Z perspektywy Julci

Z perspektywy Julci

Mama… Hmm… Jest ze mną bardzo często, prawie wszystko robimy razem. Jest moimi rączkami i nóżkami, moim tłumaczem i obrońcą. Zwykle jest w okolicy przez większość czasu, ale ostatnio mam wrażenie, że jednak jakoś więcej. Nie jeżdżę do szkoły i dopiero niedawno zaczęliśmy chodzić na spacery. Dużo czasu spędzamy w domu.

Z okazji Dnia Mamy pomyślałam, że opowiem o naszym wspólnym dniu. Ze swojej perspektywy. Dla odmiany.

Kiedy budzę się rano (dobra, w nocy też się budzę kilka razy…), zawsze jest obok mnie. Czy ona kiedyś śpi? Chyba jakoś musi, bo zwykle się uśmiecha, więc raczej jest wyspana. Ale kiedy bym się nie przebudziła, nie śpi – patrzy i pyta, czy wszystko w porządku. Tłumaczę, ale nie wiem, czy mnie zawsze rozumie. Choć wie, kiedy chcę pić i kiedy mi za gorąco. Wie też co robić, kiedy dzieje się że mną coś niedobrego. Więc chyba mnie rozumie. To dobrze.

Potem śniadanie i leki. Te drugie są chyba ważne, bo Mama każe mi bardzo uważać, kiedy je dostaję. Jak nie uważam zdążę poczuć, że są gorzkie… bardzo gorzkie… Więc obydwie z Mamą bardzo uważamy.
Śniadanie – o co chodzi w ogóle z tym jedzeniem?! Mama robi do jedzenia zawsze moje ulubione rzeczy, które łatwo mi zjeść. Nie wszystko umiem pogryźć. Bardzo nie lubi, jak czegoś nie chcę jeść. Przecież mogę czasem nie być ciągle głodna i nie wszystko mi musi smakować. Czasem taki dzień i tyle. Mama się wtedy denerwuje. Woła Tatę, żeby spróbował mnie nakarmić. Z Tatą jest wesoło – wygłupiamy się, jakoś zapominam, że nie chciało mi się jeść i wciągam wszystko z talerza.

Uwielbiam wygłupy z Tatą, ale Mamie nie podoba się jak wariujemy w łóżku przed spaniem. Że niby za głośno, za wesoło i że nie zasnę, i ciągle coś o jakichś napadach… A ja tak lubię się głośno z Tatą śmiać! Aż mnie brzuch boli.

Z tym śmiechem muszę przyznać ciągle jest jakiś problem – jak oglądam ulubioną bajkę i za bardzo się na niej śmieję, Mama zaraz biegnie i przełącza na coś spokojniejszego. I znowu mówi coś o tych napadach… A przecież była taka zabawna… Chyba muszę zacząć uważać na to, kiedy się tak zanoszę ze śmiechu, bo nigdy nie obejrzę tego prześmiesznego filmu do końca!

Ok, może trochę nie umiem się powstrzymać i brzuch od śmiechu boli za mocno… Ale jest tak zabawnie!

Lubię, kiedy razem coś oglądamy. Mama wtedy opowiada, co się dzieje. W sumie widzę przecież, ale i tak dużo lepiej posłuchać Mamy. Czytamy też razem książki. Wtedy to już w ogóle jest zabawnie.

W ciągu dnia jemy jeszcze trzy, cztery razy – nic dziwnego, że słyszę dookoła, że mi się buźka zaokrągliła. I wszyscy szczęśliwi, a Mama słucha dumna, że tak ładnie i dużo jem. To Mama ćwiczy codziennie, żeby schudnąć, bo spodni nie dopina, a jak ja się robię okrągła, to radość wielka… Nic nie rozumiem…

Mama często mnie poprawia, mam siedzieć prosto, a jakoś ciągle mi to nie wychodzi. Czy w wózku, czy na moim ulubionym fotelu. Właśnie! Mój ulubiony fotel! Mam go już bardzo długo, w sumie to wydaje mi się, że od zawsze. Taki, na którym mogę się wygodnie rozłożyć. Kiedy trochę przesunę się na bok, Mama podchodzi – „Julka, ale jak siedzisz?” – i hop, poprawia mnie i już siedzę znowu prosto.

Nie powiem, że dużo mi wtedy wygodniej, ale najwyraźniej to dobre dla moich plecków. Mama wie lepiej. Tata twierdzi, że Mama trochę przesadza z tym poprawianiem, szczególnie jak jesteśmy na spacerze i ciągle sprawdza, czy siedzę w wózku prosto… I czy nie za mocno się napinam. Z tym bywa różnie, to prawda.

Jak już mówiłam, dużo siedzimy w domu i nie jeżdżę do szkoły. Nawet lekcje robię z Mamą w domu. Dziwnie jakoś… Nie, że źle, nie. Ale dziwnie. Nie ma dookoła koleżanek z klasy, nie ma pań. Jest Tata z aparatem i robi nam zdjęcia. Dziwnie.

Niedawno pojawiła się pani Ania ze szkoły, zabiera mnie raz na jakiś czas na spacer – bez Mamy. To chyba jedyny czas, kiedy nie widzę Mamy w pobliżu. Ciekawe, co wtedy robi? Nie wiem. W każdym razie my z panią Anią dobrze się bawimy.

Z Mamą też jestem często na spacerkach. Jest z nami też Laki. Nasz piesek. Mały kudłacz, który pojawia się przy mojej głowie rano po obudzeniu, zaraz po tym jak zobaczę Mamę. Uwielbiam go. Jest mięciutki, kudłaty i rozbawia mnie zawsze jak jest obok. Lubię te nasze wspólne spacerki. Jak Tata wróci z pracy, idzie z nami.

Kiedy przychodzi wieczór (po zjedzeniu kolacji oczywiście), idziemy się myć. Mam specjalny żel do mycia buzi. Mama mówiła mi, że potrzebuję, bo jestem już nastolatką. Cokolwiek to znaczy… Ale żel jest fajny, pachnie ogórkami, więc wszystko w porządku. Lubię się myć. Siadamy z Mamą przy zlewie i pluszczemy się w wodzie, myjąc buzię, rączki i zęby. Mama zawsze prosi mnie, żebym sama potrzymała szczoteczkę. Zawsze mnie pyta, czy chcę, a ja bardzo chcę, bo jest różowa i tak wibruje. Mama mi pomaga, ale fajnie, że mogę sama trochę umyć ząbki. Bardzo też lubię pluskać się w wannie.

I do łóżka. Na mięciutką poduszkę i cieplutką kołderkę. Spać. Mama czeka, aż zasnę. Lubię zasypiać, wiem, że jak otworzę oczy, obok będzie czuwała Mama – jak zawsze.