Okiem naczelnego... w odpowiedzi na polemikę

Okiem naczelnego... w odpowiedzi na polemikę

Przez sześć lat pracy na stanowisku redaktora naczelnego Razem z Tobą, nie zdarzyło mi się jeszcze, bym musiał publicznie odnosić się do tego, co napisali członkowie redakcji. Sytuacja tym bardziej wyjątkowa, gdyż, to sami Czytelnicy, którzy od minionego piątku kontaktowali się ze mną poprzez wszelkie możliwe źródła dotarcia do mnie (mail, telefon i social media), namawiali mnie bym odniósł się do polemiki Pani Teresy, dotyczącej mojego tekstu o ankiecie odnoszącej się do wsparcia osób z niepełnosprawnościami w Elblągu, gdyż ich zdaniem (części Czytelników – przyp. red.) jeśli pozostawię ją bez odpowiedzi, to przyznam, że się zgadzam z tym, co zostało napisane.

Nie będę już streszczał o czym był mój tekst – kto miał go przeczytać, ten już to zrobił. Faktem jest, że mój tekst, tuż przed publikacją został zatwierdzony do druku przez moją przełożoną – czasami, gdy tematyka przezeń poruszana jest delikatnie mówiąc „wrażliwa”, proszę szefową o opinię. Pani Teresa od początku miała dużo zastrzeżeń do materiału i chcąc je wszystkie w nim zawrzeć, jego wydźwięk diametralnie by się zmienił i moim zdaniem, tekst tracił jakikolwiek sens. Oczywiście, nie jest tajemnicą, że często z Panią Teresa różnimy się w poglądach na wiele rzeczy, jak również w wielu kwestiach się zgadzamy. Podobnie było i tym razem. Zaproponowałem więc, by Pani Teresa napisała polemikę do mojego tekstu – co też uczyniła. Faktem jest też, że tuż po jego powstaniu, zapoznałem się z nim, podzieliłem się na forum redakcji swoimi odczuciami dotyczącymi spornych kwestii a następnie przesłałem do publikacji (zarówno w nowym numerze Razem z Tobą w wersji drukowanej, jak i na stronie internetowej).

Zważywszy, że był to gorący okres w redakcji, w którym kończył się pierwszy okres finansowania projektu w ramach którego wychodzi Razem z Tobą, a w mojej głowie tkwiło setki spraw do załatwienia, tekst nie wzbudził we mnie większych emocji poza tymi, którymi podzieliłem się tuż po zapoznaniu się z nim. Jakież było moje zdziwienie, kiedy od piątkowego wieczoru do późnych godzin niedzielnych odebrałem kilkanaście telefonów oraz wiadomości na Facebooku, Twitterze i mailu, w których powtarzane było stwierdzenie, że polemika w takim kształcie nie powinna mieć miejsca. Zarzuca mi się w nim „obrażanie” i „zniechęcanie” niepełnosprawnych do aktywności. Ze zdumieniem stwierdzam, że nie wiem skąd takie odczucia u Pani Teresy, gdyż w żadnym miejscu nie potrafię doszukać się tych stwierdzeń. Mój tekst jest tylko i wyłącznie o samej ankiecie i jej licznych wadach. Trudno też mówić tutaj o moim działaniu „zniechęcającym” niepełnosprawnych do wypełnienia tej ankiety, skoro tekst pojawił się na stronie na kilka godzin przed ostatecznym terminem zwrotu ankiet. Niestety, ze smutkiem muszę stwierdzić, że aż takiej mocy sprawczej nie mam, by setki osób po lekturze mojego tekstu w ostatniej chwili zrezygnowało z jej wypełniania. Wręcz przeciwnie, tuż przed napisaniem tekstu odbyłem kilka dłuższych rozmów osobami, które są adresatami tej ankiety i to te właśnie osoby natchnęły mnie do napisania tego tekstu, i to właśnie te osoby, jak jeden mąż mówiły, że ankieta jest źle skonstruowana, za długa, bazuje na odczuciach a nie realnych problemach i po prostu wielu osobom najzwyczajniej w świecie nie będzie się chciało jej wypełniać, gdyż w środowisku panuje przekonanie, że to i tak nic nie da. Swoje zrobiły też opinie, które słyszałem od naszych beneficjentów, których prosiliśmy o wypełnienie tej ankiety.

Po dziś dzień Pani Teresa jest jedyną znaną mi osobą, która tej ankiety broni (cóż, może faktycznie w tym środowisku mało ludzi znam). Oczywiście są osoby, które są na tzw. „pół na pół” i ja, jak najbardziej się do nich zaliczam. Jestem zdania, że takie badania są potrzebne i trzeba je zrealizować, by poznać potrzeby osób z niepełnosprawnościami w naszym mieście, lecz trzeba też dobrać metodę do środowiska a to, związane z niepełnosprawnymi do łatwych nie należy.

Ze zdumieniem przeczytałem w tekście Pani Teresy, że jednak nie trzeba było całej ankiety wypełniać a jedynie „można było wybrać te pytania, które były dla danej osoby najważniejsze”. Szkoda, że takiej informacji nigdzie nie podano a przekaz od Organizacji, która realizowała tę ankietę na zlecenie Miasta, był dla mnie jasny: „prosi się o wypełnienie ankiety” nic o tym, że można pomijać pytania. Nachodzi mnie od razu refleksja: wyniki tej ankiety też byłyby wybiórcze? Zakładam, że nie o to chodziło autorom i zdanie zawarte w tekście Pani Teresy użyte zostało przez nią niefortunnie.

Podsumowując, dziękuję wszystkim za te rozmowy, za kontakt, a szczególnie za słowa, które padały w ostatnich kilkunastu godzinach, i które utwierdziły mnie w przekonaniu, że mój tekst został przez wiele osób zrozumiany w sposób taki, jaki był zamierzony. Jeśli ktoś odebrał to inaczej, to z tego miejsca przepraszam i jak już wyżej napisałem, nie było to moją intencją.

A o samej ankiecie, napiszemy jeszcze na Razem z Tobą tylko jeden raz – by ją podsumować. Ale o tym na dniach.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.