Zabijam mój słuch, ale muzyka to moje życie. Wywiad z niedosłyszącym Markiem

Zabijam mój słuch, ale muzyka to moje życie. Wywiad  z niedosłyszącym Markiem

Ma 24 lata i od dziecka cierpi na niedosłuch spowodowany komplikacjami przy porodzie. Dziś Marek słyszy gorzej. Wszystko przez miłość… do muzyki. Jak sam mówi, z miłością nie wygrasz. Po długich namowach udało nam się z nim porozmawiać. Oto co powiedział:

Jak wspominasz swoje szkolne lata?

Proszę o następne pytanie (śmiech). Zawsze byłem odludkiem, mocno zakompleksionym. Na pewno niedosłuch miał z tym coś wspólnego, szczególnie w późniejszym okresie. A może i nie… Sam już dzisiaj nie wiem. Jedno jest pewne, zawsze miałem swój świat, w którym żyłem. Zamiast grać z kolegami w piłkę zamykałem się w swoim pokoju i słuchałem muzyki. Muzyka wypełniała cały mój wolny czas. Wstając rano włączałem radio, po południu radio, nawet zasypiałem przy dźwiękach z eteru. Śmiało mogę powiedzieć, że muzyka  mnie wychowała.

A aparat słuchowy?

Nosiłem. Systematycznie chyba niespełna pół roku. Później zaczęły się problemy. Po dziś dzień nie wiem, co tak naprawdę się stało, ale dostałem jakiegoś urazu do tego urządzenia. Zapewne miało to coś wspólnego z tym, że podśmiewano się ze mnie, z mojego niedosłuchu i aparatu. Miałem stary typ aparatu, więc był on dobrze widoczny. Ratowało mnie długie włosy, ale i to nie zawsze pomagało.

Jak więc radziłeś sobie potem, bez aparatu?

Bywało różnie. Ogólnie dawałem sobie rade. W szkole starałem się siadać jak najbliżej nauczyciela. Dzięki temu poznałem magię pierwszych ławek, zaraz przy biurku nauczyciela. Nawet nie wiesz, jakie to fantastyczne miejsce do ściągania. Nauczyciel zazwyczaj pilnuje środka i końca sali, a ty sobie siedzisz spokojnie w pierwszej ławce i ściągasz bez obaw. Poza tym, nauczyłem się czytać z ruchu warg i często, jak ktoś z kolegów coś ode mnie chciał, to siedząca za mną koleżanka kopała mnie lekko w krzesło i wskazywała palcem, kto mnie woła. Pamiętam, że na studiach miałem kilka razy aparat (ten sam stary z podstawówki już słabo dopasowany do ucha ale nadal działający), gdyż nie było innego sposobu aby zdać egzamin na dużej auli. Wówczas jedną ręką pisałem a drugą zasłaniałem ucho, aby nikt nie widział, że mam aparat.

A jak Twoi rodzice i najbliżsi reagowali na Twój problem z niedosłuchem?
Z perspektywy czasu widzę, że większość moich nauczycieli chyba nie zdawała sobie sprawy z mojego problemu. Odwrotnie rzecz się miała z kolegami z klasy. Oni od początku wiedzieli. Trudno było przed nimi to ukrywać, skoro tak wiele czasu spędzaliśmy ze sobą. Niektórzy mówili, że powinienem zacząć na nowo nosić aparat. Ja jednak wiedziałem swoje. Wychodziłem z założenia, że nauczyłem się żyć bez aparatu, to po co mi on. A rodzice … odkąd pamiętam prawili mi „kazania” na temat mojego słuchania muzyki przez słuchawki. Raz nawet tata zabrał mi słuchawki na miesiąc. Zdenerwował się po tym, jak w nocy śpiąc w pokoju obok słyszał, że ja siedzę, a była już późna noc, i słucham muzyki przez słuchawki. Wówczas zakładałem aparat tylko po, to aby głośniej słyszeć muzykę lecącą z radia. Po miesiącu jednak słuchawki odzyskałem i wróciłem do dawnych nałogów.

A jak wygląda Twoje życie dzisiaj?
Jestem szczęśliwy. Skończyłem dwa kierunki studiów, pracuję w radiu i dyskotece. I mam fantastyczną narzeczoną, więc chyba nie jest ze mną tak źle (śmiech). Fakt, zdaję sobie sprawę, że słuchanie głośnej muzyki mi szkodzi. Lecz nic nie poradzę na to, bo to moje życie, moja miłość. Muzyka jest dla mnie lekiem na problemy, stres, sposobem na spędzanie wolnego czasu i zarabianie pieniędzy. Wiem, że po trzydziestce  mogę być głuchy jak pień, ale na razie nie martwię się o to. Żyję dniem dzisiejszym i robię to, co kocham.

Czy Twoi pracodawcy wiedzą o twojej dysfunkcji?
W radiu szef nie wie. Wszyscy moi współpracownicy wiedzą i ewentualnie starają się mi pomagać, choć nie jest to potrzebne. Nauczyłem się z tym żyć. Dziś często sam się śmieję z tej mojej dysfunkcji. Czasem wychodzą komiczne sytuacje. Przekonałem się, ile prawdy jest w powiedzeniu, że czego głuchy nie dosłyszy do zmyśli (śmiech). Natomiast w dyskotece szef wie, zresztą większość ludzi pracujących w dyskotekach ma niedosłuch. Dla niego to nie problem. Najważniejsze, aby ludzie się dobrze bawili.

Hałas w dyskotece porównywany jest do startującego samolotu. Głośna muzyka w dyskotece to 160 decybeli. Zdajesz sobie sprawę, że w pewnym sensie przyczyniasz się do uszkadzania słuchu młodym ludziom?
Wiem, ale taką mam pracę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w pewnym sensie jestem mordercą ich słuchu, ale dla mnie najważniejsze jest, aby się dobrze bawili; dać im choćby chwile oderwania od szarej rzeczywistości. Jedyne co mogę dla nich zrobić, to nie bombardować ich zbytnio mocnymi basami z głośników poprzez subtelne dobieranie muzyki. Niestety trzeba się z tym pogodzić, w takich czasach żyjemy, że trzeba się jakoś odstresować. Dyskoteka, na pewno jest lepszym rozwiązaniem niż papierosy czy alkohol.

Jakie masz marzenia?

Chciałbym jak najdłużej robić to, co lubię i mieć zawsze tak fantastycznych ludzi wokół siebie, którzy dają mi wiarę w siebie i w to co robię. Za to im serdecznie dziękuję. Dzięki nim osiągnąłem wszystko, co dziś mam.


Dziękuję za rozmowę.

  Rozmawiał: Rafał Sułek Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 4163

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.