Przestrzeń publiczna – niczyja

Przestrzeń publiczna – niczyja

Czy kiedykolwiek ktoś zastanawiał się nad tym jak oceniany jest w tłumie ludzi? Chcąc nie chcąc bardzo często jesteśmy elementem jakiegoś zbioru społecznego. Stojąc w kolejce, jadąc komunikacją zbiorową czy chociażby spędzając wolny czas. Od bycia częścią przypadkowej grupy nie da się po prostu uciec. Zastanawiam się, czy właśnie efemeryczny charakter nie wpływa na to, że przestajemy się liczyć z tym jak nas postrzegają inni uczestnicy grupy, do której właśnie przynależymy.

Każdy kiedyś obserwował kogoś. Być może obserwacja nie jest tak powszechna jak kiedyś, ponieważ dostęp do rozrywek ma każdy posiadacz telefonu. A telefonu rzadko kto nie posiada. Polecam poobserwować społeczeństwo i wyciągnąć wnioski. Mam wrażenie, że egoizm to teraz choroba cywilizacyjna. Przytrzymanie drzwi osobie, która wychodzi za nami – spory problem. Ogólnie, mamy problem z myśleniem. Pchanie się jako pierwszy do komunikacji zbiorowej, choć wiem, że mam do przejechania jeden przystanek, tylko dlaczego mam stać choćby jeden przystanek! Nie lepiej zapewnić atrakcję podróżującym, by wszyscy stojący musieli opuścić pojazd, żebym to ja mógł z godnością wyjść? A jeżeli mam ochotę posłuchać głośno radia, gdy podróżuję pociągiem, to muszę wszystkich współtowarzyszy podróży pytać o zgodę? Przecież to oczywiste, że jeżeli ja mam ochotę, to pewnie oni także. A nawet jeśli ktoś mi zwróci uwagę, to tylko jedna osoba. Jeżeli jadę autobusem miejskim i mam ochotę na bigos, który notabene akurat mam, to co może powstrzymać mnie od konsumpcji? Kto nie lubi zapachu bigosu…

Jeżeli ktoś idzie ulicą i pali papierosa, to też pewnie przypuszcza, że każdy idący obok ma ochotę na palenie bierne. Robimy to co dla nas wygodne, bo przecież każdy może. Nie myślimy o tym, że coś komuś może przeszkadzać, bo każdy ma prawo do wszystkiego. Znikome kampanie społeczne dają marny efekt. Być może dlatego, że są znikome, albo są znikome, bo właśnie dają taki efekt. Nie wiem dlaczego taką trudność sprawia ludziom przypuszczenie jak ktoś obok będzie się czuł z tym, że robię konkretną rzecz. Nie liczymy się z nikim, czasem nawet z sobą. Z moich obserwacji wynika, że nie ma znaczenia wiek, płeć osoby. Czasami myślę, że właśnie chyba źle kategoryzuję ludzi, zakładając, że nie obserwują tego co się dzieje w przestrzeni publicznej, bo nawet jeśli obserwują, to nie ma super dobrego przykładu. Najogólniej, wszyscy powielamy złe wzorce. A lata 90. to wspomnienie mgielne, kiedy to drugi człowiek był ważniejszy od nas samych. Oczywiście, to moja subiektywna opinia. I nie jest to rzucony frazes „kiedyś było lepiej”, bardzo często spotykam się z takim zdaniem, ale to my ludzie sprawiamy, że ta opinia wciąż jest na czasie. Absurd goni absurd.

Być może winę za to ponosi panujący obecnie indywidualizm. Przecież dobro jednostki jest najważniejsze. Każdy stawia własne dobro ponad dobro wspólne. Tylko czy dobro czyjeś, to także dobro moje… Można byłoby nad tym bardzo długo dywagować. Co nie zmienia faktu, że jeżeli nasze rozmyślanie doprowadzi do jakiejś konkluzji – świata to nie zmieni. Każdy musi rozliczyć się sam. Obiektywnie spojrzeć na siebie. Przypuszczalnie nawet komuś, kto przyzwoicie korzysta ze strefy publicznej, zdarzają się odchylenia od normy, bo nikt nie będzie zawsze idealny. Bardzo często czynnikiem sprawczym naszego dziwnego zachowania jest po prostu roztargnienie, które może być spowodowane niezliczoną masą czynników. Tylko łatwo jest wybaczyć jednorazowy występek, jeżeli natomiast normą jest robienie tego na co ma się ochotę, o wybaczenie trudniej. Zdaję sobie sprawę, że istnieje grupa ludzi, którzy ignorują to co się dzieje wokół nich. Nawet ignorancja może być spowodowana brakiem reakcji. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś komuś zwróci uwagę i nie przynosi to rezultatu, niechętnie zwróci uwagę po raz drugi tej czy innej osobie. Zwracając komuś uwagę, uwagę innych skupiamy na sobie, stając się chwilową atrakcją dla innych współtowarzyszy. Jeżeli nasza prośba bądź uwaga nie przynosi rezultatów, tracimy w oczach chwilowej grupy.

Podsumowując, nie ma idealnej recepty na prawidłowe funkcjonowanie w przestrzeni publicznej, bo to złożona materia, na którą składa się zbyt wiele czynników, by powstała jedna teoria, która rozwiązywałaby wszystkie problemy z jej funkcjonowaniem. Najprostsze rozwiązanie zwykle wydaje się najlepsze, czyli rozliczyć się ze sobą. Pamiętać o tym, że wszyscy tworzymy tę przestrzeń i aby funkcjonowała ona przyzwoicie, każdy jej element (a więc uczestnik) musi zachowywać się poprawnie.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.