Historia pewnej podróży z „Panią Mamą” w roli głównej

Historia pewnej podróży z „Panią Mamą” w roli głównej

Podróż do Krakowa, zaplanowana od miesiąca, bilety kupione przez internet – miejsce na wózek i dla opiekuna – tak jak stoją przepisy i tak, żeby uniknąć nieporozumień. Zawsze tego pilnujemy, bo w pociągu Pendolino takich miejsc jest słownie dwa, więc trzeba wszystko dobrze i wcześniej zorganizować.

Okazuje się jednak, że widmo sytuacji nieprzewidzianych dopaść może wszędzie. Z czyjej winy? Trudno powiedzieć, bo nawet teraz, z perspektywy czasu i kiedy emocje już opadły, sytuacja nie jest do końca klarowna.

Ale do brzegu. Wsiadamy sobie z Julą, spokojni o miejsce (sprawdzone wcześniej jako te, które dla wózków w tym pociągu są zawsze przydzielane – kiedyś jechaliśmy więc wiemy. Wsiadamy wygodnie, bo windą, sprawnie rozłożoną przez Pana Konduktora. Szybko jednak okazuje się, że to na tyle w temacie spokoju – okazuje się bowiem, że nasze miejsca są zajęte i to przez mamę z chłopakiem na wózku (wózek stoi obok, a chłopaków z mamą siedzą sobie wygodnie tam, gdzie mamy z Julą wykupione bilety). Pierwsza myśl – tak sobie usiedli akurat a pewnie mają obok, bo dwa miejsca przeznaczone dla osób na wózkach w pociągu są obok siebie. Sprawdzamy więc bilety – okazuje się że mają jednak inny wagon i inne miejsca, a ponieważ nie wykupili opcji z wózkiem, to obsługa pociągu ich tutaj przesadziła gdyż (to logiczne) chłopak z wózkiem nie zmieściłby się w innym przedziale.

Ok, przyprowadzono ich tutaj to usiedli, tylko co teraz? Wrócić nie mogą, a my też nie siądziemy gdzie indziej. A jesteśmy „na prawie” – to my mamy bilety na rzeczone miejsca sporne. Rozumiemy przecież, że nie ich wina. Ale Pani Mama zdaje się nie rozumieć… Od początku wrogo nastawiona, krzyczy, że ciągle jakieś kłody pod nogi i że to wina pani w kasie, bo jej źle sprzedała bilety, że niewiarygodne i że ona już tej pani (w kasie) pokaże gdzie raki zimują… Konduktorowi, który nota bene bardzo łagodnie i mądrze rozwiązał sytuację, przepraszając i gospodarując dla nas miejsce w Warsie, też się dostało – że nieprzeszkolona kadra, że złoży skargę (na panią w kasie), że traktują ją jakby była opóźniona, że przecież skąd ona ma wiedzieć jakie miejsca dostaje…

I tak sobie patrzymy z boku i słuchamy jak pokojowo nastawiony konduktor próbuje się tłumaczyć (nasze, spokojne raczej i rozejmowe, próby wtrącenia się do rozmowy zostały zgaszone przez Panią Mamę krótkim, acz stanowczym „nie życzę sobie, żeby pani się wtrącała i wypowiadała w mojej sprawie!”).

Cóż, „mojej” tu to jednak pojęcie względne… Do Pani Mamy sympatią z przyczyn oczywistych nie zapałaliśmy, ale postaramy się rozważyć problem obiektywnie. Wina? Troszkę też obsługi pociągu. Oprócz oczywiście pani w kasie w bliżej nieokreślonym mieście (strach było zapytać…), która w mniejszym lub większym stopniu nie dopytała o to, czy miejsce na wózek jest potrzebne. Tu jednak, jak słusznie zauważył konduktor, wina jest sporna, bo przy rozmowie nie była Pani Mamy relacja zakupu biletów zmieniała się niczym długość ryby w kolejnych opowieściach wędkarzy. Panią w kasie więc zostawiamy. Dla potrzeb tego tekstu i obserwując temperament Pani Mamy zakładamy, że mogło być nie do końca tak jak mówiła…

Wracając do obsługi pociągu. Powinni sprawdzić, czy te miejsca są już zarezerwowane przez osobę na wózku z opiekunem, która zadbała o to, by mieć pewność, że takie otrzyma (tak, to my ;)) i tak ochoczo nie sadzać tam kogoś innego. A nawet jeżeli, to uzmysłowić owej osobie, że siedzi tam warunkowo i zaraz prawowity ich właściciel się pojawi. A mogło być różnie – mogłam być nie znoszącą sprzeciwu matką pieniaczką, która wysłałaby konduktora do wszystkich diabłów, a ich z miejsc wygoniła nie oglądając się na nic… Swoją drogą to myślę, że gdyby było odwrotnie i to nas posadzono by na miejscach Pani Mamy, taka mniej więcej scena by się rozegrała. My oczywiście nikim takim nie jesteśmy. Spokojnie poczekaliśmy na konduktora i przyjęliśmy jego warunki.

Trzeba jednak przyznać, że trochę Panią Mamę rozumiem (nieco mniej po oskarżeniu o to, że żądaliśmy od niej pokazania biletu – czytaj, grzecznie poprosiliśmy, z ciekawości czy może ma faktycznie źle sprzedany), bo mogła nie wiedzieć, że taki bilet dla wózka trzeba kupić osobno, mogła czuć się oszukana i w końcu mogła być po prostu zmęczona wiecznymi problemami, jak to przy dziecku niepełnosprawnym jest.

Gwoli wyjaśnienia – dziecko to chłopak ok. 20 lat, w pełni sprawny umysłowo, sam wsiadł na wózek. Nie odzywał się jednak przez całą dyskusję, chyba przyzwyczajony do załatwiania takich spraw przez charyzmatyczną Panią Mamę.

Na naszych miejscach (dokładnie tych samych) znowu siedziała, przeniesiona tam z innego wagonu, pani z chłopcem na wózku, która też nie wykupiła biletu z odpowiednim dla niego miejscem i (oczywiście) nie mogła zostać na swoim. Ta Pani jednak spokojnie się przesiadła, przeprosiła i wysłuchała Pani Konduktor, która wytłumaczyła jej, jak następnym razem bilet odpowiednio kupić.

W obydwu tych przypadkach było gdzie przenieść osoby, które w regularnych rzędach pociągu z racji wózka zmieścić się nie mogły. Co jednak, gdyby na kolejnej stacji wsiadły kolejne bez opcji miejsca na wózek? Gdyby wcześniej chciały wykupić miejsca na wózek to po prostu nie dostałyby biletów, ponieważ w pociągu są dwa i te dwa byłyby już zajęte. Jasna sytuacja. Jeżeli jednak tego nie zrobią, bilet mają. Tymczasem w regularnym wagonie nie mogą zostać, bo fizycznie się tam osoba na wózku nie mieści. Konduktor nie ma więc jak zabrać takiej osoby i zdarzyć się może, że pociąg po prostu odjedzie bez niej.

Wyobrażacie sobie nagłówki w mediach? „Osoba na wózku została na peronie, gdyż konduktor zabronił jej wejścia do pociągu”, „Niepełnosprawny chłopak (lub dziewczyna) z ważnym biletem nie wpuszczony(a) do pociągu”, „PKP Intercity zostawiło osobę na wózku na peronie”…

I nikt nie będzie dociekał, że w pociągu osoby na wózku już były dwie, a dla kolejnej zabrakło miejsca, bo nie kupiła odpowiedniego biletu. A jak trafią na Panią Mamę, to zrobi się z tego afera na cały kraj (być może już gdzieś pobrzmiewają jej echa, bo temat dosyć świeży, a Pani Mama odgrażała się, że tak tego nie zostawi…).

Jaki wniosek z historii? Kupujmy bilety z głową tak, aby i nam, i innym pasażerom podróż minęła przyjemnie i bez zbędnych nerwów.

  Ilona i Damian Nowaccy Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 18902 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.