Szanowni Państwo jesteście dla mnie ważni. Gdyby nie Wy, nie byłoby „Razem z Tobą”, a w nim przestrzeni „Razem z M”. Myślę o Was, gdy – nie zliczę, który już raz – próbuję napisać ten tekst. Myślę też o jakby zagubionym kwietniu, barierach i granicach, a przede wszystkim o relacji z trudnościami. W założeniu dział „Razem z M” ma być pozytywną przestrzenią, dzięki której Państwo mogą zobaczyć, jak wygląda gazeta „od środka”, a ja podzielić się radością z procesu tworzenia. O tym chciałabym Państwu tutaj opowiadać, a teraz – z wielu powodów – jest mi trudno o tym pisać.

I jeszcze trudniej z faktem, że obecnie tak właśnie jest. Ze wszystkich ludzi na świecie ci, którzy w jakiś sposób połączeni są z hasłem „niepełnosprawność”, najlepiej znają wieloznaczność takich wyrażeń jak: „przełamywanie barier” czy „przekraczanie granic”. Każde słowo tego tekstu jest właśnie tym. Bardzo, bardzo chciałabym, żeby było inaczej, ale nie jest. W rozdźwięku między „chcę” a „mogę” mieści się bardzo dużo wszystkiego, co pozornie jest nie do zniesienia. Państwo dobrze o tym wiedzą. Wiedzą Państwo, ile wielkich emocji, niechcianych myśli kryje się w „a”. Wiedzą Państwo, jak bardzo frustrujące jest, gdy nawet najmniejsze rzeczy są zbyt duże, a wykonywanie, zdawałoby się, podstawowych czynności przychodzi z wielkim wysiłkiem. Taka jest dla mnie ta wiosna i chyba pierwszy raz w życiu marzę, żeby się skończyła i żeby lato było lepsze. Staram się jednak nie pokładać zbyt wiele w tej nadziei, a jednocześnie utrzymać ją i dbać, by z każdą chwilą było jej coraz więcej. W marcu miałam jej bardzo dużo, liczyłam wtedy na to, że z czasem wszystko będzie łatwiejsze. Tak się nie stało. Mam wrażenie, że wiosna gdzieś się zgubiła, a przecież to nieprawda. Widok za oknem bardzo żywo potwierdza, że ona tu jest. W tym roku jednak tego nie czuję – stąd wrażenie zagubionego czasu. Jest ono potęgowane przez fakt, że ostatni raz pisałam do Państwa w trzecim numerze miesięcznika. Wspominałam wtedy o tym, jak przytłoczyła mnie sytuacja, w której wszyscy się znaleźliśmy, o układaniu się w nowej codzienności i sposobach, dzięki którym jest mi nieco łatwiej przetrwać ten czas. Praca nad kwietniowym numerem kosztowała mnie tak dużo, że najzwyczajniej w świecie nie dałam rady odezwać się do Państwa. Pochylenie się nad tematem koronawirusa, czego przez jakiś czas unikałam, otworzyło we mnie wiele – mierzenie się z tym jest częścią tego, co towarzyszy mi do dzisiaj. Całą swoją energię przekierowuję na to, by rzeczy, które muszą się stać, po prostu się działy i z tej przyczyny brakuje mi jej na opowiadanie o procesie tworzenia. Szczególnie że w ostatnim czasie wyglądał on inaczej niż dotychczas. RAZEM Z M Kwietniowy numer „Razem z Tobą” – po raz pierwszy w ponad dwudziestoletniej tradycji miesięcznika – ukazał się wyłącznie w wersji online i był w całości poświęcony tematowi koronawirusa. Został, podobnie jak majowy, przygotowany w większości przez redaktora naczelnego, który dokonał wyboru materiałów i czuwał nad procesem wydawniczym. Dzięki temu – za co, ponownie, jestem ogromnie wdzięczna – mogłam poświęcić część mojej energii na godzenie się, że nasza rzeczywistość drastycznie się zmieniła. Nie jest mi łatwo pisać o niepisaniu, wiąże się z to z moją relacją z trudnościami. Zazwyczaj traktuję je – tak jak swoją niepełnosprawność czy jakiekolwiek problemy, które stają mi na drodze – jako niezbyt istotną przeszkodę. Postrzegam je jako coś, co po prostu jest, nad czym nie trzeba specjalnie się zastanawiać. Wolę szukać rozwiązań i skupiać się na działaniu. Problem polega na tym, że pandemia bardzo wyraźnie pokazała, gdzie leżą granice sprawczości. Nagle znalazłam się w sytuacji, w której musiałam zmienić swoje podejście. Zaistniała potrzeba, by uważnie przyjrzeć się temu, co dzieje się wokół mnie i we mnie. Prawda jest taka, że odważyłam się na to dopiero wtedy, gdy pojawiły się problemy w tym, co stanowi dla mnie największe oparcie – w codzienności. W niej leży źródło mojej nadziei i energii. Nieważne, jak trudne staje się życie – każdy dzień jest nowy. Każdy dzień to nowe możliwości, nowe okoliczności. To także szansa na to, że „jutro” pokonywanie przeciwności będzie trochę łatwiejsze niż „dzisiaj”. Wiem, że Państwo również to wiedzą. Wiem, bo moja praca polega między innymi na tym, by Państwa historie – które udowadniają, że niemożliwe naprawdę nie istnieje, nawet jeśli przekraczanie granic możliwości wymaga przekraczania siebie – ujrzały światło dzienne. Z życzeniami nieutraconej nadziei na lepsze jutro, S