Społeczeństwo: Zawód „mama”

Społeczeństwo: Zawód „mama”

Dzisiaj obchodzimy wspaniałe, magiczne święto – Dzień Matki. Za miłość, opiekę i obecność, dla każdej mamy przesyłamy moc uścisków i życzymy miłej lektury wywiadu, którego bohaterką nie może być nikt inny jak wspaniała mama – Ilona Nowacka.  

Gdyby przyszło nam wskazać najtrudniejszy, najbardziej pracochłonny zawód na świecie, co by to było? Górnik? Strażak? Lekarz? Jeszcze niedawno wskazałabym właśnie na jeden z powyżej wymienionych, jednak z okazji dzisiejszego święta naszła mnie pewna refleksja. Gdyby istniał zawód „mama”, to czy właśnie on nie byłby najbardziej wymagającym zawodem świata?

Nasza dzisiejsza bohaterka to kobieta, która swoimi pomysłami naprawia świat

i mimo trudności, koloruje rzeczywistość pastelowymi barwami. Czynna działaczka organizacji charytatywnej Rotary, autorka bloga „Julka i my”, niesamowita, pełna energii kobieta, i przede wszystkim kochająca mama Julki – dziewczynki z czterokończynowym dziecięcym porażeniem mózgowym – przedstawiamy Ilonę Nowacką.

Czym zajmuje się Pani na co dzień?

Julcią – to podobno zawód, pewnie dlatego dostajemy od państwa “wypłatę” – świadczenia za to, że opieka nad dzieckiem w domu często wyklucza podjęcie pracy zawodowej w wymiarze np. etatowym. Na szczęście, oprócz prowadzenia domu i opieki nad Julcią, mam czas na realizację swoich celów. W zeszłym roku skończyłam podyplomowe studia o kierunku kynoterapia i choć nie miałam jeszcze szansy wykorzystać tego zawodowo – a mam nadzieję, że tak będzie – samo już zgłębianie wiedzy w tym temacie przyniosło mi wiele satysfakcji. Działam też w Rotary – organizacji charytatywnej, która pomaga potrzebującym na całym świecie. Ja, wraz ze wspaniałymi ludźmi, staram się pomagać na swoim podwórku.

 Czym zajmuje się klub Rotary?

Do RC Elbląg Centrum należę od prawie dwóch lat – od początku jego powstania. Wstąpienie w szeregi Rotarian zaproponowała mi ówczesna prezydent Klubu, Dorotka Wcisła. Rotarianie kierują się zasadą “servis above self” (służba na rzecz innych ponad własną korzyść). Proste, ale jasno wyznaczające cele, słowa. To hasło przewodnie sprawia, że Rotarianie na całym świecie niosą pomoc potrzebującym, organizując akcje charytatywne i pozyskując fundusze na wybrane cele. Robią wiele dobrego, wspierają inicjatywy o charakterze globalnym – np. walka z Polio (choroba Heinego Medina) i oficjalne uwolnienie świata w 2005 roku od tej strasznej choroby. Rotarianie działają też lokalnie w społecznościach, z jakich się wywodzą.  Jesteśmy młodym klubem i, patrząc na dokonania bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, czerpiemy z ich doświadczeń, wychodząc z własną inicjatywą –  chcemy, aby nasza działalność była w Elblągu widoczna. Mamy pod opieką Dom Pomocy Społecznej, pomagamy też dzieciom z domu dziecka oraz indywidulanie zgłaszającym się do nas z różnymi problemami. Klub to przede wszystkim ludzie i ich pomysły – każdy wnosi coś swojego, każdy w czym innym jest dobry i wspólnie się uzupełniamy.

Jak Pani łączy działalnością charytatywną i codzienne sprawy z wszelkimi obowiązkami zarówno kobiety, jak i matki?

Julcia ma już prawie 13 lat, to dużo czasu na to, by nauczyć się optymalnie wykorzystywać czas, wypracować własne schematy i znaleźć swoje miejsce w codziennym życiu. Jak łączę obowiązki? Chyba nie myśląc o tym jako obowiązkach. Kobietą – jestem – staram się po prostu o tym nie zapominać na co dzień. Mamą również. Macierzyństwo przy dziecku z porażeniem mózgowym jest trochę skomplikowane. To, co zwykle przynosi najwięcej satysfakcji rodzicom – pierwsze kroki, pierwsze słowo, śmieszne miny i zabawne sytuacje w które często wplątują się maluchy – to wszystko daje im energię do radzenia sobie w sytuacjach trudniejszych. Nie mając tego, myślę, że trzeba po prostu znaleźć jej inne źródło. Przydatna jest umiejętność cieszenia się z drobnych rzeczy i małych sukcesów (oczywiście pozornie małych, bo dla nas zwykle ogromnych). I docenianie wszystkiego. Wtedy właśnie te codzienne sprawy będą motywować i dawać siłę w trudniejszych momentach, których jednak trochę jest.

Ma Pani jakiś sposób na radzenie sobie z takimi momentami zwątpienia?

Radzę sobie dosyć pospolicie – wygaduję się. Na szczęście mam komu. Mój mąż jest na pierwszej linii ognia, mam w nim ogromne wsparcie. Na rodzinę i przyjaciół też zawsze mogę liczyć. Bardzo pilnuję, żeby i oni mogli powiedzieć to samo o mnie. Może to banalne, ale naprawdę skuteczne. Ostatnio usłyszałam, że blog jest dla mnie formą terapii – początkowo się zdziwiłam takim spostrzeżeniem, ale chyba coś w tym jest. To w końcu też forma wygadania się, może mniej osobista, ale działa.

Skąd pomysł na bloga „Julka i my”?

Pomysł podsunął mi znajomy już dobrych kilka lat temu. „Umiesz ciekawie pisać, masz się czym podzielić z czytelnikami, czemu nie” – i właśnie – czemu nie? Mój mąż, który jest fotografem, dopingował mnie w tym od początku, wzbogacając przy okazji moje posty pięknymi zdjęciami. I tak się zaczęło. Zahartowałam się już wiele lat wcześniej, pisząc obszerne pamiętniki, od szkoły podstawowej aż po studia. Chyba ta forma wyrazu przychodzi mi najłatwiej i cieszę się, że przez te kilka lat udało mi się dotrzeć do wielu odbiorców i wielu z nich poznałam.

Wiem, że jest Pani autorką nie tyko bloga. Jak to się stało, że napisała Pani wniosek o umieszczenie urządzeń integracyjnych na elbląskich placach zabaw?

Potrzeba integracji na placach zabaw nie jest mi obca. Chodząc z Julcią i jej zdrowymi kuzynami na nasze elbląskie place zabaw jedyne co mogłam z nią zrobić to… stać obok i patrzeć jak inne dzieci się bawią. To bardzo niekomfortowa sytuacja, więc już od dawna chciałam coś zrobić w tym temacie. Widziałam jak w innych miastach powstają integracyjne place zabaw, jak dzieci wspólnie się na nich bawią. Potrzebowałam tylko uwierzyć, że u nas też można – nie spodziewałam się, że tak dużo. I tak zobaczyłam na jednym z przystanków informację, że można składać wnioski “Twój pomysł wspólne działanie” – ta idea w moim przypadku się sprawdziła. Dzięki ogromnej pomocy przyjaciół i rodziny, którzy wspierali mnie już od etapu przygotowania wniosku, poprzez nagłaśnianie projektu aż po pozyskiwanie głosów, zrobiliśmy coś dla miasta i jestem z tego dumna.

Czy ma Pani jakieś nowe, podobne pomysły?

Dla mnie ten pomysł jeszcze jest w toku – wszyscy już co prawda zapomnieli o głosowaniu, ale wygrana to był początek, cały czas pracujemy nad tym, aby zdobyte na ten cel fundusze były wykorzystane jak najlepiej. Na szczęście efekty będą widoczne, mam nadzieję, już niedługo. Dlatego nad nowymi jeszcze się nie zastanawiałam, jak na ostatnim placu zabaw stanie ostatnie urządzenie integracyjne, będę myśleć co dalej.

Jakie są według Pani cechy „doskonałej matki”? Czy w ogóle istnieje „doskonała matka”?

Jeżeli istnieje, to dla każdego będzie to znaczyło co innego. Na pewno nie uda się sporządzić uniwersalnej listy cech o tym decydujących. Moim zdaniem, jeżeli dziecko może samo powiedzieć tak o swojej mamie (zajmuje to mniej lub więcej czasu)  to jest to sukces rodzica. Julia nie powie mi tego co prawda, ale patrzę jej w oczka i widzę jaka jest codziennie szczęśliwa, jaka radosna. Oczywiście nie ma łatwo. Próżność macierzyńską trzeba zaspokajać, więc pytam ją codziennie przed snem czy mnie kocha – jej głośne “aaa” z szerokim uśmiechem (które rozumiem jako – no przecież, że tak!)  jest wszystkim, czego potrzebuję.

Gdyby miała się Pani opisać jednym słowem, byłoby to słowo…

Mąż się śmieje, że byłby to kolor, nie słowo. Okazało się niedawno, że jestem synestetykiem  – dosyć przypadkowo odkryta u mnie zabawna umiejętność widzenia wrażeń, słów i liczb w kolorach (mam nadzieję, że się nie narażę tym odkryciem). Lubię myśleć o sobie jak o kolorowej osobie i taką lubię być postrzegana.

Obchodzimy dzisiaj dzień wszystkich Mam. Czy jest to dla Pani ważne święto?

Bardzo! Jestem Mamą.

Czy z tej okazji chciałaby Pani złożyć życzenia dla wszystkich mam dzieci niepełnosprawnych?

Czasem widzę jak mamy, mając niepełnosprawne dziecko, nieco za bardzo skupiają się na jego codziennym usprawnianiu: kolejne zajęcia, nowe metody, zabiegi, wyjazdy, operacje, terapie… Zapominają że, obok bycia rehabilitantem, pielęgniarką i lekarzem specjalistą od wszelkich nauk medycznych, są dla swojego dziecka przede wszystkim mamami. I tego Wam życzę – nie zapominajcie o tym.

  Agnieszka Malinowska Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 15894 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.