Przy szyciu maseczek

Przy szyciu maseczek

Po zawieszeniu działalności Centrów Integracji Społecznej w związku z epidemią, w tętniącej do niedawna życiem pracowni krawieckiej w CISie prowadzonym przez Elbląską Radę Konsultacyjną Osób Niepełnosprawnych zrobiło się pusto – ale nie całkiem. Beneficjentom zabroniono przychodzić na zajęcia, ale pani instruktorki nikt z pracy nie zwolnił.

Szereg nowoczesnych maszyn do szycia, wykończania, wyszywania stoi nieruchomo, ale jedna jest w ruchu. W mediach pojawiły się prośby różnych służb o sprzęt ochronny i to nasunęło pani Barbarze pomysł, żeby wykorzystać czas w pustej pracowni na szycie tak potrzebnych maseczek ochronnych.

Pomysł okazał się doskonały pod wieloma aspektami: instruktorka miała co robić i mogła wykazać się umiejętnościami i pomysłowością, maseczki okazały się bardzo potrzebne: część z nich powędrowała do elbląskiej policji, część do szpitala miejskiego, mniejsze partie do różnych organizacji, w tym do Banku Żywności, który cały czas pracuje w kontakcie z różnymi ludźmi.

Pani Basi pomaga pani Ewa, która w normalnych warunkach utrzymuje porządek w biurze ERKON. Teraz kroi, prasuje i składa. Szycie maseczek bardzo pomaga obu paniom przetrwać w równowadze duchowej ten trudny czas i daje im wiele satysfakcji z faktu, że mogą pomóc w walce z koronowirusem.

Dużo gorzej mają beneficjenci: dzwonią, pukają, dopytują się, kiedy będą mogli przyjść, bo trudno im wytrzymać w domach bez żadnego zajęcia, zwłaszcza, że w pracowni bardzo dobrze się czuli, mieli towarzystwo, było wesoło i przyjemnie.

– Jedna z beneficjentek mi się skarży: kiedy wychodzę z domu do pracowni: zapominam o swoich chorobach, problemach, tu się naśmiejemy, porozmawiamy, wracam do domu taka spełniona, a teraz to wszystko z powrotem wraca – opowiada pani Barbara.

Obu paniom szyjącym maseczki najbardziej żal, że nie będą się mogły spotkać z dziećmi i wnukami w czasie nadchodzących Świąt Wielkiejnocy.

– Można będzie tylko podzielić się świątecznymi potrawami, pół dla nas, pół dla dzieci – wzdycha pani Barbara. Problemem są też świąteczne zakupy. Nie wszyscy w sklepie przestrzegają zalecanych odległości od innych klientów. – Poszłam do sklepu razem z mężem o 6 rano – mówi pani Barbara – żeby jak najmniej ludzi tam było, ale jak wybierałam warzywa tuż koło mnie stanęła inna kobieta, bez żadnej maseczki. Nie wiadomo, kto jest chory, boi się jeden drugiego. Gdyby było więcej badań, można byłoby śmiało chodzić do pracy Trochę swobody jest tylko na działce. Biorę psa, idę na działkę i spaceruję alejkami. Sąsiadka jest 20 metrów ode mnie – śmieje się. – Ale przeważnie ludzie uważają – prostuje pani Ewa. – Sami uciekają. Bulwersujące jest żerowaniem na epidemii różnych producentów i handlarzy. – Komplet 100 par rękawiczek jednorazowych normalnie kosztował tylko 20 zł, a wczoraj w aptece aż 79 – oburza się pani Ewa.

Obie panie zauważają, że jedno jest w tej sytuacji dobre: wszyscy zauważą, że nie pieniądz jest najważniejszy, a liczą się ludzie.

Maseczki szyte przez panią Barbarę są bardzo dobrej jakości, wielorazowego użytku – nadają się do prania, posiadają kieszonkę, do której można włożyć wymienny filtr. W pracowni jest jeszcze zapas materiału i póki epidemia trwa, można zgłaszać zapotrzebowanie.