Strajk w Tramwajach Elbląskich. Jak daleko do porozumienia?

Strajk w Tramwajach Elbląskich. Jak daleko do porozumienia?

W Tramwajach Elbląskich trwa strajk. Motorniczowie od wczoraj nie wyjechali na tory. Wprowadzona została autobusowa komunikacja zastępcza. Strajkujący mają świadomość tego, że strajk najbardziej odczuwają mieszkańcy Elbląga, ale jednocześnie nie widzą innego wyjścia. Wyjścia z tej patowej sytuacji nie widzi także miasto. – W budżecie nie ma dodatkowych środków ani prognoz w związku z dodatkowymi dochodami, które moglibyśmy przeznaczyć na wynagrodzenia – mówił podczas zwołanej dziś konferencji prasowej prezydent Wróblewski.

W specjalnym oświadczeniu strajkujący zaznaczają, że problem płac i finansowania spółki „Tramwaje Elbląskie” nie jest nowy.

– Od sierpnia 2019 roku jesteśmy w sporze zbiorowym z pracodawcą z dwoma żądaniami: podwyższenia płacy zasadniczej o 500 zł i anulowania porozumienia o limicie godzin nadliczbowych rocznie (384 nadgodziny) i powrót do zapisu Kodeksu Pracy, czyli 150 nadgodzin w ciągu roku – zaznaczają strajkujący.

Jak przypominają, poprzedni spór zbiorowy nie przyniósł spodziewanych rezultatów. – Mimo że zostało podpisane porozumienie, otrzymaliśmy w większości niewielkie podwyżki, ale o dodatkach za pracę w niedziele i święta mogliśmy zapomnieć – czytamy w oświadczeniu.

Dziś, podczas specjalnej konferencji prasowej, głos w sprawie strajku zabrał prezydent Witold Wróblewski.

– Dla mnie dzisiaj strajk ma podłoże polityczne i to z tego względu, że do wczoraj nikt nie zaprosił prezydenta do rozmów. Związkowcy najpierw ogłosili strajk i dopiero teraz informują, że chcą rozmawiać – zaznacza prezydent Wróblewski. – W minionym tygodniu w czwartek na rozmowy z dyrektorem spółki. o których się dowiedziałem od dyrektora, wysłałem v-ce prezydenta, także mówiąc krótko – wprosiliśmy się na to spotkanie i zarzut, że prezydent nie podejmuje żadnych działań w kwestii negocjacji, uważam za bezpodstawny. Nie byłem zaproszony ani ja, ani v-ce prezydent, a mimo to w spotkaniu uczestniczyliśmy.

Miasto powołało zespół, który – jak zapewnia prezydent Wróblewski – dokonuje analiz w związku z funkcjonowaniem komunikacji miejskiej. – Ten zespół ma przeanalizować finanse zarówno w tramwajach, jak i w ZKM-ie, co do możliwości środków, które są w komunikacji, bo dodatkowych środków nie ma. Dziś możemy mówić o działaniach, restrukturyzacjach, reorganizacjach i w ramach tych środków szukać pieniędzy – zaznacza prezydent miasta. – Chcę przypomnieć, że dwa miesiące temu był uchwalany budżet i wielokrotnie informowałem, że będzie to budżet trudny, musimy go spiąć i z uwagi na to, że weszło wiele obciążeń, które rząd przerzucił na samorząd, budżet jest budżetem nie optymistycznym, a trudnym – dodaje.

– Szanuję pracę motorniczych oraz pracowników służb komunalnych, jednak dziś jesteśmy w takiej sytuacji, że w budżecie nie ma dodatkowych środków, ani prognoz w związku z dodatkowymi dochodami, które moglibyśmy przeznaczyć na wynagrodzenia. Chcę też podkreślić, że dotyczy to wszystkich spółek komunalnych i wszystkie te jednostki i spółki traktuję w sposób jednakowy i nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek grupa była uprzywilejowana tym, że może dostawać dodatkowe dochody – mówił podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami prezydent.

Miasto zaznacza, że tegoroczny budżet jest mniejszy o ok. 41 milionów złotych. – 21 milionów to koszt wzrostu wynagrodzeń dla nauczycieli, na które nie uzyskaliśmy dofinansowania ze skarbu państwa. 4 miliony złotych to jest kwota, którą musimy znaleźć na planowane podwyżki, na które nie ma dziś zabezpieczenia ze strony rządu. Wiemy o 6% podwyżce dla nauczycieli, ale tego nie ma w subwencji – zaznacza prezydent Wróblewski.

Jak informuje miasto, mniejsze wpływy do budżetu, to między innymi skutek obniżenia stawki PIT, mniejszej subwencji wyrównawczej i równoważącej, jak również podwyżek cen energii elektrycznej i wzrostu minimalnego wynagrodzenia.

– Na dzisiaj nie mam założonych podwyżek dla pracowników urzędu miejskiego i w wielu jednostkach tak to wygląda. Rozumiem, że każdy chce więcej zarabiać i jeżeli kogokolwiek zapytamy, czy z urzędników, czy z pracowników samorządowych, to wszycy powiedzą, że za mało zarabiają – mówi prezydent. I jak dodaje, na dziś Elbląg nie ma możliwosci finansowych, by wspomniane podwyżki dać.

– Gdy przed wyborami samorządowymi radni podjęli obniżenie ceny biletów, to jakoś nie słyszałem ze strony związkowej tramwajów, że to jest zły ruch, pomimo że ja byłem przeciwny temu obniżeniu ceny biletów. To jest skutek około miliona złotych, które wypłynęło z komunikacji. Dzisiaj być może tego tematu by nie było, gdyby cena biletów była utrzymana z czasów przedwyborczych, ale dziś nie chcę stawiać mieszkańcom dodatkowego utrudnienia, że będziemy wracali do poprzedniej ceny biletów, bo trzeba podnieść płace w tramwajach. Nie. Nie zamierzam przedstawiać uchwały w sprawie podniesienia cen biletów – skwitował Witold Wróblewski.

Prezydent przypomniał również, że Tramwaje Elbląskie są spółką, w którą zainwestowano ostatnio 26 milionów złotych (zakup nowego taboru, modernizacja torowisk, remont bazy czy linia wzdłuż ulicy 12 lutego).

Witold Wróblewski zaznaczył również, że jest otwarty na rozmowy ze stroną związkową.

Godziny nadliczbowe

Strajkujący zwracają także uwagę na dużą ilość godzin nadliczbowych. – Praca przez 25-26 dni w miesiącu prawie po 10 godzin dziennie nie każdemu służyła i wyszła na zdrowie. Braki kadrowe nie były uzupełniane, bo kto zgodzi się na pracę za 2000 zł, a takie pensje dostają za nominalny czas pracy młodsi stażem motorniczowie czy elektromonterzy, starsi – w granicach 2500 zł (netto), skutkiem czego wypracowywaliśmy nadmierne ilości nadgodzin, powodujących zmęczenie i stres – czytamy w oświadczeniu strony związkowej.

– Oczywiście, tych godzin nadliczbowych jest dużo, z tego powodu, podpisaliśmy ze stroną związkową porozumienie o pracy w większym limicie godzinowym. Gdyby takiego porozumienia nie było, to musielibyśmy wstrzymać komunikację, albo ją w jakiś sposób ograniczyć. Podjęte zostały próby, by w jakiś sposób ograniczyć ilość tych godzin nadliczbowych – mówi dyrektor Tramwajów Elbląskich, Andrzej Sawicki.

Jak zaznacza, w 2018 roku wprowadzony został dodatek w wysokości 10 złotych brutto do każdej godziny za stuprocentową obecność w pracy. Później w ramach funduszu premiowego wprowadzono także 3% stawki zaszeregowania, także za stuprocentową obecność. Jednak jeden i drugi zabieg nie pomógł zminimalizować godzin nadliczbowych. – W sierpniu minionego roku wprowadziłem również kwartalny dodatek frekwencyjny w wysokości 250 złotych za 100% obecności w pracy i w tym momencie ilość godzin nadliczbowych zmniejszyła się o 50% – informuje Andrzej Sawicki.

W 2019 roku skala godzin nadliczbowych w Tramwajach Elbląskich to 14 212 (w tym 8 316 wynikających ze zwolnień chorobowych).

– Zgodziłem się na wycofanie się z tego limitu godzin nadliczbowych, dlatego, że w tym roku nie będzie już takiej potrzeby. Mamy 55 motorniczych na 56 osób potrzebnych, by realizować rozkład jazdy i czas, jaki jest potrzebny do jego realizacji. Zaproponowałem także organizacji związkowej, że jeżeli będę widział, że będzie stabilna sytuacja, jeśli chodzi o stuprocentową obecnosć w pracy, to od 1 stycznia 2021 roku, czyli po takim roku obserwacji, wprowadzilibyśmy tę część [zaplanowaną na nadgodziny – red. ] do płacy zasadniczej.

Zamiast tramwajów – autobusy

Od wczoraj w Elblągu funkcjonuje komunikacja zastępcza oznaczona jako T2, T3 i T4. Więcej o tym TUTAJ.

– Uruchomiliśmy trzy linie autobusowe, zbliżone do tego, jak kursowały tramwaje. Łącznie jest to 11 autobusów. Na linii T4 autobusy kursują ze średnią częstotliwością co 15 minut. Na linii T3 co 20 minut i na linii T2 ze średnią częstotliwością co 30 minut – mówi Artur Bartnik, dyrektor Zarządu Komunikacji Miejskiej w Elblągu. – Przejazdy tymi liniami komunikacji zastępczej są bezpłatne. Nie chcemy, żeby pasażerowie ponosili koszty wynikające z przesiadek. Przebieg wszystkich linii został zosrganizowany tak, aby utworzyć dogodny punkt przesiadkowy, który zlokalizowany jest na Placu Słowiańskim. Wszystkie linie tej zastępczej komunikacji przebiegają przez ten punkt.

Komunikacja zastępcza obowiązywać będzie do odwołania.

Fot. Mateusz Misztal