Powstanie Warszawskie nie odejdzie w niepamięć

Powstanie Warszawskie nie odejdzie w niepamięć

Powstanie warszawskie – wystąpienie zbrojne przeciwko okupującym Warszawę wojskom niemieckim, zorganizowane przez Armię Krajową w ramach akcji „Burza”, połączone z ujawnieniem się i oficjalną działalnością najwyższych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Największa operacja militarna Armii Krajowej. Lokalizacja: Warszawa; czas: 1 sierpnia–3 października 1944; wynik: zwycięstwo III Rzeszy.

Tyle Wikipedia. Wszyscy Polacy wiedzą, że za tą lapidarną informacją kryją się dziesiątki tysięcy zabitych powstańców i cywilów oraz zrównane z ziemią miasto. Wciąż zadawane jest pytanie: czy było warto? Odpowiedź „tak” i odpowiedź „nie” mają swoich zwolenników – nie ma jednej, wspólnej oceny. Było to niewątpliwe militarne zwycięstwo Niemiec, ale było to też wielkie zwycięstwo moralne Polaków, które żyje w polskich sercach do dziś, przypominając, jak bezcenna jest wolność.

W 1939 r. Warszawa liczyła 1.289.000 mieszkańców, w tym około 32 procent Żydów. Nazywana „Paryżem Północy”, pozostała we wspomnieniach jako piękne, kipiące życiem miasto – do września 1939 r., gdy wkroczyły do niej wojska hitlerowskie. Już tej samej jesieni hitlerowcy rozpoczęli systematyczną eksterminację ludności Warszawy, najpierw od środowisk inteligenckich. W październiku 1940 r. otoczono murem część Śródmieścia, tworząc getto, gdzie zgromadzono Żydów mieszkających w Warszawie i w okolicy. Ludność żydowska została poddana bezlitosnej eksterminacji. Wymordowano lub wywieziono do obozów koncentracyjnych 370 000 polskich Żydów. W kwietniu 1943 r została przeprowadzona ostateczna likwidacja getta zakończona powstaniem, które wybuchło 18 kwietnia 1943 i trwało do 8 maja. Po bohaterskiej, ale beznadziejnej walce getto opustoszało i zostało zrównane z ziemią. W 1942 roku po „aryjskiej” stronie zaczęły się łapanki uliczne, wywożenie ludzi do obozów koncentracyjnych i na roboty przymusowe do Rzeszy oraz masowe egzekucje.

Polacy nie pozostali bierni. W 1939 r., zaraz po poddaniu stolicy, zaczęło powstawać państwo podziemne. Na emigracji utworzony został polski rząd, formowały się polskie siły zbrojne we Francji i Wielkiej Brytanii. W Polsce w konspiracji również tworzyły się siły zbrojne, przekształcone w 1942 roku w Armię Krajową, podporządkowaną emigracyjnemu rządowi. Gdy pod stolicę nadciągnęła Armia Czerwona i stanęła na prawym brzegu Wisły, podjęta została decyzja o powstaniu, którego celem miała być pomoc Rosjanom w zdobyciu Warszawy i ustanowienie polskich władz administracyjnych po wkroczeniu Sowietów do miasta. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej. Gdy lała się krew warszawskich powstańców, czerwonoarmiści patrzyli na to, nie ruszając się z miejsca. Była tylko jedna próba desantu z prawego brzegu Wisły, którą 15 września podjęli żołnierze Wojska Polskiego sformowanego w 1943 r. w Rosji i walczącego u boku Armii Czerwonej. Nieprzyzwyczajeni do walk ulicznych żołnierze z desantu ginęli masowo.

Powstańcom brakowało przede wszystkim uzbrojenia. Praktycznie broń miał co dziesiąty żołnierz, a amunicji miało wystarczyć na kilka dni. Przeciwko nim stanęły doborowe oddziały niemieckie, świetnie uzbrojone z ciężkim sprzętem. Przyszli powstańcom co prawda z pomocą alianci poprzez zrzuty broni i amunicji, były one jednak mało skuteczne. Rosjanie nie zgodzili się na lądowanie amerykańskich bombowców na swoich lotniskach, co ze względu na konieczność powrotu do odległych baz we Włoszech zwiększało straty wśród maszyn i załóg biorących udział w akcji. Część zrzutów trafiało też w ręce wroga.

Pomimo ogromnego, bohaterskiego wysiłku i wsparcia ludności cywilnej padały jedna po drugiej kolejne dzielnice. Najcięższe walki miały miejsce na Starym Mieście, które zostało odcięte od Śródmieścia i otoczone. Walczyły tam doborowe bataliony, które w boju przeszły z innych dzielnic oraz oddziały staromiejskie: tysiące bohaterskich żołnierzy. – Zamknięci na niewielkiej przestrzeni, ostrzeliwani z dział, bombardowani z powietrza dzień po dniu trwali na pozycjach – wspominają powstańcy. Podejmowane próby przyjścia z odsieczą nie przyniosły rezultatu. Wobec beznadziejnej sytuacji dowództwo powstania podjęło rozmowy z Niemcami na temat przerwania walk i 2 października podpisano akt kapitulacji Powstania. Oddziały powstańcze przekształcone 20 września 1944 r. w regularny Warszawski Korpus Armii Krajowej po złożeniu broni weszły do niewoli w liczbie około 15.000 żołnierzy. Część żołnierzy wyszła z ludnością cywilną z zamiarem kontynuowania działalności konspiracyjnej.

Powstanie trwało 63 dni, będąc największym tego typu zrywem wolnościowym w historii II wojny światowej. Poległo około 16.000 powstańców i około 150.000 ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych. Około 650.000 ludności cywilnej zostało wywiezione z Warszawy do obozu przejściowego w Pruszkowie, stamtąd 150.000 do przymusowej pracy w Niemczech, a 50.000 do obozów koncentracyjnych. Pomimo ogromnej przewagi militarnej wojsk hitlerowskich, powstańcom udało się zadać im także wielkie straty: po stronie niemieckiej było 10.000 poległych, 7.000 zaginionych, 9.000 rannych.

W szeregach powstańców było wielu bardzo młodych, kilkunastoletnich żołnierzy – dziewcząt i chłopców. W każdym mieście mamy ulicę Szarych Szeregów – bohaterskich harcerzy. W Muzeum Powstania Warszawskiego można zobaczyć zdjęcie rodzeństwa Bartników. Maria, łączniczka legendarnego batalionu Parasol o pseudonimie „Diana”, poległa 13 sierpnia 1944r., mając 13 lat. Jej o rok starszy brat Jerzy „Magik” przeżył wojnę. Był najmłodszym żołnierzem Armii Krajowej odznaczonym Orderem Virtuti Militari. Niestety, po wojnie nie miał do kogo wrócić: ojciec, lekarz, został aresztowany przez Niemców w 1939 roku i rozstrzelany. Matka została aresztowana za działalność konspiracyjną w 1943 roku, zginęła w Auschwitz.

Niejednemu z odwiedzających muzeum, patrzącemu na to zdjęcie, nasuwało się pytanie czy to było konieczne. Gdy kilka lat temu rozmawiałam z nieżyjącą już uczestniczką Powstania „Małą Danką”, wówczas też nastolatką, powiedziała, że nie mają sensu rozważania, czy Powstanie powinno było wybuchnąć, bo po prostu musiało. Nie tylko jako tzw. konieczność dziejowa, ale dlatego, że tych wszystkich młodych ludzi nie można już było powstrzymać. Terror, poniżające traktowanie Polaków jako „podludzi”, śmierć czająca się na ulicach, głód, choroby – to wszystko spowodowało, że dojrzała wola walki, która mogła w każdej chwili wybuchnąć spontanicznie, przynosząc jeszcze więcej ofiar.

Od jałowych dyskusji ważniejsza jest dziś pamięć o tym bezprzykładnym bohaterstwie, wspaniałych młodych ludziach, którzy nie wahali się poświęcić życia w obronie wolności, jednej z najdonioślejszych kart naszej historii.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.