Zdrowie: Trudna sztuka niesienia pomocy – jak wezwać karetkę?

Zdrowie: Trudna sztuka niesienia pomocy – jak wezwać karetkę?

Elbląg, ulica płk. Dąbka. Kilka minut po 8. rano. Temperatura oscyluje w granicach –14 stopni. Odczuwalna jest prawie o 6 stopni niższa. Zalegający na chodniku śnieg skrzypi pod stopami, a przejeżdżające tuż obok samochody zostawiają za sobą chmurę białego pyłu. Na pobliskim przystanku zaczynają gromadzić się oczekujące na autobus osoby, wśród nich starsza pani, która wyraźnie niepewnym krokiem kieruje się w stronę zimnej ławki. Jak się zaraz okaże, osiemdziesięciodwuletnia kobieta nie czuje się najlepiej. Siada i zaraz potem zaczyna się osuwać. Początkowa dezorientacja postronnych przeradza się w nieudolną próbę wezwania pomocy.

Kobieta, która jako pierwsza chwyciła za telefon, wybiera nr alarmowy. Odbiera dyspozytor. Wydaje się, że wszystko przebiega zgodnie z planem: pada nazwa ulicy, informacja o przystanku autobusowym – to jednak za mało. Gdzie? – pyta dyżurny. W tym momencie między stronami dialogu tworzy się jakaś bariera, wzajemne niezrozumienie, które skutecznie utrudnia, zdawać by się mogło, rutynową procedurę wezwania pomocy. Stojący obok mężczyzna wyrywa kobiecie telefon, wyraźnie zirytowany żąda przyjazdu pogotowia. To również nie przynosi skutku.

Jak poprawnie wezwać pomoc do poszkodowanego? Czy dyspozytor może nie przyjąć wezwania? Czy zawsze jestem zobowiązany do udzielenia pierwszej pomocy? I w końcu co z tymi połamanymi żebrami?

Wezwanie pomocy

Obowiązek zorganizowania pomocy spoczywa na każdym obywatelu, który oceni stan drugiej osoby jako poważny, tzn. zagrażający życiu lub mogący wywołać trwały uszczerbek na zdrowiu. Telefon na pogotowie, to pierwsza czynność, którą powinniśmy wykonać lub zlecić osobie znajdującej się najbliżej nas. Jest to pozornie najprostsze działanie, jakie przyjdzie nam wykonać w całej procedurze pierwszej pomocy. I, jak się okazuje, pozory nie mylą. Trzeba jednak pamiętać, aby podawane informacje były konkretne i jednoznaczne.

Wybieramy standardowy nr 999 lub unijny 112. W pierwszej kolejności koniecznie informujemy o miejscu, w którym przebywa poszkodowany – należy podać nie tylko miasto i ulicę, ale także dokładny adres lub, w przypadku trudności w jego ustaleniu, możliwie szczegółowo opisać położenie (znajdujące się w pobliżu punkty charakterystyczne, np. sklepy). W dalszej kolejności podajemy przyczynę wezwania pomocy medycznej, określamy, kto jest poszkodowany oraz podajemy własne imię i nazwisko. Nie rozłączamy się jeszcze, zamiast tego cierpliwie czekamy na dalsze pytania dyżurnego – na wszystkie spokojnie i rzeczowo odpowiadamy. Może on zapytać o to, czy poszkodowany jest świadomy, czy została mu już udzielona jakaś pomoc itp. Dopiero po tym potwierdzi wysłanie karetki słowami „Wezwanie przyjęte”, wtedy też po uzyskaniu na to zgody, możemy się rozłączyć.

Dlaczego tak to wygląda? Zadaniem dyspozytora jest nie tylko uznanie zasadności wezwania, ale także określenia jakiej pomocy należy udzielić pacjentowi. Decyzję o tym, jaki rodzaj karetki zostanie wysłany determinuje właśnie w ten sposób przeprowadzony wywiad. Istnieją bowiem dwa ich typy: podstawowy (w jej skład wchodzą osoby upoważnione do wykonywania czynności ratunkowych, a wśród nich jest pielęgniarka lub ratownik medyczny) i specjalistyczny (w tym wypadku w trzyosobowym zespole specjalistycznym znajduje się jedne lekarz).

Trzeba zaznaczyć, że dyspozytor ma prawo odmówić przyjęcia wezwania, jeśli na podstawie zadawanych pytań stwierdzi, że w jego ocenie życie poszkodowanego nie jest zagrożone, bądź jego schorzenie ma charakter przewlekły i może być leczone w innym trybie. Gdy jednak jesteśmy przekonani o niewłaściwej ocenie sytuacji przez dyżurnego, mamy prawo poprosić o połączenie z lekarzem dyżurnym pogotowia. Możemy też skontaktować się z lekarzem miejskim, w rozmiowie z którym musimy uargumentować konieczność przyjazdu pogotowia na miejsce zdarzenia.

Pierwsza pomoc

Według algorytmu postępowania Polskiej Rady Resuscytacji, w przypadku nagłego zatrzymania krążenia należy przystąpić do wykonania resuscytacji krążeniowo–oddechowej (RKO). Skąd mamy mieć pewność, że krążenie ustało? Zakłada się, że stało się tak wtedy, gdy poszkodowany jest nieprzytomny i nie oddycha lub oddycha nieprawidłowo.

Do RKO przystępujemy niezwłocznie. Składa się ona z 30 uciśnięć klatki piersiowej (masaż serca) i 2 oddechów ratunkowych (sztuczne oddychanie) – obie czynności wykonujemy na zmianę do momentu przyjazdu pogotowia, odzyskania świadomości przez poszkodowanego lub do chwili, gdy w wyniku wyczerpania nie możemy kontynuować RKO. Po aktualizacji wspomnianego algorytmu przez Polską Radę Resuscytacji w 2015 roku, nie ma obowiązku wykonywania wdechów ratunkowych, obowiązkowy jest natomiast masaż serca.

Obowiązek udzielania pierwszej pomocy nakłada na nas art. 162. Kodeksu Karnego. Za zaniechanie tego działania grozi odpowiedzialność karna nawet do 3 lat pozbawiania wolności.

Sądy powszechne, w swoim orzecznictwie utrzymują, że każdy obywatel na pewnym etapie swojego życia miał możliwość nauczenia się przeprowadzania RKO, od każdego należy zatem wymagać, iż ją podejmie.

Nie udzielić pomocy możemy w sytuacji, w której zachodzi ryzyko, iż sami moglibyśmy ucierpieć. Z podejmowania próby udzielenia pierwszej pomocy zwalnia nas także fakt zbliżających się albo obecnych już na miejscu służb ratunkowych.

Opisując kwestie techniczne udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, koniecznie musimy obalić pewien szkodliwy mit, jakoby prawidłowe wykonanie masażu serca wiązało się nierozerwalnie z połamanymi żebrami u poszkodowanego oraz późniejszym pociągnięciu nas do wynikającej z tego odpowiedzialności. Co prawda, jest to możliwe i zdarza się w prawie 80 proc. przypadków, ale absolutnie nie jest wyznacznikiem jakości udzielanej pomocy. Co więcej, strach przed przypadkowym połamaniem żeber, które i tak się zrosną, nie powinny być powodem odmawiania komuś możliwości przeżycia. Zachodzi tu bowiem stan wyższej konieczności – poświęcamy pewne dobro, chcąc ratować dobro wyższego rzędu.

Dochodzenie jakichkolwiek roszczeń przez poszkodowanego, któremu podczas ratowania życia połamaliśmy żebra (pomijając fakt, że jest zachowaniem całkowicie obnażającym jego skrajną niewdzięczność), teoretycznie jest możliwe na drodze procesu cywilnego. Musi on jednak wykazać naszą wyraźną niedbałość w trakcie prowadzenia RKO. Nie grozi nam to, jeżeli w pełni świadomie podjęliśmy rozsądną i adekwatną do sytuacji (nagłe zatrzymanie krążenia) decyzję o RKO.

Pierwsza pomoc a ubezpieczenie

Każdy pacjent ma prawo do natychmiastowego udzielenia mu pomocy zdrowotnych ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia. Pogotowie zaś istnieje, by w celu ich ratowania, taką pomoc świadczyć. W przypadku, gdy ocena stanu zdrowia naszego bądź drugiej osoby nie jest korzystna, mamy prawo (oraz obowiązek) wezwać pogotowie ratunkowe.

Co w przypadku, gdy poszkodowany nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego? Nawet wtedy środki transportu medycznego nie są odpłatne. Inne świadczenia zdrowotne są natomiast udzielane za pełną odpłatnością według obowiązującego cennika usług medycznych. Te same koszty pokryją osoby, którym udzielona została pomoc medyczna niezbędna, gdy wyłącznie z powodu nietrzeźwości pacjenta.

Źródła: mz.gov.pl oraz prc.krakow.pl

  Krzysztof Wójcik Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 17716 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.