Recenzja: ”Ostatni dzień lipca” – Bartłomiej Rychter

Recenzja: ”Ostatni dzień lipca” – Bartłomiej Rychter

Powieść Bartłomieja Rychtera rozpoczyna się ostatniego dnia lipca 1944 roku, dzień przed wybuchem powstania warszawskiego. Nie jest to jednak książka o powstaniu, lecz kryminał.

Przyznaję, że wybór tła historycznego wydaje się zarówno niezwykle interesujący, jak i ryzykowny, bo jak tu uniknąć patosu, gdy pisze się o walczącej Warszawie. Richter poradził sobie z obrazem powstania, udało mu się zachować równowagę między zagadką kryminalną a przestrzenią, w której ona się rozgrywa. Jest tak, jak powinno być w tym gatunku, czyli na pierwszym planie wątek kryminalny, a w tle walka z okupantem i trudy egzystowania w walczącym mieście.

W “Ostatnim dniu lipca” mamy dwóch głównych bohaterów i dwie równoległe zagadki kryminalne. Pierwszym bohaterem jest Antoni Chlebowski, prawnik działający w konspiracji. Dzień przed wybuchem powstania staje się świadkiem śmierci młodej telegrafistki Zosi. Dziewczyna zginęła w dziwnych okolicznościach, spadła na chodnik z dużej wysokości, może z dachu albo z okna. Antoni uznaje, że nie był to wypadek. Nie zważając na świszczące kule i płonące domy, przedziera się przez miasto, aby rozwiązać zagadkę śmierci Zosi. Drugim bohaterem jest młody żołnierz wermachtu Klaus Enkel, który ma już dosyć wojny. Ostatniego dnia lipca jego najlepszy przyjaciel zostaje znaleziony martwy. Przełożeni twierdzą, że to samobójstwo, ale Enkel ma inne zdanie. Ignorując rozkazy, próbuje ustalić, kto stoi za śmiercią jego przyjaciela. Dla obu bohaterów najważniejsza jest prawda. Wokół mordowane są tłumy, a oni uparcie dążą do znalezienia osób odpowiedzialnych za jednostkowe tragedie. Trochę to niewiarygodne, w mieście trwa apokalipsa, a oni jak gdyby nic prowadzą swoje śledztwa. No ale cóż, przecież to kryminał, najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: Kto zabił.  Wątki kryminalne zostały poprowadzone sprawnie, przede wszystkim wciągają i trzymają w napięciu. Dobre jest również to, że obie zagadki zbiegają się w finale powieści.

Nie będę chwalić autora za to, że uniknął stereotypowego podziału na dobrych Polaków i złych Niemców. Tego należało się spodziewać. Na słowa uznania zasługują bez wątpienia konkretne kreacje, nakreślone wyraźnie i ciekawie. Na długo pozostanie w mojej pamięci Antoni Chlebowski, apatyczny prawnik, trochę niezdarny i zagubiony, który jednak w momencie rozpoczęcia śledztwa daje z siebie wszystko. Interesującą postacią jest też szalony esesman Rudolf Rainer, który w obliczu nieuniknionej klęski zaczyna prowadzić własną grę.

Polecam “Ostatni dzień lipca” Bartłomieja Rychtera czytelnikom, którzy gustują w kryminałach z wartką akcją i niespodziewanymi zbiegami okoliczności, a dodatkowo lubią historyczną oprawę, w tym wypadku oprawa jest wyjątkowa.

Audiobook: Bartłomiej Rychter, “Ostatni dzień lipca”, Biblioteka Akustyczna, czyta Marek Lelek, czas nagrania 9 godz. 5 min.

Fot.: empik.com

  Agnieszka Pietrzyk Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 16792 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.