Nasze Drogi: Do szczęścia należy dążyć, a nie czekać, by samo przyszło...

Nasze Drogi: Do szczęścia należy dążyć, a nie czekać, by samo przyszło...

Rafał Waliszewski w wyniku wypadku motocyklowego doznał trwałego urazu kręgosłupa, który pozbawił go możliwości używania rąk i nóg. Jednak nie poddał się.

Mieszka na wsi, w woj. kujawsko–pomorskim. Swoją trudną walkę z przeciwnościami losu i życie po tej drugiej, nie zawsze jasnej stronie, opisał w książce „Historia prawdziwa patykiem pisana”. Autor ma nadzieję, że stanie się ona motywacją dla innych niepełnosprawnych w ich codziennej walce o lepsze życie i troski o własne zdrowie.

Nie jest Pan osobą niepełnosprawną od urodzenia…

– Zgadza się. Stałem się niepełnosprawny w 1998 r. Dokładnie pechowego 13 czerwca w wyniku wypadku motocyklowego. W tym roku minie 18 lat od tamtego dnia. Można powiedzieć, że po raz kolejny stanę się pełnoletni w drugim życiu, w innym życiu, mimo że mam teraz niespełna 40 lat (śmiech). Gdy byłem zdrowym chłopakiem, zdobyłem zawód lakiernika samochodowego i pracowałem w tym fachu. Można powiedzieć, że była to moja pasja, bo interesowałem się motoryzacją. Niestety po wypadku musiałem zapomnieć o wielu rzeczach, których nie mogłem już robić. Na szczęście odnalazłem inne, które mnie zainteresowały.

Wiele osób mówi, że gdy człowiek ociera się o ostateczne sprawy zmienia się jego perspektywa na życie? Jak to było w Pana przypadku? Czy teraz bardziej Pan docenia życie? Czy ma Pan jakieś motto życiowe, którym się kieruje?

Myślę, że perspektywa na życie nie zmieniła się bardzo po wypadku, tak samo chcę żyć teraz, jak kiedyś, gdy byłem zdrowy. Teraz może bardziej dostrzegam takie drobne rzeczy jak przebiegająca mysz na podwórku, chmury, które układają się w rozmaite kształty, otaczającą przyrodę – kiedyś nie zwracałem na to uwagi. Bardziej też słucham ludzi i przyglądam się im z większym zaciekawieniem. Moje motto to walczyć, rehabilitować się i starać się utrzymać swój stan fizyczny jak najdłużej w dobrej formie.

Co sprawia Panu największe problemy jako osobie niepełnosprawnej?

Samoobsługa. Ze względu na porażenie czterokończynowe niestety nie mogę się przesiadać i samemu ubierać, trzeba mi pomagać. Jedyne co mogę samemu: to jeść, golić się, umyć zęby, obsługiwać komputer, telefon, jednak też nie jest to łatwe, ale trzeba być upartym i się nie zniechęcać. Każdemu niepełnosprawnemu życzę upartości i konsekwencji w robieniu tego, co jest fizycznie możliwe.

Stąd pojawił się pomysł na własny kanał na YouTube?

Tak. Na moim kanale (walus0205) zamieszczam filmy, na których ćwiczę i rehabilituję się często na samodzielnie zaadaptowanych do tego przyrządach, takich jak np. wciągarka budowlana, dzięki której mama wstawia mnie w parapodium dynamiczne, czyli w sprzęt do pionizacji. Uważam, że pionizacja jest najlepszym lekarstwem dla osób będących na wózku. Zapobiega odleżynom, odwapnieniu kości, przykurczom. Dzięki niej lepiej pracują jelita, nerki, lepiej krąży krew. Niestety spora część osób ma taki sprzęt, lecz z niego nie korzysta, więc na moim kanale umieszczam filmy, by jednak zachęcić innych do działania. Wrzucam też filmy z moich wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne, głównie nad morze, gdzie obrazuję dostępność miasta i ośrodków rehabilitacyjnych pod kątem osób niepełnosprawnych i problemy, jakie może napotkać osoba na wózku. Myślę,że to przydatna wiedza. Cieszą i motywują mnie komentarze, subskrybcje, oglądalność. Nie uważam się za wielkiego „youtubera”, ale lubię to robić. Mam nadzieję, że w tym roku będę miał nową kamerę by kręcić filmy w lepszej jakości.

A kiedy pojawił się pomysł na napisanie książki „Historia prawdziwa patykiem pisana”?

Pamiętam dzień, w którym naskrobałem tytuł książki i pierwsze kilka zdań, to był dzień śmierci Jana Pawła II. To był impuls, by może innych ludzi zainspirować do czegoś i zmotywować do rehabilitacji.

Proszę powiedzieć jak długo trwał sam proces twórczy, gdyż pisał Pan swoją książkę ustami. Czy był jakiś konkretny cel, aby książka powstała? Czemu i komu Pana zdaniem będzie służyć?

Tak, książkę pisałem patykiem trzymanym w ustach. Jej napisanie zajęło mi pięć lat, jednak powstał też rozdział, który nie został opublikowany, gdyż postanowiłem zostawić go tylko dla siebie, wiec trwało to o wiele dłużej. Książka, myślę, że jest dobrą lekturą zarówno dla osób niepełnosprawnych, jak i dla opiekunów. Znam mamę, której córka po mózgowym porażeniu dziecięcym, po przeczytaniu mojej książki, zabrała się ostro do rehabilitacji i mam nadzieję, że jest tak do dziś i ze nie jest jedyna.

Większość osób, pisząc tego typu książki, czerpie ze swoich własnych doświadczeń. Czy w Pana przypadku tak właśnie było?

Tak, książka jest jak najbardziej autentyczna, nie ma tam żadnej fikcji, jednak czasami z trudem przychodziło mi opisanie sytuacji, w których byłem obnażony i myty np. przez obcych ludzi, czułem się wtedy podle. Jednak chciałem dać obraz sytuacji i oddać swoje odczucia, bo czasami trudno jest to zrozumieć komuś kto nigdy nie był w takiej sytuacji.

O czym generalnie jest Pana książka?

Książka "Historia prawdziwa patykiem pisana" ma 172 strony i dzieli się na dwa rozdziały. Pierwszy to "wojsko" w którym opisuję swój 15. miesięczny pobyt w zasadniczej służbie wojskowej w latach 1996 – 1998. Teraz to już przeszłość, ale dobrze zobrazowana w książce tak, jak naprawdę było, często z dużą dozą humoru: poligony, strzelnica, fala wojskowa. Natomiast rozdział "wypadek" nie jest już taki wesoły. Piszę w nim o cierpieniu, walce o powrót do sprawności, ponad rocznej włóczędze po szpitalach i sanatoriach, gdzie spotykałem różnych ludzi – jedni byli do rany przyłóż, drudzy wręcz odwrotnie. Opisuję nawiązywane znajomości z osobami niepełnosprawnymi, miłości jakie napotkałem na swojej drodze życia, którą jechałem już wózkiem. Właśnie tak chciałem napisać tą książkę, by pokazać dwa światy, zarówno osoby pełnosprawnej jak i niepełnosprawnej, dzięki temu biografia nie jest tylko i wyłącznie traumatyczna.

Czy zaszły jakieś zmiany w Pana życiu po napisaniu książki?

Tak. W swoim miejscu zamieszkania jestem kojarzony z książką, ludzie wiedzą kim jestem. Czuję się dowartościowany i mam zdecydowanie lepsze samopoczucie z tego powodu.

Jakie ma Pan plany odnośnie książki?

Nadal próbuję rozpropagować książkę, tam gdzie jest to możliwe. Do tej pory wysłałem około 3 tys. e–mali do bibliotek, warsztatów terapii zajęciowych, wolontariatów itp. ale jeszcze mam trochę pomysłów w tym temacie.

Czy miał Pan problemy ze znalezieniem wydawcy?

Do 70 wydawnictw wysłałem trzy fragmenty po 30 stron, początek, środek i koniec. Odzew był, jednak chcieli bym pokrył część kosztów, na co nie było mnie stać. Jedynie wydawnictwo Borgis, zdecydowało się mi pomoc, bez mojego wkładu finansowego, za co bardzo dziękuję wydawcy. Dzięki niemu zrealizowałem swoje marzenie.

W jaki sposób można nabyć książkę?

Wpisując tytuł "Historia prawdziwa patykiem pisana" w wyszukiwarkę można ją kupić w wielu księgarniach internetowych, również na Allegro.

Jakie jest Pana największe marzenie?

Marzę o tym by moja mama, która jest fundamentem całego mojego życia, mogła jak najdłużej mi pomagać, bo bez niej to wszystko runie. Szanuję i kocham ją za to, że poświęca dla mnie każdy dzień, ale też bardzo się o nią martwię jak się źle czuje czasem chyba bardziej niż o samego siebie. Marzę też o aucie, który byłby zaadoptowany do przewozu osoby na wózku, dzięki temu mógłbym więcej przebywać z ludźmi, nie tylko w internecie.

Czy jest Pan szczęśliwy?

Chyba nikt na świecie nie jest szczęśliwy na 100 proc. i nie ma reguły czy bogaty, czy biedny, czy niepełnosprawny, ale trzeba do szczęścia dążyć, a nie czekać, by samo przyszło.

Tego w takim razie Panu życzę. Dziękuję za rozmowę.

  Aleksandra Garbecka Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 13830

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.