Sprawa Elbląska – tragedia wciąż żywa w pamięci elblążan

Sprawa Elbląska – tragedia wciąż żywa w pamięci elblążan

Sprawa Elbląska to kryptonim tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w Elblągu 70 lat temu. Pożar wielkiej hali przemysłowej wykorzystany został do propagandy politycznej na rzecz władzy ludowej, która właśnie zakorzeniała się w Polsce. Jego przyczyny nigdy nie zostały wyjaśnione, a około 1000 osobom złamano życie.

Akta sprawy utrzymywane były w ścisłej tajemnicy przez cały czas rządów PZPR. Jednak pamięć o tym wydarzeniu wśród elblążan trwa do dziś. Na początku lat dziewięćdziesiątych skwer w pobliżu dawnego ZAMECH-u otrzymał nazwę Ofiar Sprawy Elbląskiej i stanął na nim kamienny monument im poświęcony. Badaniem odtajnionych po transformacji ustrojowej akt zajął się elbląski opozycjonista Marek Duszak, a po nim dziennikarka Grażyna Wisińska, która sięgnęła głęboko nie tylko do akt, ale i pamięci uczestników i ich rodzin, co opisała w dwóch książkach.

Pożar pretekstem do prześladowań

W niedzielę 17 lipca 1949 r. ok. godziny drugiej w nocy w hali A 20 Zakładów Mechanicznych im. Gen. Karola Świerczewskiego wybuchł pożar. Hala była ogromna, dwustumetrowa, trzynawowa, pełna różnego rodzaju sprzętu i produktów, głównie wyprodukowanych części do statków i wagonów.

Pierwszą osobą, która zobaczyła płomienie i wszczęła alarm, był strażnik Józef Gorczyński. Była godzina 2:17. Zawiadomił on dowódcę straży, a ten straż pożarną i Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa – takie były procedury, ubecy musieli towarzyszyć wszystkim wydarzeniom.

O godz. 2:18 przyjechała pierwsza drużyna strażacka, 10 minut później przyszło z pomocą drugie pogotowie straży. Łunę było widać z każdego punktu miasta. Cała hala spłonęła, ale udało się uratować sąsiednie budynki. Straty były ogromne, ale tragedia ludzi, których powiązano z tą sprawą o wiele większa. Były to osławione czasy stalinowskie. Partia po referendum „3xTAK” wszelkimi sposobami utrwalała swoją władzę, uciekając się do terroru i wszędzie szukając wrogów. Pożar stał się świetną ku temu okazją. Nie badając przyczyn wypadku, natychmiast ogłoszono, że miał tu miejsce sabotaż. Sabotaż – to było groźne słowo, które zaprowadziło do więzień wielu ludzi i miało tłumaczyć wszelkie niepowodzenia w budowaniu Polski Ludowej. W poszukiwaniu winnych tego domniemanego sabotażu aresztowano w trakcie długiego śledztwa około 220 osób.

W wypadku pożaru hali A 20 nadarzyła się dodatkowo okazja do wskazania najbardziej znienawidzonego wroga – czyli Zachodu. Sprawą zajmowały się najwyższe władze, do Elbląga przybył sam osławiony Józef Światło. W Zamechu pracowała grupa reemigrantów z Francji i oni stali się głównymi podejrzanymi, na czele z Jeanem Bastardem. Zarzucono im współpracę z obcym wywiadem i podpalenie hali – zostali uznani za wrogów Polski Ludowej.

Do 1 września 1949 r. aresztowano ok. 150 osób – mężczyzn i kobiety, bez żadnych podstaw. Oprócz „Francuzów” podejrzanymi byli strażnicy, strażacy zakładowi i inni pracownicy „Świerczewskiego” – w tym byli akowcy. Aresztowany został szef straży przemysłowej Stanisław Wójcicki, wcześniej podwładny kpt. Antoniego Hedy, „Szarego”, który zasłynął uwolnieniem ponad 300 osób z ubeckiego więzienia. W późniejszym czasie aresztowano kolejne osoby – według badań Grażyny Wosińskiej było ich 222.

Los aresztowanych i ich bliskich był tragiczny. Zeznania wymuszano torturami. Wielogodzinne przesłuchania, bicie szpicrutą, podtapianie, karcer, głodzenie, to tylko niektóre z tortur. Oskarżona o szpiegostwo Waleria Michalik aresztowana została w drugim miesiącu ciąży. Dziecko urodziła za kratami. Piątka dzieci innej oskarżonej, Haliny Cabel-Kochanowskiej, trafiła do domu dziecka.

– Spotykałam się ze świadkami, rodzinami i osobami, które były ze Sprawą Elbląską związane. Świadkiem najważniejszym jest dla mnie Józef Olejniczak, jeden ze skazanych w procesie Bastarda – opowiadała Grażyna Wosińska na promocji swojej książki. – Przeżył on mordercze śledztwo z sowieckimi torturami w Urzędzie Bezpieczeństwa i jego marzeniem było ocalenie prawdy od zapomnienia, jako memento dla potomnych.

Szykany spotkały również rodziny i przyjaciół aresztowanych. Pozbawiano ich pracy i mieszkań. Dzieci przesłuchiwano jak dorosłych. Według Grażyny Wosińskiej takich osób represjonowanych na wolności było około tysiąc. Zaważyło to na całym ich życiu.

Wyroki

Proces zakończył się surowymi wyrokami. W Sprawie Elbląskiej skazani na pozbawienie wolności byli: Stefan Czyż (dożywotnie pozbawienie wolności), Adam Basista (15 lat), Bolesław Jagodziński (15 lat), Bolesław Bobulis (12 lat), Edward Dawidowicz (12 lat), Józef Olejniczak (11 lat). Henryka Zająca na 12 lat więzienia skazał Sąd Gdański, ale po 8 miesiącach znaleziono go w celi martwego. Oficjalnie było to samobójstwo – jednak opinie świadków i odkryte fakty temu zaprzeczają. Karę śmierci sąd wojskowy orzekł wobec trójki oskarżonych: Jeana Bastarda, Alojzego Janasiewicza, Andrzeja Skrzesińskiego.

W 1956 roku, w okresie odwilży po śmierci Stalina, wszyscy wyszli na wolność. Ich dalsze życie było bardzo trudne: nie mieli pracy, mieszkania, cierpiały ich rodziny.

Pan Józef Olejniczak żył nadzieją na wyjaśnienie Sprawy Elbląskiej i ukaranie sprawców cierpień tylu niewinnych ludzi. Jednak to nigdy nie nastąpiło. Grażyna Wosińska spędziła wiele godzin w IPN, badając dokumenty związane ze Sprawą Elbląską, jednak jej kulisy nadal pozostają owiane tajemnicą.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.