Okiem naczelnego: Prywatność i rozsądek

Okiem naczelnego: Prywatność i rozsądek

Dzisiaj kilka słów o RODO, prywatności we współczesnym świecie oraz ratowaniu życia i zakurzonym aucie. 

• W maju weszło w życie RODO, czyli unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych. Nagle skrzynki mailowe użytkowników zostały zapchane przez korespondencję od podmiotów, które dysponują naszymi danymi i zapewniają przy tym, jak ważna jest dla nich nasza prywatność, a bezpieczeństwo tego, co o nas wiedzą, jest na najwyższym poziomie. Bądźmy jednak realistami. Tam, gdzie liczy się pieniądz, nie ma miejsca na jasne reguły. Osobiście traktuję te wszystkie informacje jako spam – tak wiem, bardzo swobodne podejście do tematu, ale bądźmy realistami. Kto z Was, czytając te setki maili z informacją o tym, że ktoś dysponuje naszymi danymi i je przetwarza, zwrócił uwagę, jak wiele z nich przyszło od firm, o których istnieniu nie miało się bladego pojęcia?

• Pozostając jeszcze na chwilę w sferze prywatności. Zadajmy sobie jasno pytanie, czy w dobie powszechnych kamer i social mediów istnieje jeszcze coś takiego jak prywatność? Moim zdaniem nie. Sami przecież, bez jakiegokolwiek przymusu upubliczniamy w sieci codziennie wiele danych na swój temat. Zupełnie inną sprawą jest oczywiście fakt, że ktoś tymi naszymi danymi handluje. Z drugiej strony, jeśli ktoś wierzy, że RODO coś zmieni, to gratuluję dobrego samopoczucia. Skąd takie podejście? Otóż proszę bardzo. Ręka w górę ci, którzy czytali wszystkie maile i "polityki prywatności", które otrzymali? W wielu z nich, pod pretekstem RODO, zaakceptowaliśmy fakt, że ktoś nasze dane przekazuje dalej, a w przypadku jednego z portali społecznościowych nawet fakt, że serwis będzie mógł nas "śledzić" w sieci i "rozpoznawać po twarzy".  

• Przylatuje helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do reanimowanej kobiety. Ląduje na placu pomiędzy blokami. Po kilku minutach na miejsce przyjeżdża też patrol policji…do załogi samolotu. Jak się okazało, jeden z kierowców, który miał zaparkowany samochód w pobliżu miejsca, gdzie lądował helikopter, poskarżył się dyspozytorowi, że zakurzono mu auto. Policja przeprowadziła rozmowę z kierowcą luksusowego wozu, po czym ten zmienił zdanie i nie chciał już zgłaszać żadnych pretensji. Całej sytuacji nie da się cenzuralnie skomentować, szkoda tylko, że ów pan życie ludzkie ceni mniej niż parę złotych straconych na myjni. W końcu jak się ma tak drogie auto, to może i na umycie cześciej niż raz na jakiś czas nie starcza? A przecież taki "Pan" nie będzie jeździł brudnym… Ps. Pani niestety nie udało się uratować. Rokowania dla Pana pozostawiam ocenie innym…

  Rafał Sułek Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 18581 

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.