W cieniu drzewa

W cieniu drzewa

Ukochane drzewo Jana Kochanowskiego zajęło trwałe miejsce w literaturze, jak niegdyś przy jego domu. W moim pokoleniu każdy uczeń czytał te słowa, a niektórzy uczyli się ich na pamięć. Mieszkam w blokowisku, ale też mam tu swoje ulubione stare drzewo – potężny kasztan.

Przez wiele lat spacerując z psami jesienią zbierałam pod nim kasztany, wiosną obserwowałam, jak rozwijają się pierwsze liście i białe kwiaty. Jest tu też szpaler lip, pod którymi w czerwcu i lipcu słychać brzęczenie pszczół, niestety, coraz cichsze.

Na lekcjach biologii uczymy się, że drzewa pochłaniają dwutlenek węgla i wydzielają tlen. Coraz częściej słyszy się, że sadzenie lasów może zapobiec pogarszaniu się klimatu. Naukowcy mówią: tak, ale nie do końca. Rośliny również wydzielają dwutlenek węgla. Drzewo wytwarza więcej tlenu niż dwutlenku węgla dopiero wtedy, gdy osiągnie odpowiedni wiek – z reguły 80 do 100 lat. Brońmy starych drzew. Są bezcenne, a jakże często padają na placach budów, pod pretekstem, że posadzi się nowe. Drogę można poprowadzić inaczej, dom można wybudować trochę dalej. Posadzenie młodego drzewa na miejsce starego przyniesie efekty dopiero
w pokoleniu naszych prawnuków.

Naukowcy wyliczyli, że zalesienie nawet wszystkich ziem uprawnych nie wystarczy do zatrzymania zmian klimatu bez zmiany sposobu gospodarowania, zwłaszcza zasobami naturalnymi. Chociaż same drzewa planety nie uratują, lasy, zwłaszcza tropikalne, mają olbrzymie znaczenie, nie tylko ze względu na pochłanianie dwutlenku węgla.

Nie do przecenienia jest rola drzew w retencji wody. Opadające liście tworzą ściółkę, z której w procesie rozkładu powstaje próchnica. Próchnica ma znaczne właściwości sorpcyjne – może pochłaniać i magazynować wodę. Z kolei korzenie przerastając glebę przyczyniają się do powstawania drobnych kanalików i szczelin, w których może gromadzić się woda opadowa, a przesiąkanie wody przez warstwy gleby w naturalny sposób ją oczyszcza. Im większe skupisko drzew, tym większy efekt – duży las może zatrzymać powódź, a oddając zgromadzoną wodę latem zapobiec suszy.

Nie tylko las, ale każde drzewo jest cenne. Najlepiej widać to w mieście, gdy w upalne dni szukamy chłodu i świeżego powietrza. „Każdy element struktury miasta winien posiadać odpowiednio dobrany, zależnie od jej roli, gatunek zieleni niskiej, średniej czy wysokiej” – pisze wieloletni urbanista miejski Jacek Bocheński. „Ulice o znaczącym ruchu samochodowym i pieszym winny być wyposażone w zieleń przyuliczną, która stanowi naturalną przegrodę między funkcjami mieszkalnictwa i usług […]. Odpowiednio dobrana gatunkowo zieleń obniża poziom hałasu oraz oczyszcza powietrze, wpływając jednocześnie pozytywnie na psychikę użytkowników przestrzeni”.

Bez drzew byłoby trudno obejść się całej przyrodzie. Królem drzew jest dąb. Gdy dojrzeje i dorośnie do wysokości 30 metrów, w lesie czy w parku staje się domem dla setek stworzeń: dla kilkunastu gatunków ptaków, około czterdziestu gatunków chrząszczy, wielu gatunków motyli. Żyją w gęstwinie liści, pod korą, przy korzeniach. Chronią się tam i żywią. Dąb jest bardzo płodny – w ciągu roku dorosłe drzewo może wytworzyć 90 tysięcy żołędzi, które są doskonałym pokarmem dla innej, licznej grupy zwierząt: myszy, wiewiórek, jeleni czy dzików.

Na zielonej przestrzeni mojego osiedla dominują wyleniałe trawniki. Kilka klonów wyrosło samo wśród nieistniejących już żywopłotów. Pozwolono im żyć, ale traktowane są nieludzko – co roku obcina im się niektóre konary i skraca gałęzie, przez co nie mogą się w pełni rozwinąć, zachwycić swoim pięknem i dać schronienie innym stworzeniom. Z niepokojem patrzę, czy nikt nie rusza mojego kasztana – w naszym społeczeństwie nie ma litości dla starych drzew i zrozumienia, ile dobrego wnoszą w życie ludzi i całej przyrody. Na szczęście rośnie i ma się dobrze.