Okiem naczelnego - zdrowie a pieniądze

Okiem naczelnego - zdrowie a pieniądze

O zdrowiu, urlopach, pieniądzach i lekarzach przyjmujących prywatnie. Jest także o robieniu państwu pod górkę, „wiecznych” wakacjach oraz kolejkach do sejmowego bufetu. Nasz Naczelny, to co spostrzega swoim okiem, kolejny już raz, okrasza sarkazmem i ironią, piętnując absurdy otaczającego nas świata.

● 6500 zł to dużo czy mało? Jednoznacznej odpowiedzi na to nie ma. Jak zwykle w takich kwestiach „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Dla jednych to dużo, dla innych kilka złotówek, a są jeszcze i tacy, dla których to spełnienie marzeń lub wydatek w walce o zdrowie. Dominika Lewicka-Klucznik, której teksty mogą Państwo cyklicznie czytać w „Razem z Tobą”, ostatnio na swoim Facebooku zapytała znajomych, na co przeznaczyliby pieniądze, gdyby dostali wspomnianą na początku kwotę. Odpowiedzi były różne. Jedni podchodzili do tego na poważnie, snując daleko idące plany, inni z lekką ironią, bo przecież śmiech to zdrowie. Gdy już autorka ujawniła powód swojego pytania i pokazała światu swój tekst, radośnie z pewnością nikomu nie było. A gdy dołożymy do tego jeszcze cytat z tekstu: „I spróbuj powiedzieć osobie, która jest chora, musi zrobić badania, czeka ją operacja, że pieniądze nie dają szczęścia, gdy to one generują kolejne diagnozy, zabiegi bez kolejki, szansę na życie. Kto nie wydał kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na zabieg, to nie zrozumie”, okazuje się, że w walce o zdrowie pieniądze szczęścia nie dają, bo zawsze jest ich za mało. Niby oczywista oczywistość, lecz czy aby na pewno?

● Pozostając jeszcze w temacie zdrowotnym, o którym pisałem zresztą już wielokrotnie, przy różnych okazjach. W ostatnim czasie temat znów powrócił i ponownie zacząłem się zastanawiać po co my, zwykłe szaraki, pracujące w pocie czoła miesiąc w miesiąc z jednym dwutygodniowym urlopem w roku i kilkoma innymi dniami wolnymi m.in. na święta, dłuższy weekend czy po prostu na „doładowanie bateryjek”, oddajemy część zarobionych pieniędzy na składki zdrowotne, kiedy tak naprawdę jest to transakcja tylko w jedną stronę. Jak przychodzi co do czego, to i tak musimy wykładać kolejne pieniądze, by umówić się do lekarza specjalisty, a następnie zrobić podstawowe badania. Tyle się słyszy, że w walce z chorobami najważniejszy jest czas. Co z tego, skoro nasz system zdrowotny ten czas liczy po swojemu, a osoby odpowiedzialne za służbę zdrowia zamiast szukać rozwiązania tej sytuacji ograniczają się tylko do: „nie ma pieniędzy”, „to wina pacjentów, bo sztucznie tworzą kolejki, zapisując się do wielu poradni na raz”. Tak z pewnością, to pacjent robi państwu pod górkę i choruje, przez to nie można spokojnie rządzić i chwalić się tym, ileż to się robi dla tych prawie 40 milionów biało-czerwonych współbraci polskiej ziemi.

● I dalej o zdrowiu. Tak, wiem przynudzam… ale skoro już musimy płacić te składki, to chociaż dajmy możliwość lekarzom przyjmującym prywatnie na kierowanie pacjentów na badania refundowane przez NFZ. Dla mnie czymś niepojętym jest, że lekarz przyjmujący na Fundusz może wystawić skierowanie na badania np. laboratoryjne czy specjalistyczne, za które pobrana zostanie opłata z naszych składek, podczas gdy lekarz przyjmujący prywatnie (i wielokrotnie będący lepszym specjalistą niż ten funduszowy) już takiego zlecenia wystawić nie może. Jeżeli moje zdrowie jest dla mnie o tyle bezcenne, że poświęcam swój czas na znalezienie dobrego specjalisty i zapłacenie mu za „spotkanie”, to wymagam (a wręcz żądam!), by na badania, które on mi zleci, państwo zapłaciło z moich składek, a nie zwalało winę na mnie, że w poszukiwaniu zdrowia rejestruję się do kilku poradni naraz. Cóż, szkoda zdrowia na złość, przecież ci, co za to odpowiadają, kolejkę widzą tylko w sejmowym bufecie lub przed wejściem na salę plenarną, gdy w pośpiechu odrywa się ich od stołu, bo właśnie za chwilę trzeba coś przegłosować.

● Na zakończenie, coś w zupełnie innym tonie. Przed nami wakacje. „Ach, co za cudowny czas” – powiedzą uczniowie. Dwa miesiące wolnego od nauki, czas beztroskiego wypoczynku. Życzę Wam, byście odpoczywali bezpiecznie i z rozwagą. Dla chwili adrenaliny, szaleństwa i „popularności” nie warto ryzykować trwałym uszczerbkiem lub co gorsza „wiecznymi wakacjami”. Lepiej wrócić do szkoły i za kilka miesięcy znów cieszyć się z nadejścia wakacji, bo jak już pójdziecie do pracy, to zapomnicie czym są – no chyba że traficie do polityki ;).

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.