Recenzja: Elling

Recenzja: Elling

Kino skandynawskie nie jest w naszym kraju zbyt popularne, choć ostatnimi czasy zaczyna przybywać dużo ciekawych pozycji filmowych, na które z pewnością warto zwrócić uwagę. Być może słabe zainteresowanie wynika z niewłaściwego nastawienia większości widzów, sądzących, iż nie jest to zbyt atrakcyjne kino. Tego typu ocena jest w większości przypadków niesłuszna, ponieważ Norwegowie czy Szwedzi, mogą pochwalić się znakomitym kinem. Można wymienić tutaj chociażby, takie tytuły jak: „Historie kuchenne”, „Księga Diny”, „Kumple”, „Rekonstrukcja” czy „Zakochani widzą słonie”. Jednym z najciekawszych obrazów jest też nominowany m.in. do Oscara, norweski film pt. „Elling”.

Norwegia jest krajem, który według statystyk i ocen, uchodzi za państwo o bardzo wysokim standardzie życia, gdzie prawdopodobnie najlepiej jest spędzić godne życie. Opieka społeczna dba o obywateli, jak mało gdzie i nie pozwala na to, aby jakikolwiek człowiek skończył na ulicy. Niestety nie zawsze wszyscy są zadowoleni z takiej pomocy. Taką osobą jest Elling.
Cierpiący na lęk wysokości i przestrzeni, 40-letni mężczyzna mieszkał całe życie z matką, który jak sam przyznaje, zawsze był maminsynkiem, praktycznie nigdy nie wychodził z domu i wychowywał się wyłącznie pod opieką swej rodzicielki. Po jej śmierci, wbrew woli głównego bohatera, w mieszkaniu pojawili się nagle ONI. Pracownicy socjalni oznajmiają mu, że zostanie wysłany do specjalnego zakładu opieki. Przerażony, nie może pojąć kim są ci obcy ludzie, dlaczego nie chcą zostawić go w spokoju. Dotychczasowe mieszkanie było dla Ellinga swoistym elizjum, oddzielającym go wszechobecnej przemocy i od całego zgiełku świata zewnętrznego, którego właściwie w ogóle nie zna i nie chce znać. Dlatego też nie zgadza się na natarczywe namowy w ośrodku, aby otworzył się na innych i podzielił swoimi problemami.
Elling, mimo nieporadności życiowej, ma swój własny wyrobiony pogląd na życie i wiele celnych spostrzeżeń na temat codzienności. Jego współlokator, niejaki Kjell Bjarne, jest wolno myślącym, nieśmiałym mężczyzną, który nie dba o higienę, a jedyne jego zainteresowania, obracają się praktycznie tylko wokół jedzenia i kobiet, z którymi nie miał zresztą nigdy bliżej do czynienia.
Po dwóch latach pobytu w zakładzie otrzymują kolejną szansę od życia – opłacane przez państwo mieszkanie w samym centrum Oslo, wraz ze wsparciem finansowym i opiekunem społecznym. Bohaterowie początkowo są bardzo zagubieni, muszą udowodnić, że potrafią samodzielnie radzić sobie w nowych warunkach. Odebranie telefonu, czy wyjście na zewnątrz, graniczy niemal z cudem – wyjście do sklepu, czy lokalu jest niczym wyprawa na Mount Everest. Stopniowo jednak bohaterowie uczą się od podstaw wszystkich codziennych obowiązków, nie kryjąc swoich fobii, których po prostu nie potrafią ukryć. Ciągłe przystosowywanie się do zmian, wystawia na próbę ich przyjaźń, ale czują, że potrzebują siebie nazwajem, mimo ogromnej różnicy charakterów.  Ich codzienne wygrane małe bitwy torują drogę do kolejnych, co raz większych sukcesów, dając im nadzieję na zupełnie normalne życie. Czy Kjell Bjerne spotyka w końcu odpowiednią dla siebie kobietę, co odkryje w sobie cichy i wrażliwy Elling? Warto sprawdzić.
Film Pettera Næssa jest doskonale wyważoną gorzką komedią, z umiejętnie dawkowanym humorem i powagą. Mówi o sprawach ważnych, ale też i tych mniej istotnych, umykających nam na codzień. Nie jest to w żadnym razie przygnębiające, moralizatorskie kino, a ciepła i prosta historia, która na przemian potrafi wzruszyć i bawić. Rzeczy, które wydają się dla nas zupełnie zwyczajne i mało istotne, dla naszych bohaterów nabierają zupełnie innego znaczenia. Tytułowy bohater, wraz ze swym kompanem, mimo całych swoich wad, wzbudzają mimo wszystko szczerą sympatię. Zdaniem reżysera, wiele osób identyfikuje się z tymi postaciami i przedstawioną historią, i o to między innymi było jego zamierzeniem. Jest to film, którego twórcy chcieli ukazać jak ważna jest ludzka przyjaźń i wiara w ludzką życzliwość, gdzie mimo skrywanych lęków człowiek pragnie ulepszać siebie i swoje życie.
Polacy docenili wyjątkową wymowę norweskiego obrazu, przyznając mu Nagrodę Publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2002 roku. Warto sięgnąć po ten tytuł, w  szczególności, gdy nawiedzi nas chandra i brak wiary w siebie i innych ludzi. Być może wtedy człowiek spojrzy na świat zupełnie inaczej :)
  Tomasz Mendrek Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 1684

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.