Okiem naczelnego: Patriotyzm na sztandarach i w błocie

Okiem naczelnego: Patriotyzm na sztandarach i w błocie
Fot. robertbaz/pixabay.com

Kiedyś patriotyzm był cichym słowem. Nie wymagał wielkich gestów ani patetycznych deklaracji. Był w codziennych wyborach – w uczciwej pracy, w szacunku do sąsiada, w trosce o wspólne dobro. Był w bohaterstwie ludzi, którzy nie pytali o aplauz, tylko o to, co trzeba zrobić. Dziś patriotyzm wyciąga się z szafy raz do roku – na 11 listopada – by przypiąć go sobie do marynarki jak order, zrobić kilka zdjęć, wygłosić parę frazesów o „miłości do ojczyzny” i wrócić do codziennego politycznego piekła.

Bo oto żyjemy w czasach, w których patriotą jest tylko ten, kto głosuje na „naszych”. Cała reszta to już „ruskie onuce”, zdrajcy, agenci wpływu, wrogowie narodu. Patriotyzm stał się kartą przetargową w wojnie plemiennej. Słowem, które kiedyś łączyło, dziś dzieli. Nie jest już postawą, a etykietą. W zależności od tego, kto ją nakleja – może być zaszczytem albo obelgą.

Politycy przez lata skutecznie rozmontowali znaczenie tego słowa. Zrobili z patriotyzmu narzędzie do mobilizacji swoich armii – jednych przeciw drugim. Kiedy więc dziś będą przemawiać z pomników, z mównic, z telewizyjnych ekranów, mówiąc o „odpowiedzialności za ojczyznę”, warto byłoby, żeby najpierw spojrzeli w lustro. Zastanowili się, jak to, co robią – codzienne kłótnie, obrzucanie się błotem, pogarda dla innego myślącego – ma się do tej „miłości do Polski”, którą tak głośno głoszą.

Bo patriotyzm nie kończy się na hymnie i biało-czerwonej fladze. Nie jest monopolem żadnej partii, żadnego środowiska, żadnego „plemienia”. Prawdziwy patriota nie potrzebuje telewizyjnej kamery ani partyjnej legitymacji. Potrafi dostrzec, że ojczyzna to nie tylko „my” – to także „oni”. Że Polska to nie plansza do politycznej gry, ale wspólny dom.

A co z młodymi? Często słyszy się, że „nie mają już w sobie tamtego ducha”, że „nie wiedzą, czym jest patriotyzm”. Ale może to po prostu inna forma – mniej pompatyczna, bardziej codzienna? Dla wielu młodych patriotyzmem jest płacenie podatków w kraju, uczciwa praca, dbanie o środowisko, wolontariat, walka o prawa człowieka. Nie krzyczą o tym w mediach, nie maszerują z flagą, ale robią swoje. Cicho, konsekwentnie. Tak jak kiedyś robili to ci, których dziś wspominamy z nostalgią.

Bo patriotyzm, wbrew temu, co chcieliby nam wmówić politycy, nie jest hasłem wyborczym. Jest sumą drobnych gestów, codziennych decyzji, postaw, które budują wspólnotę – nie plemię. Jeśli więc chcemy naprawdę uczcić Polskę, może zamiast kolejnych wielkich słów, wystarczyłoby trochę ciszy i refleksji. Może wystarczyłoby po prostu… nie nienawidzić.

Print Friendly, PDF & Email