Warto przeczytać: „Azyl”, czyli powrót do przeszłości

Warto przeczytać: „Azyl”, czyli powrót do przeszłości

Dziś – jeden z mistrzów polskiej fantastyki. Wczoraj? Tego dowiemy się, czytając najnowszy zbiór opowiadań Jarosława Grzędowicza „Azyl”.

Jarosław Grzędowicz doskonale czuje się w większych formach, czego najlepszym przykładem jest kultowa już seria „Pan Lodowego Ogrodu”. Na swoim koncie ma również wiele znakomitych opowiadań, publikowanych w antologiach i zebranych w autorskich tomach (m.in. „Księga jesiennych demonów” i „Wypychacz zwierząt”).  „Azyl” pozwala ujrzeć długą, choć niekoniecznie wyboistą drogę do sukcesu, która rozpoczęła się debiutem w tygodniku „Odgłosy”. Od tego momentu minęło wiele czasu – zmieniła się sytuacja na rynku książki, a fantastyka jako gatunek na dobre zaistniała w polskiej przestrzeni publicznej.

Przy okazji jubileuszu twórczości Grzędowicz – początkowo niechętny tej inicjatywie – zgodził się na nadanie starym tekstom nowego życia. Starł kurz z nieco zapomnianych opowiadań, drukowanych w czasopismach i antologiach.

„Postanowiłem ich za bardzo nie zmieniać. Nie przerabiać, nie dodawać im powagi ani nie ulepszać. […] Są moje. Kiedyś je napisałem, a potem trafiły na listę zaginionych. Ale skoro już się znalazły, chcę dać im okładki. Ich własne. Opowiadania nie powinny ginąć. Nawet te stare. Napisałem je. Niech więc żyją dalej” – wyznał autor.

Jak sam zauważył w przedmowie do zbioru, zmierzenie się ze starymi tekstami to trudne zadanie. Dla Grzędowicza i czytelników to poniekąd szansa na zweryfikowanie myślenia o jego twórczości. Autor podzielił się refleksjami, zaprosił odbiorców do wspólnej wyprawy w przeszłość i zostawił ich z „zaginionymi” tekstami. Jak wygląda ta przygoda?

Dla mnie to doświadczenie szalenie ciekawe. Mam sprecyzowane zdanie na temat jego twórczości i przyznaję, że jest jedną z moich ulubionych postaci na współczesnej fantastycznej scenie literackiej. Wielokrotnie wracam do jego opowiadań i powieści, za każdym razem odnajdując w nich coś nowego. Znając (prawie) wszystkie teksty Grzędowicza, widzę różnicę pomiędzy jego „wczorajszym” a „dzisiejszym” pisarstwem. Różnica ta objawia się przede wszystkim na płaszczyźnie językowej – naturalną rzeczą jest to, że z czasem każdy pisarz doskonali swój warsztat. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że zarówno na początku pisarskiej drogi, jak i obecnie Grzędowicza cechuje pewnego rodzaju świeżość w ujęciu wyeksploatowanych już  tematów, a także zaskakująca momentami dojrzałość.

W „Azylu” znajdziemy opowiadania lepsze i gorsze. Osobiście do pierwszej grupy zaliczyłabym „Enter i jesteś martwy”:  tekst z ciekawie poprowadzoną narracją, w którym ze względu na tematykę szczególnie widać upływ czasu – dezaktualizacja ma tutaj taki sam urok, jak oglądanie filmu sprzed dziesięciu lat. Na szczególną uwagę zasługuje także „Chwila przed deszczem” – opowiadanie pokazujące oswajanie inności i zmian zachodzących w społeczeństwie pod wpływem nowych możliwości, wynikających z rozwoju technologii i medycyny. Innym wyróżniającym się tekstem jest również „Przespać piekło”, opowieść o próbach zachowania godności w nienormalnych czasach.

Nie będę pisać o tekstach, które z różnych powodów nie do końca przypadły mi do gustu. Dzielenie się wrażeniami i powodami, dla których postawiłam je niżej w hierarchii „ulubionych” nie miałoby większego sensu, ponieważ każde z nich jest wartościowe i warte poświęconego im czasu.

Myślę, że dla fanów fantastyki i sci–fi lektura „Azylu” może być tym, czym była dla mnie – ciekawym doświadczeniem, rzucającym nowe światło na twórczość Grzędowicza. Z kolei dla osób, które nie miały do tej pory styczności z tymi gatunkami, „Azyl” może stanowić ciekawy początek nowej literackiej przygody.

Fot. fabrykaslow.com.pl

  MS Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 18858 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.