Pięć stopni…..

Pięć stopni…..

Dokładnie tyle miała scena na Bulwarze. By się znaleźć na górze trzeba było pokonać pięć metalowych stopni. Przez 15 lat istnienia tego „statku” wchodziłem po nich setki a może tysiące razy. Wnosząc i znosząc sprzęt nagłośnieniowy lub po to, by zapowiedzieć kolejny zespół, albo poprowadzić zabawę. Scena zwyczajna, a jednak niezwyczajna zarazem scena, na której były najlepsze polskie kabarety i najzabawniejsi amatorzy w wieku od 3 do 90 lat. Trema jednych, niepewność drugich i odkrywanie talentów – takich perełek, którym należało tylko pozwolić na tą scenę wejść.

Setki imprez na Bulwarze i te szczególne, gdy Elbląska Rada Konsultacyjna Osób Niepełnosprawnych zdecydowała w sposób „zabawowy” zamanifestować walkę o prawa osób niepełnosprawnych. Nie pamiętam już, czy to Ewa znalazła mnie, czy ja ją, ale wypadło, że kilka lat te imprezy prowadziłem.

Dlaczego były dla mnie takie szczególne? Bo rzeczywiście o owe prawa osób upośledzonych walczono, bo był to początek wpisywania niepełnosprawnych do życia społecznego i to nie tylko w zamkniętych pracowniach, ale publicznie, głośno i „w świetle ramp”.

Na scenie pojawiły się zespoły, których występy nie były słuchane z delikatnym współczuciem lecz prawdziwym zainteresowaniem i sporą dozą zwyczajnego rozbawienia. Teraz z perspektywy czasu wiem już, jak ważne to były realizacje. Trzeba było być, obserwować je przez wiele lat, by  się przekonać, jak zmieniały się obyczaje, jak dobrze bawiła się publiczność, jak wielką pewność siebie mieli ci „artyści”.

Teraz, gdy spotykam w tramwaju lub na ulicy uczestników zabaw na scenie, witają mnie uśmiechnięci. Chyba w trzecim roku spotkań z niepełnosprawnymi intelektualnie na estradzie, powiedziałem o ludziach, o których prawa walczyliśmy wspólnie, że „są to jedyni ludzie jakich znam, którzy nie skrzywdzą drugiego człowieka świadomie”. Już później życie pokazało jak ważna jest to sentencja.

Ale wracając do festynu niepełnosprawnych. Zawsze, poza ostatnim rokiem, gdy Ewa już chorowała, zapraszałem ją by otworzyła festyn, by wszystkim przedstawić, jak zwykłem żartować, czyja to „sprawka”,  ta impreza. By podziękować za trud, za pomysł, za wolę takiej właśnie integracji.
Gdy nie powtórzyłem tego powitania w tym roku, jeszcze nic nie zapowiadało, że nie powitam jej w latach kolejnych… Tacy ludzie jak Ewa wydają się niezniszczalni, przecież energii mają tyle, że trzeba prosić by zwolnili tempa, bo zawstydzają tych, którzy są mniej energiczni.

A dlaczego w tytule pięć stopni? Bo Ewa Sprawka, jako jedyna z setek osób wywoływanych na tą scenę, nigdy na nią nie weszła. Zawsze stawialiśmy mikrofon przed sceną, bo pokonanie tych śliskich, stromych schodów okazało się niemożliwe.

Ale nawet jeżeli nie było Jej widać, to było słychać, że mówi do zebranych skromny i nad wyraz silny człowiek. Nie osoba ale Osobowość tego miasta. Jeżeli Ewa nigdy nie weszła na scenę, to przecież nigdy z niej nie zeszła. Następny majowy Tydzień Osób Niepełnosprawnych chciałbym zrobić Ewo, dla Ciebie.
  Dariusz Bocian Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 2595

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.