PasjONaci: Nie wyobrażam sobie życia bez adrenaliny!

PasjONaci: Nie wyobrażam sobie życia bez adrenaliny!

– Wiele marzeń już zrealizowałem, dlatego jestem szczęśliwym człowiekiem. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu wzdychać do księżyca, trzeba po niego po prostu sięgnąć – podkreśla w rozmowie z „Razem z Tobą” Tomasz Biduś, członek kadry narodowej Rugby na Wózkach, wielokrotny mistrz tej dyscypliny.

Jak zaczęła się Pana przygoda z rugby na wózkach?

Zawsze lubiłem aktywność fizyczną. Uprawiałem kilka dyscyplin, żeby znaleźć ujście dla energii, która we mnie siedziała. Do rugby trafiłem przez koszykówkę. W pewnym momencie łączyłem te dwa sporty, ale na dłuższą metę było to jednak zbyt męczące. Wybór nie był łatwy, lecz ostatecznie postawiłem na rugby. Górę wzięła perspektywa występów w kadrze narodowej, o czym marzyłem od dziecka.

Czy rugby na wózkach to trudny sport?

Przede wszystkim zdecydowanie różni się od tradycyjnego rugby, ale niezmiennie pozostaje sportem bardzo kontaktowym. Rywalizujemy w specjalnie przystosowanych wózkach, aby można było je wykorzystywać na przykład w trakcie całego sezonu. W naszym zespole Avalon Extreme Warszawa występuje jedna dzielna zawodniczka Olga Sopeła, która pokazuje, że jest to sport dla wszystkich. Ja pełnię z kolei funkcję grającego trenera, lecz na parkiecie można zobaczyć mnie już coraz rzadziej. Trzeba powoli oddawać pałeczkę młodszym, którzy nadal mają wiele frajdy z ostrej walki. Rugby na wózkach jest intensywne i wymagające. Zasady można jednak bardzo szybko przyswoić.

Czy rugby na wózkach zyskuje popularność w Polsce?

W tym obszarze nadal jest wiele do zrobienia. Patrząc szerzej, sporty niepełnosprawnych nie cieszą się w naszym kraju tak dużym zainteresowaniem, jak ma to miejsce za naszą zachodnią granicą lub w Stanach Zjednoczonych. Trudno mówić o tym, aby poszczególne dyscypliny zyskiwały na popularności. Sport trzeba traktować jako całość, dlatego właśnie powstał projekt Avalon Extreme, popularyzujący sporty ekstremalne oraz wszelkiego rodzaju aktywność fizyczną osób z niepełnosprawnością. Mamy już spore osiągnięcia na tym polu, a naszym celem jest konsekwentne przełamywanie tabu na temat niepełnosprawności. Sport jest do tego idealnym nośnikiem, ponieważ w sposób naturalny wywołuje pozytywne emocje.

Jakie osiągnięcia ma Pan na swoim koncie w tej dziedzinie?

Nie lubię się chwalić, ale największą satysfakcję mam z tego, że przez wiele lat byłem kapitanem reprezentacji Polski w rugby na wózkach. Był to dla mnie olbrzymi zaszczyt i powód do dumy. Ponadto, dwukrotnie wywalczyłem mistrzostwo kraju. Obecnie koncentruję się na Avalon Extreme Warszawa. Miesiąc temu świętowaliśmy upragniony awans do I ligi, mimo że nasza drużyna powstała zaledwie nieco ponad rok temu. Najważniejsze, aby nie myśleć o przeszłości, a koncentrować się na tym, co przed nami i konsekwentnie stawiać przed sobą nowe cele. Dlatego, korzystając z okazji, zapraszam na nasze treningi wszystkich pasjonatów sportów zespołowych. Cały czas prowadzimy nabór do naszego zespołu i szukamy nowych talentów.

Czym zajmuje się Pan zawodowo?

Jestem koordynatorem projektu Avalon Extreme, a zarazem jednym z ambasadorów tej inicjatywy. Łączę pracę z pasją do sportu. Nie wyobrażam sobie życia bez adrenaliny.

Czy rugby na wózkach to jedyne Pana hobby czy jest coś jeszcze czemu jest Pan oddany?

Rugby to moja największa pasja, ale w żaden sposób nie zamykam się na inne sporty. Prowadzę bardzo aktywny tryb życia. Trenuję cross–fit, chodzę na siłownię i współorganizuje wiele imprez sportowych o ogólnopolskim zasięgu. Nie narzekam na nudę.

Co Pana najbardziej „kręci” w rugby?

Rywalizacja „nakręca” mnie najbardziej. Zwycięstwa dają satysfakcję, a porażki motywują do jeszcze cięższej pracy. W rugby uwielbiam kontakt, emocje oraz adrenalinę. Zderzamy się wózkami, przewracamy, a później podnosimy się żądni rewanżu. Jest to sport bardzo widowiskowy.

Jak to się stało, że jest Pan na wózku…

Niedawno obchodziłem okrągłe urodziny, ale dobrze wiemy, że dla faceta życie zaczyna się po 40–stce (uśmiech). Na wózku wylądowałem po kontakcie z wodą już ponad 20 lat temu. Nie chcę do tego wracać, ponieważ jest to już za mną. Stało się i koniec. Uderzyłem głową w dno jeziora. Proces rehabilitacji przeszedłem w miarę płynnie. Miałem to szczęście, że otaczali mnie ludzie, którzy motywowali mnie do działania. Teraz ja staram się zarażać moją pasją innych oraz skutecznie ich inspirować.

Pana największe marzenie?

– Wiele marzeń już zrealizowałem, dlatego jestem szczęśliwym człowiekiem. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu wzdychać do księżyca, trzeba po niego po prostu sięgnąć.

  Aleksandra Garbecka Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 16752 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.