Plan, który spowolni czas

Plan, który spowolni czas

Styczeń to przede wszystkim miesiąc podsumowań. Możliwe, że niektórzy robią je już w grudniu (zapewniam Was, że równie skuteczne są w marcu czy maju), ale to początek roku zwykle prowokuje nas do spojrzenia przynajmniej o te 12 miesięcy wstecz. Problem polega na wrażeniu, że z roku na rok te 12 miesięcy trwa coraz krócej, że zdania „przecież dopiero co ubierałam choinkę”, „naprawdę tyle już minęło?!” czy „a tak niedawno skończyło się lato” wymawiamy coraz częściej…

To podobno przypadłość wieku. Tak mówią – zwykle Ci starsi, jeszcze cały czas doświadczeni upływem czasu nieco bardziej niż my.

Rok to pewien zamknięty cykl, okres łatwy do wyodrębnienia, ale coraz częściej daje się odczuć, że na ten cykl składa się mnóstwo mniejszych, szczególnie jeżeli coś odbywa się regularnie. „Znowu piątek? Przecież dopiero co u Ciebie byliśmy!” – mówimy już praktycznie za każdym razem logopedce, do której Jula chodzi raz w tygodniu. Kiedy rozbieramy choinkę praktycznie myślami jesteśmy już w Wielkanocy, a jeżeli Wielkanoc, to zaraz maj i znowu lato, i wakacje… A przecież dopiero co Jula miała początek roku.

Takie przykłady można mnożyć, gdyż jest ich zatrważająca ilość. Zatrważająca o tyle, że zdaje się być zupełnie poza naszą kontrolą.

Jeżeli więc mamy wyjść naprzeciw styczniowym zwyczajom, to nie podsumowanie chcę tym razem zrobić, a sporządzić plan – plan, który spróbuje spowolnić czas… W którym od piątku do piątku będzie mnóstwo długich pamiętnych dni po drodze.

I kropka.

Julka jest coraz starsza, w lutym skończy 15 lat. To już brzmi dumnie, przynajmniej dla nas. Czasy ze zdjęć, na których była malutką, kilkuletnią pyzunią zdają się być tak odległe, że prawie nieprawdopodobne. Zwykłam mówić, że z uwagi na jej niepełnosprawność jest z nią trochę tak, jakby cały czas była niemowlęciem. I w wielu aspektach tak właśnie jest. Karmienie, przewijanie, usypianie, fakt, że nie mówi i nie można jej o coś zapytać, że musimy się wszystkiego domyślać i w końcu te wszystkie wózki i foteliki… Ale jak tak sobie patrzymy na zdjęcia sprzed 10 lat (i też to, że zaczynamy już używać dziesiątek do określania upływu czasu), to jednak wiemy, że zmienia się strasznie dużo. Mnóstwo rzeczy, które mogłyśmy robić kiedyś wspólnie, dziś już nie bardzo. Mimo że Jula nie wychodzi na imprezy do koleżanek, nie wyciąga pieniędzy na najnowszy model iPhone’a, nie ociąga się w odrabianiu lekcji i nie trzeba pilnować, o której wraca do domu, za to nadal lubi oglądać bajki, słuchać czytania książek (w tym też tych dla dzieci), to jednak jest już dużą dziewczynką.

Ten mijający czas tymczasem zabiera nam kolejne wspólne dni i tygodnie, miesiące i lata…

Zaplanujemy więc najbliższy rok tak, aby mieć codziennie coś do zapamiętania. Nie musi to być spektakularne jak co najmniej wycieczka dookoła świata, czasem wystarczy pójść na spacer czy pojechać w miejsce, w którym jeszcze nas nie było. Wybrać się na kawę i ciacho do nowej kawiarni. Przeczytać wspólnie nową książkę albo namalować obraz i podpisać datą, która będzie nam przypominać ten konkretny dzień. Razem. Takie niewielkie, nawet z pozoru nieistotne sprawy, będą odróżniać dni od siebie.

I chyba najlepiej nie myśleć o Wielkanocy, gdy tylko minie Boże Narodzenie. Bo czas pomiędzy przemyka nam niezauważenie, a tyle się może po drodze zdarzyć właśnie dlatego, że tak sobie zaplanujemy i skupimy się na dniu dzisiejszym, wierząc, że nie jest tylko kolejnym, który musi minąć, żeby znowu przyszedł np. weekend.

W Nowy Rok składamy sobie życzenia tego, by kolejny był lepszy. Niech ten rok spowoduje, że kolejne życzenia będą o rok nie lepszy, ale co najmniej tak dobry, jak właśnie miniony.

Fot. arch. prywatne autorów

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.