Roman i Lilka – małżeństwo na piątkę

Roman i Lilka – małżeństwo na piątkę

Usamodzielnianie osób niepełnosprawnych intelektualnie w jak najszerszym zakresie, poprzez rehabilitację, edukację, pomoc w znalezieniu miejsca pracy – od dawna nie budzi zastrzeżeń. Kontrowersje budzi natomiast sprawa współżycia seksualnego i założenia rodziny. Większość rodziców i opiekunów się na to nie zgadza, podając różne powody: niezaradność, niesprawność, możliwość odziedziczenia przez dzieci niepełnosprawności rodziców. Prawo do szczęścia przegrywa z tymi obawami.  Tymczasem życie sprawia czasem miłe niespodzianki.

Poznali się 9 lat temu w warsztacie terapii zajęciowej. 5 grudnia 2000 roku tata Edward Łebkowski przyprowadził tam swoją córkę Lilkę. – A ja ją stamtąd wyprowadziłem! – śmieje się pan Roman Szulc, mąż Lilki.
Lila trafiła do wtz z orzeczeniem o niepełnosprawności intelektualnej, po wcześniejszej rehabilitacji w elbląskiej placówce Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym.

Roman, z podobnym orzeczeniem, był już uczestnikiem warsztatów, gdy pojawiła się Lila. Od razu zwróciła jego uwagę, zresztą nie tylko jego. Jak twierdzi rodzina, charakter Romana cechuje wytrwałość, więc może dzięki niej zdobył wzajemność dziewczyny. Po pół roku znajomości, byli już parą. Roman był bardzo zakochany, ale droga na ślubny kobierzec nie była łatwa. – On w tej miłości zatracał siebie – opowiada Lilka. Co to dokładnie znaczy, pewnie wiedzą ci, co przeżyli prawdziwą miłość. Na Lilkę miała też wpływ mama Romana, prosząc ją, żeby zaopiekowała się jej synem. Nie doczekała ich ślubu – zmarła 7 lat temu.

Pięć lat później Roman się oświadczył i został przyjęty. Ze ślubem nie czekali już długo – uroczystość ślubna państwa Lili i Romana Szulców odbyła się w czerwcu 2006 roku, w wojskowej kaplicy przy ul. Beniowskiego.

– Jak Państwo zareagowali na wiadomość o zaręczynach córki? – pytam rodziców Lilki. – Nie byliśmy zaskoczeni, gdy Lila pewnego dnia powiedziała: „mama, tata, chcę wyjść za mąż”, ale bardzo obawialiśmy się, czy sobie poradzi – odpowiada pan Edward. – Roman był bardzo nerwowy a Lila jest niezaradna, ma kłopoty z pamięcią, nie sprawdziła się jako opiekunka dzieci swojej siostry. Baliśmy się, że sobie nie poradzi w trudnych sytuacjach, jakie zdarzają się w życiu. Raz już przeżyła taki szok, gdy bardzo brzydko zwolniono ją z pracy. Nie jest odporna na stres. Nie stawialiśmy jednak sprzeciwu, pragnąc dla niej szczęścia.
– A dalsza rodzina, ciocie, wujowie? – pytam. – Wszyscy byli bardzo zadowoleni – stwierdzają Roman i Lilka.

Szczęśliwą dla młodej pary okolicznością było to, że od razu mieli własny dach nad głową. Dzięki staraniom i pomocy rodziców, Roman posiadał własne dwupokojowe, pełno standardowe mieszkanie. – Pozostało mi jeszcze 10 lat spłaty kredytu – mówi pan Roman z zatroskaniem. –Tylko 10 lat! – śmieje się jego teść. Mieszkanie było w nienajlepszym stanie, więc gdy narzeczeni wybrali się w podróż z uczestnikami wtz, rodzice uwijali się przy odświeżaniu ich gniazdka. Przytulne mieszkanko na 9 piętrze, z balkonem, z którego roztacza się piękny widok na całe miasto, robi miłe wrażenie. Jest zadbane, wyposażone we wszystko, co jest rodzinie potrzebne.

Młodzi są samodzielni ekonomicznie. Oboje mają renty, a dodatkowo Roman pracuje w Zakładzie Aktywności Zawodowej.

Wbrew obawom rodziców małżeństwo okazało się bardzo zgodne i udane.  Małżonkowie nawzajem się uzupełniają: spokojna, zrównoważona Lilka ma dobroczynny wpływ na męża, a on okazał się bardzo zaradny i pracowity. Roman jest od Lilki sporo starszy. W domu o wszystkim pamięta, we wszystkim żonę wyręcza i niczego jej nie żałuje. Jest – jak mówi jego teściowa – stuprocentowym dżentelmenem. Sam kucharzy, a w lodówce zawsze pełno. Ze zdumieniem oglądam zeszyt, w którym skrupulatnie zapisuje dzień po dniu wszystkie wydarzenia z życia córeczki: wagę, godziny i rodzaje posiłków, podejrzane kupki, ważne sygnały. Bo w ubiegłym roku pojawiło się też dziecko – śliczna, zdrowa Ania, dziś siedmiomiesięczna, oczko w głowie rodziców i dziadków.

– Jak przyjęli Państwo wiadomość o ciąży córki ? – pytam ponownie rodziców Lilki. – Z wielką obawą, jak ona sobie z tym poradzi – mówi pan Łebkowski – bardzo się baliśmy. Tymczasem los sprzyjał młodej parze: dwa miesiące po nowinie o ciąży przyszła druga dobra wiadomość: młodzi wygrali 22 tys. złotych w „totka”. Wystarczyło na nowe meble i wszystko, co potrzebne było dziecku.

Ania (na zdjęciu obok) otrzymała po urodzeniu całe 10 punktów. Po powrocie  mamy z dzieciątkiem do domu okazało się, że i w tym przypadku obawy rodziców się nie sprawdziły. – Swoje dziecko, to jednak zupełnie co innego – mówi Lilka, mając na myśli nieudane doświadczenia z dziećmi siostry. Niewielka pomoc mamy-babci miała miejsce tylko przy pierwszej kąpieli. Dziś nikt rodziców nie wyręcza, chociaż dziadkowie często odwiedzają wnuczkę. – Jesteśmy tylko obserwatorami – zapewnia pan Edward. Ania siedzi właśnie na kolanach mamy, gryzie paluszek, wyraźnie swędzą ją dziąsła – pewnie wykłuwają się ząbki.

Godna naśladowania postawa rodziców Lilki nie wzięła się z niczego. Pan Edward Łebkowski jest aktywnym członkiem Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym i zasiada w Zarządzie elbląskiego Koła PSOUU. Trafił tam przypadkiem: idąc na wywiadówkę do młodszej córki do V LO zobaczył szyld stowarzyszenia. Zaciekawiony wszedł – poznał panią Beatę Peplińską-Strehlau i niedługo potem przyprowadził niepełnosprawną Lilkę. Stowarzyszenie nie tylko rehabilituje osoby niepełnosprawne, ale też edukuje ich rodziny i opiekunów. Wiedza tam zdobyta pomogła państwu Łebkowskim zaakceptować ślub córki. Dziś uważają, że była to decyzja trafiona w dziesiątkę.


  Teresa Bocheńska Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 3909

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.