Sami sobie stawiamy bariery. Nie ma ręki – jest strażakiem

Sami sobie stawiamy bariery. Nie ma ręki – jest strażakiem

Ma 22 lata. Jest absolwentem pedagogiki resocjalizacyjnej na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach. Pracuje, z powodzeniem prowadzi samochód, jest strażakiem Ochotniczej Straży Pożarnej w rodzimej miejscowości Brzóze i prowadzi lokalną drużynę siatkarską. Jako półtoraroczne dziecko stracił lewą rękę, co w żaden sposób nie przeszkadza w jego zajęciach.

Wypadek, którego doznał, gdy miał 18 miesięcy sprawił, że ręka musiała zostać amputowana na wysokości przedramienia. Sebastian podczas zabawy włożył ją w mechanizm ciągnika rolniczego.

– Wypadek sprawił, że jestem wrażliwszy na osoby niepełnosprawne. Znam ich położenie. Jestem w stanie postawić się w ich sytuacji i wiem, w jakich sytuacjach sobie nie radzą. Gdy spotykam osobę niepełnosprawną, to nie przechodzę obok niej obojętnie. Mam też wielu znajomych z różnymi niepełnosprawnościami – mówi Sebastian Lipiński. – Jeśli jestem w stanie kogoś zarazić swoim pozytywnym myśleniem, to bardzo się z tego cieszę.

Dziewięć lat temu wraz z kuzynem założył młodzieżową drużynę pożarniczą i prowadzi ją do dziś.

– Myśl o tym, że będę strażakiem ochotnikiem, pojawiła się w 2010 roku. Wtedy to mój brat cioteczny, Rafał Tkacz, przyszedł do mnie i mówi: „Chodź, założymy młodzieżową drużynę pożarniczą. Ja chciałbym być strażakiem, ty jesteś szybki, zwinny i zawsze taki nasz <przywódca>. Początkowo miałem opory, bo myślałem sobie: „Jak to? Osoba niepełnosprawna strażakiem?”. Jak się później okazało, wyszło mi to na dobre, okazałem się jednym z lepszych – wspomina.

Cztery lata temu (w wieku 19 lat) wybrany został v-ce prezesem OSP Brzóze. Przez kilka lat był także dowódcą młodzieżowej drużyny pożarniczej. Mieszkańcy jego rodzinnej miejscowości doceniają podejmowane przez niego działania. W 2019 roku wybrali bowiem Sebastiana sołtysem wsi.

– Zaczęły dochodzić do mnie takie pozytywne głosy. Ludzie zaczęli widzieć moje działania na rzecz naszej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, wcześniej byłem też w radzie sołeckiej i padła taka propozycja: „A może Bartek pójdzie na Sołtysa? Wie, o co chodzi, z czym to się je, ma gadane, potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji”. Przyszedł tata i zapytał, czy bym nie chciał. Pomyślałem: czemu nie? Można spróbować – opowiada. – Jeśli swoim działaniem na rzecz wsi będę mógł komuś pomóc, to bardzo dobrze.

Sebastian – znajomi zwracają się do niego Bartek – gra także w drużynie siatkarskiej ,,Burza” Brzóze (na szczeblu powiatowym), który sam reaktywował. Jest jedyną osobą z niepełnosprawnością ruchową uczestniczącą w tych rozgrywkach.

– Zobaczyłem, że jest spora grupa chłopaków, którzy potrafią grać i mają potencjał. Pomyślałem: „a może założymy drużynę siatkarską?”. Złożyłem niezbędne dokumenty, zebrałem skład, kupiliśmy koszulki i gramy. Na razie przegrywamy te mecze, ale w drużynie są takie nieoszlifowane diamenty, bo 15- i 16-latkowie. Nie poddajemy się jednak i walczymy – zaznacza. I jak sam podkreśla, przy tylu obowiązkach bardzo ważna jest organizacja czasu pracy.

By pomóc Sebastianowi, założono specjalną zbiórkę na protezę ręki. Jej koszt to 550 tysięcy złotych. Wpłat dokonywać można TUTAJ.

– Z dnia na dzień dowiaduję się o coraz to nowszych rzeczach. Dziś proteza jest bardzo potrzebna. Szczególnie pod względem zdrowotnym. Na razie, zdrowie mi dopisuje, jestem młodym człowiekiem, w grudniu skończę 23 lata. Jednak skolioza postępuje i mój kręgosłup zaczyna się przechylać w prawą stronę, tą cięższą, gdzie jest ta sprawna ręka – zaznacza. – Stanie przez dłuższy czas nie jest najlepszą decyzją. Ostatnio w czasie świąt Wielkanocnych w kościele, stałem w poczcie sztandarowym i ten kręgosłup wtedy boli. Ta proteza w dużej mierze pomoże też w pracy zawodowej, ale także w takich prozaicznych codziennych sytuacjach, coś przytrzymać, położyć – zaznacza. – Razem z narzeczoną remontujemy teraz dom i pomyślałem sobie, że jak przyjdzie kiedyś na świat dziecko, to nie chciałbym, bać się brać je na ręce. Ono wymaga niesamowitej uwagi, zagwarantowania mu bezpieczeństwa, a gdybym trzymał je jedną ręką, bałbym się, że je upuszczę – dodaje.

Jednym z marzeń 22-latka jest też to, by z protezą mógł zatańczyć podczas swojego wesela, które za dwa lata. – Kiedyś powiedziałem narzeczonej, że jak się uda, to może na tym weselu zatańczymy. Powiem tak – tańczę i z jedną ręką i to podobno całkiem nieźle. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro tak sobie radzi, to po co mu druga ręka do tańczenia. Można i zatańczyć z jedną ręką. Wesele to jest jednak moment, który zostaje w pamięci. Para młoda jest wtedy na pierwszym planie i chce się wtedy wyglądać jak najlepiej. Chciałbym zatańczyć z moją, podczas wesela już żoną, z dwoma rękoma.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.