Z perspektywy rodziców: Ustawa za życiem – istotne fakty

Z perspektywy rodziców: Ustawa za życiem –  istotne fakty

Ilona i Damian Nowaccy są rodzicami niepełnosprawnej Julki z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym (MPD). Na łamach "Razem z Tobą" będą opisywać swoje chwile radości, zwątpienia oraz dzielić się licznymi doświadczeniami i spostrzeżeniami, wynikającymi z wychowywania niepełnosprawnego dziecka.

Pisałam już o ustawie za życiem i szczerze nie wiązałam z nią zbyt wielkich nadziei na zmianę czegokolwiek w naszych codziennych zmaganiach, okazuje się jednak, że muszę nieco zweryfikować opinię. A to dlatego, że oto sama ostatnio poczułam że jednak coś się zmieniło – żeby była jasność – na lepsze. Co prawda, słyszałam i takie opinie, że dostajemy to, co i tak powinno nam się bez łaski należeć, ale lata wydeptywania ścieżek i proszenia o wszystko nauczyły mnie, że doceniać trzeba dokładnie każdą najmniejszą pomoc, szczególnie gdy sama do nas przychodzi.

A tak tym razem właśnie było. Będąc w zupełnie innej sprawie w lokalnej siedzibie NFZ, dowiedziałam się co zmienia ustawa za życiem i co mam zrobić, żeby z tego skorzystać. Dostałam od razu wydruk zaświadczenia, które stanowi fundament całego przedsięwzięcia – innymi słowy jest bardzo ważne i raz podpisanego, musimy pilnować jak oka w głowie.

Zostając przy owym zaświadczeniu warto powiedzieć na co należy na pewno zwrócić uwagę. Piszę o tym, bo, jak się okazuje, nie jest to takie dla wszystkich wiadome i oczywiste, a może być powodem niepotrzebnych komplikacji.

Otóż po pierwsze i najważniejsze – wystawiającym zaświadczenie musi być lekarz pediatra, lekarz rodzinny lub specjalista ze specjalizacją pediatryczną. Tylko wtedy zaświadczenie będzie zaakceptowane.

Druga rzecz, niezwykle istotna – bo tak już jest z pismami urzędowymi, że ważna jest treść. Aby mieć pewność, że nikt nas nie odeśle z kwitkiem, w treści musi być ustalona przez ustawę formułka "cierpi na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażająca życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu".

Na tym, które ja mam (z NFZ), formułka ta jest już wydrukowana, wystarczy wpisać dane osobowe dziecka i nie ma pola manewru na jakąkolwiek twórczość własną lekarza. Okazuje się jednak, że nie wszystkie zaświadczenia takie są i lekarze wpisują w wykropkowanych miejscach co im tam przyjdzie do głowy. I pojawiają się problemy, kiedy w MOPS lub NFZ przychodzący opiekun, słyszy że formułka ma być taka jak w ustawie i dyskusji nie ma. I trzeba iść jeszcze raz.

Gdy więc mamy już w ręku prawidłowo i przez właściwego lekarza wystawione zaświadczenie, możemy działać.

Co konkretnie?

Z najbardziej popularnych codziennych potrzeb – nie ma z nim limitu miesięcznego na dofinansowanie do pieluchomajtek – ustalamy sobie ile potrzeba i na tyle lekarz musi wystawić wniosek.

Nie musimy czekać na dofinansowanie na wózek lub inny sprzęt ortopedyczny – wcześniejsze trzy lata odstępu między zakupami i tłumaczenie, że dziecko wyrosło i trzeba kupić nowy, już nas nie dotyczy.

Tyle udało mi z własnego doświadczenia z ustawy poznać – póki co nie miałam okazji sprawdzić czy np. dostanę się z Julcią wcześniej do lekarza, w razie czego będę zdawać relację.

  Ilona Nowacka Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 16885 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.