DPS – alternatywa dla ZOL czy miejsce spokojnej starości?

DPS – alternatywa dla ZOL czy miejsce spokojnej starości?
Fot. Mateusz Misztal

Pandemia szczególnie dotkliwie odbiła się na życiu mieszkańców domów pomocy społecznej. Na szczęście dzięki szczepionkom i surowym obostrzeniom zaraza została na terenie dps opanowana, ale życie społeczne nie wróciło do normy – domy są zamknięte, poza najbliższą rodziną nikt w nich nie gości, nie ma wycieczek, festynów – niczego, co urozmaicało pobyt z dala od swojego środowiska. Mieszkańcy starają się żyć tak aktywnie, jak to możliwe w tych okolicznościach, ale coraz więcej wśród nich jest chorych, leżących i potrzebujących całodobowej opieki pielęgniarskiej.

Rozmawiam z Izabelą Misiak – dyrektorką Domu Pomocy Społecznej „Niezapominajka” w Elblągu. Pani Izabela ma duże doświadczenie zawodowe, ale w Niezapominajce pracę dopiero rozpoczyna, po odejściu na emeryturę swego poprzednika – Marka Guldy.

Czy odczuwacie Państwo nadejście czwartej fali pandemii?

Gdy zaczęła rosnąć liczba zachorowań, to i w „Niezapominajce” pojawiło się zachorowanie. Jedna pani trafiła do szpitala w związku z inną chorobą, dwa tygodnie po szczepieniu i okazało się, że jest zakażona. Na szczęście mieszkankom z jej pokoju i pracownikom Domu wyszły testy ujemne. To był jedyny incydent. Jesteśmy zabezpieczeni w środki ochrony, a na teren dps wejść z zewnątrz nie ma. Jednak mieszkańcy mają możliwość zobaczenia się ze swoimi rodzinami w pokoju odwiedzin. Do pokoju odwiedzin wchodzi się z zewnątrz, a mieszkańca zaprowadza do tego pokoju pracownik.  Można też wyjść na spacer z osobami odwiedzającymi – tak, że kontakt z rodziną jest utrzymany.

Ile osób dzisiaj tu mieszka? Czy są wolne miejsca?

126. Nie mamy pełnego obłożenia, ale wynika to z tego, że osoby, które są przyjmowane do dps obowiązuje 10 dniowa kwarantanna. Mamy przygotowany pokój do tej kwarantanny, ale tam mogą przebywać tylko 2 osoby. Po 10 dniach możemy przyjąć następne dwie osoby i ten stan jest uzupełniany. Wiadomo, w międzyczasie są zgony. Robimy wszystko, żeby wykorzystać wszystkie miejsca i myślę, że tak niebawem się stanie.

Przed pandemią odwiedzałam tu naszego znajomego i widziałam, że jest tu bardzo dużo osób leżących. Sądzę, że to jest duży problem, choćby ze względu na potrzeby w zakresie personelu.

Ten temat dotyczy wszystkich dps-ów, które tak pomału stają się ZOL-ami. Dostajemy takie ciężkie przypadki – mówię to w odniesieniu do zlikwidowanego dps w Rangórach, w którym poprzednio pracowałam. Na początku była co najmniej połowa osób samodzielnych, ale z czasem pojawiało się coraz więcej osób do pełnej obsługi, w tym takie, które kwalifikowałyby się do ZOL, ale wiemy, jaka tam jest sytuacja – wszystkie miejsca w ZOL są zajęte, więc wychodzimy naprzeciw rodzinom i tym osobom potrzebującym, żeby je zabezpieczyć. Rodziny nie są w stanie przez 24 godziny opiekować się chorym, zwłaszcza, że często są to osoby pracujące i nie zrezygnują z pracy, bo mają zobowiązania, mają rodziny, które trzeba utrzymywać.

To już jest opieka medyczna, potrzebne są pielęgniarki, jak sobie z tym radzicie?

Mamy zatrudnione pielęgniarki, ale kupujemy też zewnętrzne usługi pielęgniarskie, żeby zabezpieczyć potrzeby, bo – nie ukrywam – sytuacja jest taka, że nie ma na rynku pielęgniarek, które by chciały podjąć pracę w dps, bo my inaczej jesteśmy finansowani niż pielęgniarki w szpitalach.

To znaczy gorzej?

Dokładnie. W placówkach pomocowych są niższe płace, niż w szpitalach. Toteż gdy pielęgniarki mają możliwość wyboru, korzystają z lepszych warunków.

Mówi się teraz dużo o deinstytucjonalizacji. Jak Pani na to patrzy?

Myślę, że dpsy zawsze będą potrzebne. Choćby w związku z tą opieką całodobową. Jeżeli rząd będzie dążył do tego, to na pewno będzie to rozłożone w czasie, ale nie znikną domy pomocy społecznej. Społeczność się starzeje, a potrzeby cały czas rosną. Patrzę na siebie – nie wiem, co będzie za lat 10, 20. Patrzę na swoich rodziców – jestem ja i mój brat, ale czy ktoś z nas będzie mógł zrezygnować z pracy, jeśli zajdzie taka potrzeba?

Na pewno rodziny same sobie nie poradzą, w dodatku wiele osób na starość zostaje samych. Mówimy tu o wprowadzeniu innych form opieki – o tworzeniu małych placówek, gdzie byłoby bardziej domowo i organizowaniu mieszkań wspomaganych. My w organizacjach pozarządowych szczególnie zabiegamy o to drugie w odniesieniu do osób z niepełnosprawnościami, żeby mogły pozostawać w swoim środowisku, gdy odejdą ich opiekunowie.

Jeżeli to będzie osoba, która nie będzie miała takich potrzeb jak te, które przychodzą obecnie do dps, to jak najbardziej takie rozwiązanie ma rację bytu. Uważam, że małe domy to najlepsze, co może być, ale koszty są dużo większe przy małych domach niż przy dużych dpsach.

Tak, ale nie w przypadku mieszkania wspomaganego, gdzie za mieszkanie płaci sam mieszkaniec, kosztują tylko usługi, jakich potrzebuje. Niedawno mówił o tym prezydent Gdyni, gdzie tych mieszkań jest już dużo. Powiedział, że mieszkanie wspomagane kosztuje go ok. 3 tys. zł, a dopłata do dps to co najmniej 3,5 tysiąca.

Mówiąc o koszcie, myślałam o małym domu, gdzie jest kilkanaście osób. Wydaje mi się, że konkretnych wytycznych, np. jakie powinno tam być zatrudnienie, jeszcze nie ma. Jeżeli będą obwarowane takimi standardami, jakimi są obwarowane obecnie dps, to będzie to drogie w utrzymaniu.

A jeśli chodzi o koszty utrzymania dps: czy macie państwo trudności finansowe?

Jak dotąd, sobie radzimy. Może na takie duże remonty jest za mało, ale współpracujemy z Urzędem Miasta, rozmawiamy z panem prezydentem i otrzymujemy potrzebną pomoc.

Pomijając osoby leżące, jakie możliwości aktywnego życia mają tu w obecnych warunkach mieszkańcy?

Pomimo pandemii, odkąd tu się pojawiłam i zaczęłam obserwować co się dzieje, widzę, że jest to bardzo żywy dom – jak przechodzę korytarzem, słyszę, jak sobie śpiewają, grają, jest zatrudniony pracownik KO, który gra na akordeonie, na klawiszach, prowadzi zajęcia umuzykalniające. Jest rehabilitacja. Niedawno obchodziliśmy 100 rocznicę urodzin jednego z mieszkańców. Cały czas coś się dzieje. Naprawdę, jestem wręcz zadziwiona aktywnością i chęcią udziału mieszkańców. Jest to duży dom i jest połowa osób leżących, ale ta druga część chce aktywnie uczestniczyć w tym życiu. Także w samorządności mieszkańców. Spotkałam się już z mieszkankami, które były przedstawicielami samorządu. Bardzo aktywne panie, bardzo fajnie, że się chcą włączać, dają swoje pomysły.

Z jakim pomysłem wystąpiły ostatnio?

Przede wszystkim się poznałyśmy. Mieszkańcy są ciekawi nowych osób, które pojawiają się w dps, a tym bardziej, jak się nowy dyrektor pojawił. Społeczność mieszkańców jest dla mnie bardzo ważna i tu wciąż jest współdziałanie. Omawialiśmy temat tych 100. urodzin, panie wychodziły z propozycjami, jak to ma wyglądać. W moim poprzednim dps mieszkanki wychodziły z propozycjami, co chciałyby zjeść, jak ma wyglądać jadłospis – to tutaj też jest konsultowane z przedstawicielami mieszkańców, gdzie zapoznają się i wnoszą swoje uwagi co do żywienia.

A jakieś kontakty zewnętrzne: organizacje pozarządowe, kulturalne zaglądają tu czasem?

Teraz jest pandemia. Ale mieszkańcy wykonali maskotki dla przedszkoli i przekazali je przedszkolakom – one były u nas ozonowane i w przedszkolu też. Teraz będziemy współpracować z ECUS w przygotowaniu paczki dla seniora – coś będziemy dokładać do tej paczki – np. stroik, który będzie zaniesiony do domu seniora. Będziemy jeszcze tą sprawę omawiać. Współdziałamy z organizacjami, współdziałamy z Miastem.

Pandemia utrudnia takie kontakty. Pamiętam, że parę lat temu był taki projekt realizowany przez Medyk, z zajęciami z wizażu, który bardzo podobał się mieszkankom.

Co roku był też projekt dotyczący kalendarza z wizerunkami mieszkańców. To był projekt, który budził ogromne zainteresowanie: zwłaszcza przebrania.

W tym roku też to będzie miało miejsce?

Tak, z tym, że ta zachorowalność tak zaczęła rosnąć, że poprosiliśmy o przełożenie zdjęć na inny termin, tym bardziej, że pan fotograf, który co roku wykonywał zdjęcia, jest na kwarantannie. Na pewno w tym roku będzie to zrealizowane – mam nadzieję, że te zachorowania będą się zmniejszać.

A jakie dzisiaj ma Pani problemy?

Dzisiaj chyba nie mam żadnych problemów, wszystko ładnie się układa, mieszkańcy są bardzo otwarci, przyjaźni, czekają na mnie, niektórzy witają, gdy wchodzę przed 7:00 do pracy, zawsze musimy się pościskać. Zostałam bardzo mile przyjęta, co mnie strasznie cieszy. Zresztą całe życie miałam serce do ludzi. Nie pracowałabym w dps, gdybym go nie miała. Jestem osobą empatyczną. Mieszkańcy to czują, wiedzą, że zawsze mogą do mnie przyjść z każdą sprawą, bo wiadomo – jak mają jakiś dylemat, to dyrektor to na pewno załatwi. Staram się stanąć na wysokości zadania.

Dziękuję za rozmowę. I Pani, i mieszkańcom, życzę zdrowia, szczęśliwego przetrwania pandemii i powrotu do pełnego, aktywnego życia.

Print Friendly, PDF & Email