały się pięknie oświetlone lodowiska na okolicznych zbiornikach wodnych. W karnawale nie mogło zabraknąć  balu maskowego. Do dziś zostały ślady strzelnicy, gdzie odbywały się zawody Bractwa Kurkowego.

Wszystko  skończyło się, gdy wybuchła wojna z Rosją. W czerwcu 1941 odbyła się ostatnia, huczna zabawa w restauracji – we wsi pojawiło się dużo wojska, które odchodziło na front. Później, z rozkazu Hitlera nawet dzieci do przyjęcia i  dziewczyny do ślubu  musiały iść na czarno – opowiada jedna z moich rozmówczyń.
Po wojnie Jagodnik stał się cichą, niepozorną wioską i tak było  jeszcze do niedawna.
Od pewnego czasu wieś Jagodnik znów zaczyna tętnić życiem – jakby obudził się po kilkudziesięciu latach jej genius loci.

Najtrudniejsza decyzja
O latach powojennej gehenny moje rozmówczynie nie chcą mówić. Wspomnienia są zbyt okrutne. Większość ich krewnych i sąsiadów uciekła lub została deportowana.  Zaraz po zajęciu Prus Wschodnich polskie władze wydawały pozwolenia na dobrowolny wyjazd do Niemiec.  15.01.1046r.  Ministerstwo Ziem Odzyskanych wydało tajną instrukcję dotyczącą planowego wysiedlania ludności niemieckiej. W ramach planowych wysiedleń w latach 1946-1947 w sposób zorganizowany opuściło Elbląg około 15000 osób, indywidualnie – około 5000 osób. Dłużej  zostali fachowcy, zatrudnieni do czasu przyjazdu polskich osadników. Ale to osobna opowieść (1).
Część rodzin została. Z różnych powodów. Mojego ojca zabrali ruscy– opowiada starsza pani. Mama powiedziała: tu jest nasze miejsce, wszystko, co mamy. Ojciec, jak wróci, to nas nie znajdzie, tu musimy na niego czekać. Czekała na ojca do ostatnich dni, wychodząc na drogę i wypatrując.
  Rodzina innej rozmówczyni uciekała do Elbląga przed Armią Czerwoną z południowo-wschodnich Prus. Do Elbląga dotarli 23 stycznia 1945 roku. W tym dniu został wydany zakaz ewakuacji z miasta. Musieli się  zatrzymać – i tu dopadła ich groza końca wojny. W tym miejscu warto przytoczyć bardzo pouczającą historię: do ich domu trafił młody rosyjski jeniec. Gdy postanowili uciekać, ojciec zapytał go: idziesz z nami, czy zostajesz? Jeniec poszedł i dzięki opiece niemieckiej rodziny przeżył. Z kolei ojciec zginął by z rąk czerwonoarmistów, po ich wkroczeniu do Elbląga,  gdyby nie wstawiennictwo młodego Rosjanina. Tak obaj nawzajem uratowali sobie życie.
Ojciec, zwolniony ze służby wojskowej ze względu na wrodzone inwalidztwo, był szewcem. Po wojnie  szewc okazał się bardzo potrzebny – wszystkiego brakowało, a bez butów obejść się nie można. Zostali.
Potem trzeba było nauczyć się języka polskiego, przyszła szkoła, praca, własna rodzina. O swoim pochodzeniu lepiej było zapomnieć. Powoli zapominało się też ojczystego języka. W Polsce oficjalnie mniejszości niemieckiej nie było.

Teraźniejszość
Odzyskana tożsamość
Że jednak ta mniejszość żyje, okazało się po przemianach 1989 roku. Pierwszym dokumentem regulującym prawa mniejszości niemieckiej w Polsce był Traktat o przyjaznym sąsiedztwie i dobrej współpracy między Rzeczpospolitą Polską a niemiecką Republiką Federalną z 17 czerwca 1991r. Obecnie prawa mniejszości określa Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dn. 6 stycznia 2005 r.
Pierwsze stowarzyszenia zaczęły powstawać zaraz po przemianach. W Elblągu utworzony został początkowo Związek Mniejszości Niemieckiej na Pomorzu. Gdy jednak w innych miastach pomorskich powstały związki o tej samej nazwie, Związek przekształcił się w Stowarzyszenie Ludności Pochodzenia Niemieckiego Ziemi Elbląskiej.  Stowarzyszenie zostało zarejestrowane już w 1990 r.  Na początku zebrało się około 30 osób. W 1993 roku ukazały się ogłoszenia w lokalnej gazecie i nagle ilość członków Związku zwiększyła się do kilkuset.  Ludzie zaczęli przychodzić, interesować się. Była taka tęsknota, żeby usłyszeć ten język, porozmawiać – opowiada  Przewodnicząca, pani Krystyna Sucharska . Człowiek nie odważył się mówić, ani w domu – gdzie zresztą nie miał do kogo, ani tym bardziej poza domem.
Stowarzyszenie liczy obecnie około 400 członków, prowadzi działalność na terenie Elbląga i okolic. Należy do Związku Mniejszości Niemieckich w Polsce, zachowując samodzielność –  poza strukturą Warmii i Mazur. Po reformie administracyjnej zaczęły się namowy na podporządkowanie elbląskiego stowarzyszenia Olsztynowi. Jednak elblążanie cenią sobie swoją niezależność, dającą im swobodę działania, bezpośrednie kontakty z konsulatem, organizacjami międzynarodowymi  – i  jak dotąd, tym namowom się opierają.
  Działalność stowarzyszenia jest bogata i różnorodna. Swoją misję jego członkowie sformułowali następująco: pielęgnujemy i popularyzujemy język niemiecki, kulturę i sztukę oraz tradycję narodu niemieckiego. Podejmujemy działania na rzecz ochrony spuścizny na ziemi elbląskiej, jak również działania na rzecz integracji społeczeństw żyjących w naszym mieście i okolicach.

Język
Najważniejsza sprawa – to nauka języka. To dla nas jest największy problem, bo to jest zadanie nr 1. Bez języka nie ma narodu – mówią liderki stowarzyszenia. Historia, literatura, tradycje – tego wszystkiego się nie pozna, nie znając ojczystego języka. Dwie godziny w tygodniu w szkole to za mało, zwłaszcza, że wszyscy żyjemy w rodzinach mieszanych i w domu rzadko  mówi się po niemiecku.
Toteż  w pierwszej kolejności stowarzyszenie zorganizowało kursy języka niemieckiego.  Utrzymuje kontakty z nauczycielami jęz. niemieckiego, organizuje konkursy literackie. Przy wsparciu Prezydenta Miasta Elbląga i Burmistrza LEER stowarzyszenie zorganizowało konkurs czytania po niemiecku dla gimnazjalistów. Technicznej pomocy udzieliło małżeństwo nauczycielskie z Leer. Konkurs był tak profesjonalnie przeprowadzony, że zaproponowano stowarzyszeniu powtórzenie go w skali województwa, na co jednak organizatorzy się nie zdecydowali.
Stowarzyszenie prowadzi bibliotekę, na spotkaniach koła literackiego czyta się ciekawe teksty historyczne, literaturę piękną. Dyskutuje się o aktualnych wydarzeniach kulturalnych, przygotowuje konkursy. Na adwentowych i świątecznych spotkaniach przypomina się i kultywuje tradycje. Jedną z takich tradycji jest  coroczne szukanie „gniazd wielkanocnych” na spacerze po lesie i łące (odpowiednik naszego „zajączka”).
Członkowie stowarzyszenia urządzają wieczór karnawałowo-walentynkowy, Dzień Matki. Z okazji różnych rocznic i świąt niemieckich odbywają się uroczyste wieczory z konkursami wiedzy, na które zapraszana jest młodzież z zaprzyjaźnionych szkół.
W każdy czwartek w siedzibie Związku jest gwarno: jest to termin stałych spotkań członków, na które przychodzi  co tydzień kilkadziesiąt osób – jest to dla nich drugi dom. Na spotkaniach w Stowarzyszeniu mówi się wyłącznie po niemiecku.

Kontakty z rodakami
Stowarzyszenie nawiązało kontakty z dawnymi elblążanami, którzy ostatnio są tu częstymi gośćmi. W tym roku było  współorganizatorem IX spotkania byłych elblążan, złożonego z części oficjalnej z referatami z obu stron i dyskusją oraz integracyjnego spotkania przy stole. W spotkaniach biorą udział znakomici goście: ostatnio w uroczystej kolacji zorganizowanej przez stronę niemiecką uczestniczyli pani konsul z małżonkiem, ze strony polskiej m. in. ks. Mieczysław Józefczyk i ks. Zawadzki  (niestety, zabrakło przedstawicieli elbląskich władz).
Członkowie stowarzyszenia pełnią też rolę gospodarzy wobec różnych grup byłych mieszkańców regionu elbląskiego – przygotowują się właśnie do przyjęcia wycieczki byłych mieszkańców Łęcza oraz członków Pangritz Club (Klub Kolonii Pangritz – dzisiejszego osiedla Zawada). Na czele Klubu stoi obecnie pan Hans Pfau, który jest m.in. twórcą modeli statków pływających niegdyś po okolicznych wodach. Modele te, sukcesywnie, przekazuje  elbląskiemu muzeum.
Elbląska mniejszość niemiecka nawiązała również bliskie kontakty ze społecznością partnerskiego miasta Leer. Organizowane są wzajemne wizyty różnych grup z Elbląga i Leer.
Zarząd stowarzyszenia bardzo sobie chwali gościnność mieszkańców i władz Leer – za każdym razem spotyka się z elblążanami tamtejszy burmistrz, bywają też zapraszani do ratusza.
W ramach rewanżu Stowarzyszenie zorganizowało spotkanie z grupą mieszkańców Leer w Elblągu, które miało miejsce w staromiejskich kamieniczkach, a także spotkanie elbląskich emerytów z emerytami z Leer.  Spotkanie emerytów wspomina się jako bardzo udane: odbyło się w Bażantarni, uczestniczyło w nim po 50 osób z obu stron, były kawa i ciasto a nawet tańce –  Niemcy przywieźli ze sobą dwóch muzyków. Nawiązały się trwałe  kontakty i przyjaźnie.Wzajemne wizyty będą kontynuowane.

Współpraca z młodzieżą
Ważną dziedziną działalności stowarzyszenia jest współpraca z elbląską młodzieżą. Spotkania z młodzieżą odbywają się z wielu okazji i mają różny charakter: konkursy wiedzy, wieczory literackie, spotkania z okazji rocznic historycznych. W ubiegłym roku młodzież ze szkoły podstawowej nr 1 w Elblągu zaprezentowała w siedzibie stowarzyszenia program Adwentowo-Bożenarodzeniowy w języku niemieckim.
W grudniu ubiegłego roku na spotkanie przedświąteczne, zorganizowane w tradycji niemieckiej, Stowarzyszenie zaprosiło młodzież z czterech narodów: niemieckiego, polskiego, ukraińskiego i romskiego. Każda z grup miała możliwość opowiedzenia o swojej tradycji świątecznej i zaprezentowania czegoś z nią związanego – potrawy, ozdoby świątecznej, kolędy.
W kontaktach z młodzieżą bardzo pomocni są nauczyciele języka niemieckiego w szkołach, którzy z kolei  podwyższają swoje kwalifikacje zawodowe dzięki współpracy ze stowarzyszeniem. Siedziba Związku jest częstym miejscem spotkań nauczycieli, mogą tu też skorzystać ze zbiorów bibliotecznych.

Kilka razy w roku Stowarzyszenie organizuje „Drzwi otwarte” – głównie z myślą o młodzieży. Dla gości z zewnątrz są też otwarte spotkania stowarzyszenia w każdy ostatni czwartek miesiąca. A w ogóle nasze drzwi są zawsze otwarte dla każdego, kogo interesuje niemiecka kultura i nasza działalność – mówi pani Przewodnicząca.

Przyszłość

Dzieci i młodzież
Członkowie Związku to w przeważającej większości ludzie starsi. Grupa dzieci i młodzieży liczy obecnie około 30 osób. Jeszcze niedawno było ich 60 – 70. Z dziećmi prowadzone są spotkania i zajęcia związane z nauką języka,  tradycjami lokalnymi i kulturą niemiecką.
Najstarsza młodzież – to maturzyści. Po maturze rozjadą się na studia a następnie w poszukiwaniu pracy – jak ich poprzednicy.
Na spotkaniach młodzieży z Niemiec i z naszej mniejszości są ich studenci i nasi licealiści – mówi pani Krystyna (Hilda)  Sucharska.

Zagrożenia
Istnieje obawa, że ilość członków stowarzyszenia będzie malała.
Jednym z powodów są mieszane rodziny. Tylko część dzieci z mieszanych rodzin czuje w sobie korzenie niemieckie – zależy to w dużym stopniu od tego, czy ich rodzice i dziadkowie rozmawiają z nimi o ich niemieckim pochodzeniu i historii rodziny. Rodziny zresztą – tak jak w całej Polsce – są coraz mniej liczne.
Młodzieży trudno się określić, żyjemy w mieszanych rodzinach i to jest tak różnie, jedno dziecko mówi: tak, ja czuję, że mam jakieś tam korzenie, drugie mówi, że absolutnie nie. I to jest w wielu rodzinach. Młodzież przychodzi tutaj i jeśli im się podoba i utożsamiają się z tym to zostają, jeśli nie, to odchodzą – mówi pani Przewodnicząca.

Utratą tożsamości  grozi też młodzieży pochodzenia niemieckiego dominacja języka angielskiego w Europie. Język angielski niezbędny jest w pracy,  rozpowszechniony w internecie. Młodzież uczy się intensywnie angielskiego i zaniedbuje niemiecki. Dochodzi do tego, że czasem mówiąc o historii Niemiec, trzeba się posiłkować językiem polskim, żeby dzieci i młodzież wszystko zrozumiały.

Czy mniejszość niemiecka w naszym regionie oprze się tym zagrożeniom – czas pokaże. Życzymy naszym współobywatelom pochodzenia niemieckiego aby pozostali sobą – zachowując pamięć o swoich przodkach i przeszłości tej ziemi a jednocześnie ubogacając nasz krajobraz kulturowy.

I po co było to wszystko – wzdycha z żalem jedna z pań. Dobre pytanie. Tylko odpowiedzi brak. Oby nie wydarzyło się nigdy więcej.
———-
(1)Mieczysław Józefczyk, Elbląg i okolice 1937-1956, Wydawnictwo Diecezjalne w Pelplinie, 1998. Znajdują się tu m.in. udokumentowane relacje z sytuacji ludności niemieckiej po zajęciu Elbląga, dokładne dane dotyczące wysiedleń.  Teresa Bocheńska Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 1789

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.