Recenzja: Tove Jansson „ Słoneczne miasto”

Recenzja: Tove Jansson „ Słoneczne miasto”

Jakie punkty styczne mogą mieć bohaterowie odrębnych historii, które powstały w zupełnie innym czasie? Co może łączyć dziennikarza uciekającego w świat słów z grupą staruszków żyjących w idyllicznym, „nakierowanym na święty spokój” miejscu? Na pozór nic. Uważni czytelnicy, którzy wybiorą się w sentymentalną podróż, znajdą odpowiedź na te pytania. Muszą jednak wiedzieć, że wraz z nią pojawią się kolejne.

Tove Jansson znana jest czytelnikom głównie jako autorka serii o Muminkach. Dla wielbicieli twórczości fińskiej pisarki lektura „Słonecznego miasta” może być doświadczeniem ciekawym, pozwalającym na ujrzenie autorki i jej twórczości w nowym świetle.

Zbiór, wydany w 2017 roku nakładem wydawnictwa Marginesy, zawiera dwa teksty: „ Słoneczne miasto” oraz „Kamienne pole”, które w rodzimym kraju artystki ukazały się w odstępie dekady. Oba opowiadania (według wydawcy „dwie niewielkie powieści”) podejmują tematykę zgoła odmienną od tej powszechnie kojarzonej z Tove Jansson. Pierwsze jest opowieścią o grupie staruszków żyjących na Florydzie, drugie – historią dziennikarza, który całe życie poświęcił precyzji słowa. Co je łączy?

Tam, gdzie zawsze świeci słońce

„Śmieszne to miasto, wszędzie roi się od staruchów, czyż to nie mądry pomysł zebrać nas w jednym miejscu, tak żeby było nam dobrze i żebyśmy nie przeszkadzali?” – pyta jedna z bohaterek pierwszego opowiadania. Akcja utworu rozgrywa się w Saint Petersburgu na Florydzie – mieście, w którym karetki nie jeżdżą na sygnale, by nie zakłócać spokoju mieszkańców, w którym pracuje wielu fryzjerów wyspecjalizowanych w układaniu „drobnych puszystych loków z cienkich białych włosów”, w którym prawie każdy sklep oferuje aparaty słuchowe. Tam udają się staruszkowie z całego świata, by w urokliwym otoczeniu dożyć końca swoich dni.

Bohaterowie „Słonecznego miasta” mieszkają w pensjonacie Butler Arms – tym z najpiękniejszą werandą, na której wspólnie spędzają czas. Barwna mieszanina postaci nie jest jednak grupą przemiłych, wiecznie uśmiechniętych starszych pań. Jest wśród nich nieśmiała, zalękniona panna Evelyn Peabody, Hannah Higgins, która w kreatywności szuka sensu życia, apodyktyczna i oschła pani Rebecca Rubinstein, wreszcie irytujący pan Thompson, którego ulubionym zajęciem jest uprzykrzanie dnia innym mieszkańcom. Na tym, oczywiście, nie kończy się lista – w „Słonecznym mieście” jest jeszcze wiele kreacji swoją indywidualnością odstających od wizerunku przyjaznego seniora. Starcia charakterów są elementem przełamującym spokój leniwie płynącego czasu. Małe gry, drobne uszczypliwości i emocjonalne rozmowy pozwalają pensjonariuszom wyjść poza utarty schemat codzienności.

Można pomyśleć, że w idealnym mieście, w otoczeniu ludzi mających podobne problemy, nie ma miejsca na niepokój bohaterów. Nic bardziej mylnego. Każdy z nich szuka własnej samotni, w której z dala od wzroku innych ludzi może spojrzeć z perspektywy na swoje życie. Próby odnalezienia swojego miejsca w teraźniejszości są tym trudniejsze, im więcej czasu pensjonariusze poświęcają na rozliczenie przeszłości.

Z bolączkami głównych postaci koresponduje historia osób reprezentujących „młodsze pokolenie”. Linda, sprzątaczka w pensjonacie, oraz jej partner Joe, który ukojenia na troski codzienności szuka w religii, również próbują znaleźć sens życia. Ich zachłanność w doświadczaniu świata kontrastuje z niecierpliwą statecznością mieszkańców Butler Arm. Opozycja starość–młodość wprowadza element porównawczy dla mnogości postaw życiowych, pozwala też spojrzeć na poruszane przez autorkę kwestie z innej perspektywy.

„Z celnością męcząc się słów…”

Z podobnym zestawieniem mamy do czynienia w drugim opowiadaniu. Bohaterem „Kamiennego pola” jest Jonasz – emerytowany dziennikarz, który chce zakończyć swoją karierę biografią pewnego Igreka. Targany wątpliwościami, pełen irytacji z powodu niemożności wyrażenia tego, co czuje, zmaga się z niemocą twórczą. Impulsem do zmiany ma być dla niego wyjazd nad morze, gdzie w spokoju i ciszy będzie pracować nad książką.

Wielkie plany zaburza przyjazd dwóch córek Jonasza: Marii i Karin. Stojące u progu życia dziewczyny nie mogą znaleźć porozumienia z ojcem. Nie tylko dlatego, że każde z nich mierzy się z własnymi lękami, ograniczeniami i bolesnym brakiem precyzji słów. W trakcie wspólnego pobytu w uroczym domku okazuje się, że w rodzinie Jonasza zawsze brakowało przestrzeni do dialogu. W toku fabuły na jaw wychodzą dawne urazy, a także problemy, które z początku zdają się być wyłącznie udziałem fikcyjnych postaci, powoływanych do życia przez dziennikarza. Komplikacje w procesie tworzenia splatają się z rzeczywistością, a emocje targające rodziną Jonasza znajdują ujście w niespodziewany sposób. Kontrast między dojrzałym (czy na pewno?) widzeniem świata Jonasza a przekonaniami młodych kobiet uwypukla konflikt pokoleniowy.

Zmagania z czasem i słowem

Gdyby bohaterowie tych opowiadań spotkali się w na kartach jednej historii, odkryliby, że łączy ich więcej niż można przypuszczać. Zarówno grupa (nie zawsze) sympatycznych staruszków, jak i emerytowany dziennikarz zadają sobie – niekoniecznie wypowiedziane na głos – pytania: „Czy kształt, który przybrało moje życie, jest właściwy?”, „Czy mogłem zrobić coś lepiej?”.

Poszukiwanie odpowiedzi  to nie jedyna rzecz wspólna dla obu opowiadań. Refleksji na temat przeszłości towarzyszy próba odkrycia lub ocalenia tego, co w życiu istotne. Bohaterowie czują się niespełnieni z wielu różnych powodów, a to prowadzi ich do snucia gorzkich przemyśleń, wśród których czasem pojawia się wspomnienie szczęścia. Każdy na swój sposób próbuje znaleźć balans między potrzebą porozumienia a niemożnością zwerbalizowania myśli. Podróż, którą odbywamy wspólnie z postaciami, nie należy więc do najłatwiejszych – nie tylko ze względu na poruszane w opowiadaniach problemy.

Może to kwestia tłumaczenia, może autorka, podobnie jak swoi bohaterowie, miała kłopot ze słowem – niestety, w książce znajdziemy kilka niezgrabności i powtórzeń. Pojawiające się na różnych stronach charakterystyczne określenia mogą w niektórych czytelnikach budzić irytację. Innym może nie spodobać się dynamika książki, jednak ci, którzy dadzą ponieść się sennej atmosferze panującej w Saint Petersburgu, będą mogli przeżywać rozterki rezydentów Butler Arm w  tempie, w jakim toczy się ich życie. Nadmierny spokój rekompensuje czytelnikom kwestia przestrzeni w opowiadaniach. Idylliczna, przyjazna okolica w „Słonecznym mieście” doskonale uwydatnia absurdy życia, odczuwane przez grupę staruszków, z kolei przyroda w „Kamiennym polu” podkreśla emocjonalne wzburzenie Jonasza.

Drobne niedogodności nie powinny hamować potencjalnego czytelnika przed sięgnięciem po książkę Tove Jansson. „Słoneczne miasto” to lektura skłaniająca do refleksji,  która podpowiada pytania o sens i cel oraz nakazuje zastanowić się choć chwilę nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne – jako taka zasługuje na uwagę.

Fot. materiały prasowe

Książka jest nagrodą w konkursie, ufundowaną przez Wydawnictwo Marginesy.

  Monika Szałas Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 18790 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.