Przez plażę do marzeń

Przez plażę do marzeń

–Przejście plażą Bałtyku było moim marzeniem od lat. Jednak kiedy urodziła się Ola musiałam o nim zapomnieć. Kiedyś siedząc z rodziną wspomniałam o moim marzeniu i wtedy oni stwierdzili, że "marzenia trzeba spełniać i my Ci w tym pomożemy– mówi Agnieszka Włodarczyk, mama niepełnosprawnej Oli z którą rozmawiamy o niezwykłej wyprawie przez Bałtyk.

Z jaką chorobą zmaga się Ola?

Ola urodziła się z przepukliną oponowo–rdzeniową, niedowładem nóg, wodogłowiem, neurogennym pęcherzem (musi być cewnikowana) oraz upośledzeniem w stopniu umiarkowanym.

Jak zrodził się pomysł na wyprawę przez Bałtyk razem z niepełnosprawną córką?

Przejście plażą Bałtyku było moim marzeniem od lat. Jednak kiedy urodziła się Ola musiałam o nim zapomnieć. Kiedyś siedząc z rodziną wspomniałam o moim marzeniu i wtedy oni stwierdzili, że "marzenia trzeba spełniać i my Ci w tym pomożemy". To było w lutym 2014r., na przygotowanie daliśmy sobie półtora roku. Zbyszek, mąż mojej kuzynki, podjął się skonstruowania specjalnego wózka, a cześć rodziny zadeklarowała jechać ze mną jako "pomoc techniczna". W najbliższe wakacje wyjechałam z córką na turnus rehabilitacyjny nad morze, gdzie próbowałam przejść z Olą plażą na jej zwykłym wózku. Udało mi się zrobić 4 km, ale byłam umordowana i wiedziałam już jakie wskazówki przekazać Zbyszkowi.

Jak logistycznie udało się Pani zorganizować tą wyprawę? Z dzieckiem niepełnosprawnym to nie lada wyczyn.

Jak już wspomniałam pomogła mi rodzina. Tak się złożyło, że kuzynka z mężem kupili furgonetkę "Lublin" planując przerobić go na samochód "wyprawowy" w Himalaje. Z ich podroży nic nie wyszło, ale doskonale sprawdził się jako wóz techniczny. Musieliśmy zabrać ze sobą zwykły wózek Oli, wózek na plażę, cały zestaw do codziennego oporządzania Oli czyli cewniki, podkłady jednorazowe, poduszki i materac przeciwodleżynowy itd. Na miejscu mieliśmy kwaterę, skąd dowożono mnie i Olę na plażę. Jeden członek ekipy szedł ze mną, a drugi przejeżdżał samochodem w ustalone miejsce zakończenia marszu. Oczywiście konfiguracje i sposoby zmieniały się, ale o tym już można przeczytać na blogu Oli.

Jak udało się Pani przystosować wózek, który będzie w stanie jechać po piasku? Czy znaleźli się jacyś sponsorzy, którzy wsparli finansowo tą niezwykłą podróż?

Zwykłym wózkiem faktycznie byłoby to karkołomne przedsięwzięcie. Miałam na strychu jakiś stary wózek po Oli, który Zbyszek przerobił na "wóz terenowy". Przede wszystkim zastosował duże boczne koła (miały być balonowe, ale ponieważ trudno było je zdobyć zastosował koła od taczki). Ponadto skonstruował go tak, że można było zmieniać ustawienie fotela w zależności od nachylenia plaży. Zgłosiliśmy się do portalu Polakpotrafi.pl, ale nie zakwalifikowano nas. Nie korzystaliśmy ze wsparcia sponsorów. Te półtora roku przygotowań to był również czas na zebranie funduszy na tę wyprawę, ale we własnym zakresie. Tak naprawdę najwięcej kosztowało przerobienie wózka i paliwo. Poza tym koszty noclegu czy wyżywienia były takie jak przy spędzaniu zwykłych wakacji. Poza tym nie chcieliśmy angażować innych, bo sami nie wiedzieliśmy jak ta wyprawa będzie wyglądała. Wszystko mogło się zmienić w zależności od pogody, wytrzymałości wózka czy też naszej.

Czy wyprawa przebiegała według planu, czy zdarzały się jakieś nagłe niespodzianki, które mogły utrudnić dotarcie do celu?

Nie mieliśmy jasnego planu poza tym, żeby iść do przodu. Podchodziliśmy do wszystkiego elastycznie. Niespodzianki oczywiście zdarzały się, ale najczęściej były to przeszkody architektoniczne jak długie falochrony, brak zejść na plażę albo wnoszenie wózka i Oli po stromych schodach. Czasem piasek przy brzegu był tak ubity, że szło się jak po asfalcie, a czasem był tak grząski, że korzystaliśmy z liny, gdzie jedna osoba ciągnęła wózek, a dwie go pchały.

Otrzymała Pani tytuł długodystansowca bałtyckiego. Spełniła Pani marzenie swoje i córki. Jest Pani kobietą uparcie dążącą do celu. Jakie jest kolejne marzenie, które zamierza Pani zrealizować?

Na razie zrealizowałam ćwierćmarzenie (śmiech) Moim marzeniem jest przejść cały Bałtyk, a w tym roku dotarłam ze Świnoujścia do Kołobrzegu. Tak więc przez pozostałe 3–4 lata wakacje mam już zaplanowane. Chciałabym dodać ważną rzecz. Najczęściej kiedy rodzi się dziecko, rodzice są młodymi ludźmi i kiedy okazuje się, że jest ono niepełnosprawne porzucają wszystkie swoje marzenia i plany. To było moje marzenie, nie Oli. Jednak nie mogłam jej zostawić chociażby ze względu na cewnikowanie. Nie każdy z rodziny dałby radę. Na szczęście świetnie się odnalazła na tej wyprawie. Nawet odnieśliśmy wrażenie, że zrobiła dla niej więcej niż niejeden turnus rehabilitacyjny. Na pewno zaczęła dużo więcej mówić, bo i jakoś te wrażenia musiała przekazać babciom przez telefon.

  Aleksandra Kazuro Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 13016

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.