Zachwycam się...

Zachwycam się...

Wiosna co roku nastraja bardzo pozytywnie – nie może być inaczej – wszystko budzi się do życia i my trochę też. Zimowy marazm powoli odchodzi w niepamięć i z coraz większą niechęcią patrzymy na puchowe kurtki szaliki i czapki. Nie raz jeszcze będziemy je wyciągać, po zbyt szybkim, pełnym optymizmu schowaniu głęboko w szafie. Ale już coraz częściej rękawiczki zamieniamy na okulary przeciwsłoneczne.

Tym razem będzie więc najbardziej pozytywnie jak tylko może być. Bez narzekania, bez marudzenia i bez szukania dziury w całym. Po prostu wiosennie i tak trochę o niczym. Bo czy zawsze musi być o czymś konkretnym? Otóż nie.

Wiosna to chyba najkrótsza, i bardzo szkoda, bo najpiękniejsza i najbardziej różnorodna pora roku. Z dnia na dzień na ulicach więcej zieleni, z dnia na dzień więcej kolorów i z dnia na dzień więcej powodów do wyjścia z domu. Dzień coraz dłuższy, temperatura coraz wyższa i coraz mniej ubrań mamy na sobie, wychodząc na zewnątrz. Ale to przecież wszyscy wiemy. Ameryki nie odkryłam.

Co więc na temat wiosny można jeszcze nowego napisać? Dział ten głosi: „Z perspektywy rodzica” i na takiej, samej w sobie, się skupię. Bo ta perspektywa jest nieco inna o każdej porze roku, inna jest też więc wiosną. Przez cały rok mamy sporo stresów, wyzwań i ciągle nowych barier do przekraczania. Są dni, kiedy wszystko dookoła się po prostu sypie, po kolei. Zdaje nam się wtedy, że świat zwrócił się przeciwko nam, że los robi nam na złość. Że po prostu nie damy już rady. Ile jest ludzi, tyle sposobów na radzenie sobie z takimi sytuacjami. Mamy przyjaciół, rodzinę, od siebie wzajemnie czerpiemy energię i siłę. Ale zawsze potrzeba czegoś jeszcze, czegoś, co w dłuższej perspektywie da nadzieję na to, że zaraz będzie lepiej. Fakt, że za oknem ciemno i zimno nie pomaga. Za to kiedy świeci słońce i jest ciepło – dla nas przynajmniej to powód do podniesienia głowy.
Psychiczny oddech nie jest jednak jedynym powodem, dla którego wiosna jest przyjemniejsza. Są też zdecydowanie bardziej namacalne pozytywy.

Wszyscy lubimy, gdy jest cieplej – wiadomo – w naszym jednak przypadku korzyści wynikają ze względów czysto praktycznych. Weźmy taki spacer – fajnie jest wyjść i pochodzić… powiedzmy po parku… powiedzmy godzinkę…

Zimą (opcjonalnie późną jesienią) od podjęcia decyzji do wyjścia z Julcią mija mniej więcej pół godziny, w zależności od tego jak sprawnie pójdzie nam ubieranie w tony czapek, szalików i trzech warstw ubrań. W połowie spaceru okazuje się zwykle, że jest zimniej niż nam się początkowo zdawało (ok, nie jesteśmy rodzicami roku – trzeba było nałożyć cieplejsze spodnie…) i w rezultacie bywa, że spacer trwa krócej niż samo ubieranie. Ale wiosną (opcjonalnie wczesnym latem) od podjęcia decyzji do wyjścia mijają średnio 3 minuty. I spacer jest raczej niezagrożony.

Może się to wydawać marginalną korzyścią, ale ubieranie Julci nie jest takie proste. Dlatego na lato czekamy z niecierpliwością, a wiosna jest doskonałym do niego wstępem.

Pojawia się też mnóstwo opcji spędzania wolnego czasu, przyczepka rowerowa stoi i czeka cierpliwie. I jest Wielkanoc.
Reasumując, pisząc o niczym, de facto chcemy podzielić się radością z faktu, że w końcu jest cieplej. Tak zwyczajnie. Że łatwiej jest sprostać codziennym wyzwaniom, kiedy dzień nie kończy się o 16:00 i kiedy nie wstajemy rano w ciemnościach.

A wiosna dodatkowo jest po prostu piękna. Codziennie kwitnie coś nowego. „Zachwycasz się?” – pyta moja Babcia, kiedy rozmawiam z nią przez telefon podczas spaceru po parku.

Zachwycam się.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.