”Nie, niech on nie umiera!” Książka Elli Porawskiej ”Nadążyć za sobą” już w księgarniach

”Nie, niech on nie umiera!” Książka Elli Porawskiej ”Nadążyć za sobą” już w księgarniach

Książka ”Nadążyć za sobą” powstała z inspiracji zwykłej codzienności jakże niezwykłej zarazem. Jest historią opartą na faktach opisaną przez autorkę – mamę niepełnosprawnego Łukasza. Przedstawia życie dziecka niepełnosprawnego, który idzie przez codzienność doświadczając radości, smutku i bólu. Jest książką głębokiej szczerości, dającej obraz życia rodziny, która poświęciła wszystko, aby ratować swojego syna Łukasza, nawet opuszczając swój rodzinny dom w Polsce i wyjeżdżając w świat – do Australii, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii by szukać pomocy.

Splot zdarzeń wywołuje uczucia, które głęboko pozostają w pamięci, a lektura pobudza do pytań i refleksji. Czy chłopiec ma szansę na szczęśliwe dzieciństwo? Czy jest coś, co sprawi, że pomimo swojej inności odnajdzie akceptację w otaczającym go świecie?

Łukasz zadaje pytania, jak każde dziecko i zawsze chce usłyszeć prawdziwą i szczerą odpowiedź. Czy warto jest znaleźć w sobie tyle odwagi, aby udzielić odpowiedzi, która w przyszłości może okazać się dla naszego dziecka atutem?

Książka ukazuje też wiele przykładów rehabilitacji i możliwości jej wykorzystania przez rodziców. Dając wskazówkę, będąc podpowiedzią staje się szansa na lepsze jutro.

Fragment książki

Gdy rozpoczęło się życie

Gdyby ktoś kiedyś zapytał mnie, jak to się zaczęło, powiedziałabym: – Te małe niebieskie oczy, które tak patrzyły, które wzięły swój pierwszy oddech życia, to był mój promień słońca – mój malutki syn.
Tak właśnie zaczęła się ta historia, moja książka życia Mamy. Mam na imię Ella.

Moja rodzina to wspaniała trójka: mój mąż Marek, który zawsze jest ze mną, i nasz synek Łukasz. Ta opowieść jest każdym dniem, każdą chwilą, każdą minutą życia spędzonego na walce, determinacji i odwadze, aby przeciwstawić się wszystkim, dosłownie wszystkim tym, którzy choć przez moment zwątpili, że nasz syn będzie żył, uśmiechał się i wołał „mama”, „tata”.

Przyszedł na świat 13 września 1998 roku w szpitalu w Krośnie. Był wieczór, kiedy moje dziecko poczuło się samodzielne, gdy pierwszy głęboki oddech pozwolił mu na
otwarcie własnego istnienia. Wspaniałym okrzykiem oznajmił swoją obecność na świecie. A ja czułam się, jakbym dokonała odkrycia tak wielkiego, że powinien dowiedzieć się o nim każdy. Radość, łzy i dotyk były tym momentem, który miał
trwać wiecznie. Tak się jednak nie stało.

Nadszedł drugi dzień, ten, w którym wszystko się dla nas zatrzymało. Tamtych chwil nie sposób wymazać z pamięci, ten obraz zawsze powraca. Powracają łzy i ból, bardzo głęboki ból.

Popołudniem właśnie tego drugiego dnia serce naszego maleństwa przestało bić.

Życie uchodziło z niego i choć trwało to kilkanaście sekund, dla mnie było całą wiecznością. Jego maleńkie rączki zaczęły sinieć, twarz przybrała ziemisty
kolor. Widziałam, jak odchodzi, zamknęły się jego powieki. Chwyciłam przycisk wzywający pielęgniarkę i krzyknęłam:

– Boże!!! Nie!!! Proszę!!! Niech on nie umiera!!!
  Red. Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 6695

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.