Najważniejsze jest to, jacy jesteśmy dla siebie

Najważniejsze jest to, jacy jesteśmy dla siebie

Pierwsza przedszkolna grupa integracyjna powstała w Warszawie w roku 1989 przy rehabilitacyjnej placówce służby zdrowia i oparta została na doświadczeniach z Hamburga. Było to możliwe dzięki inicjatywie rodziców dzieci niepełnosprawnych oraz pedagogów. Podobnie było w przypadku tworzenia integracji w Szkole Podstawowej nr 25 w Elblągu.

Wspomniana placówka w minionym roku obchodziła jubileusz XX-lecia integracji. O nauce jaką wynoszą z niej dzieci, wymianie doświadczeń, reformie edukacji, wyzwaniach i planach na przyszłość w rozmowie z Anną Śledzińską, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 im. Janusza Kusocińskiego w Elblągu.

W roku 1993 MEN podpisał zarządzenia określające zasady tworzenia przedszkoli i klas integracyjnych oraz form opieki psychologiczno-pedagogicznej. Czy według pani dziś należałoby wprowadzić jakieś zmiany w przepisach dotyczących tworzenia klas integracyjnych?

W ostatnich latach przepisy na tyle się zmieniły, że jako dyrektor placówki z oddziałami integracyjnymi powiem, że dyrektor ma w tej chwili dość ograniczone pole do działania. Jeśli na przykład szkoła podstawowa taka jak nasza prowadzi oddział przedszkolny, to te dzieci, które mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego w tym oddziale przedszkolnym, niejako automatycznie przechodzą do klasy pierwszej. W sytuacji, gdy tworzymy tylko jeden oddział, już na etapie rekrutacji nie mamy wolnych miejsc dla dzieci spoza szkoły w klasie integracyjnej. Oczywiście są inne szkoły, które tworzą klasy integracyjne, ale to rodzic dziś decyduje, do której szkoły chce, by uczęszczało jego dziecko. Rozczarowanie przychodzi, kiedy brakuje miejsca w szkole tej, na którą się rodzice zdecydowali. Oczywiście nie zawsze dzieci o potrzebie kształcenia specjalnego powinny kontynuować naukę w klasie pierwszej, ale głos decydujący mają rodzice, każdy chce, by jego dziecko miało szansę i tego w naszej szkole nigdy nie pozbawiamy. Są to trudne decyzje dla rodziców, którzy mają dziecko z trudnościami. Wszyscy marzymy o zdrowych, mądrych i ładnych dzieciach… Rodzice proszą o taką szansę, by ich dziecko mogło choć spróbować. Chodzi też o to, by rodzic nie mógł sobie w przyszłości zarzucić, że nie zrobił absolutnie wszystkiego, żeby temu dziecku pomóc wystartować w takim normalnym świecie. W ciągu roku okazuje się jednak czasem, że dziecko ma takie bariery, z którymi coraz trudniej radzi sobie w placówce ogólnodostępnej. Jeśli mamy możliwość utworzenia dwóch klas integracyjnych na poziomie klas pierwszych, to wtedy szansa rozłożenia dzieci posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego z oddziału przedszkolnego na dwie grupy czy dwa zespoły klasowe pozwala lepiej zorganizować to kształcenie integracyjne. Natomiast jeśli nie ma takiej możliwości i mamy tylko jeden oddział, i w nim mamy już pięcioro dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego, wówczas nie możemy z zewnątrz przyjąć dodatkowych dzieci, a tych jest z roku na rok więcej. Tworząc klasy pierwsze na bazie oddziału przedszkolnego wiem też, z jakimi trudnościami w najbliższych latach będę się borykała. I tutaj ważna jest współpraca z rodzicami, którzy oczekują wsparcia i tutaj też, według obowiązującego prawa, tę pomoc należy zorganizować. W tej chwili przepisy o potrzebie udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznego są tak rozbudowane i takie plastyczne, że ta pomoc właściwie zewsząd może iść, jeśli oczywiście placówka może takie warunki spełniać. Jeśli więc dziś miałabym powiedzieć, że należy coś zmienić w tym zakresie, to tak. To dyrektor powinien mieć prawo do decydowania o tworzeniu klas integracyjnych. Przed zmianami w przepisach, w naszej szkole przyjęliśmy taką zasadę, że spotykamy się z rodzicami dzieci z orzeczeniem o kształceniu specjalnym, przed podjęciem decyzji. Pierwsze spotkanie organizujemy, zanim przyjmiemy te dzieci do oddziałów klas pierwszych, potem jest kolejne spotkanie w czerwcu już z dziećmi. One już w czerwcu mają okazję do tego, by się poznać i we wrześniu przychodzą spokojniejsze, czują się pewniej, wiedzą, kto jest ich kolegą i koleżanką z klasy, rodzice też z większym spokojem oddają swoje dzieci pod naszą opiekę.

Ważne jest, by móc mieć wpływ na dobór dzieci do klas integracyjnych. Proszę mi wierzyć, że ma to kluczowe znaczenie w procesie ich integracji. Jeśli mam do czynienia z trojgiem dzieci ze spektrum autyzmu i np. z niepełnosprawnością sprzężoną, to wtedy trudniej jest wszystko zorganizować. Co prawda, nasza szkoła ma specjalistów, tj. psychologa, pedagoga, logopedów, surdopedagoga, neurologopedę, nauczycieli wspomagających. Bywa jednak tak, że obecność drugiego nauczyciela to jest za mało. Dzieci się rozwijają, pojawiają się też nowe zachowania. Staramy się zatrudniać nauczycieli stażystów. Jednak zarobki takiego nauczyciela są tak niskie, że dla tych osób chętnych na odbycie stażu w takiej placówce, która daje duże możliwości rozwoju, sprawdzenia siebie, nie jest atrakcyjne,, bo ci ludzie muszą też z czegoś żyć, a ta pensja stażysty czy praktykanta jest niska, a praca tu jest wymagająca. Ci, którzy jednak decydują się odbyć staż w naszej placówce dziękują za to doświadczenie, ale mówią też, że sprawia ono, że do zawodu nie wejdą.

Wspomniała Pani o procesie rekrutacji, który w przypadku dzieci o potrzebie kształcenia specjalnego jest dłuższy. Kiedy się rozpoczyna i ile trwa?

Tak naprawdę wszystko rozpoczyna się w pierwszym kwartale roku. Niebawem rozpoczniemy pierwszy etap rekrutacji dzieci, które rozpoczną edukację we wrześniu. Najpierw odbywamy spotkania i rozmawiamy. Zapraszam wtedy oboje rodziców lub opiekunów prawnych, zapraszam też dzieci. Rodzice mówią o potrzebach dziecka, pytają o szanse, jakie ma ich dziecko, by dostać się do naszej szkoły. Bierzemy pod uwagę wszystko to, co jest ważne z perspektywy rodzica i to są te pierwsze elementy, które decydują o przyjęciu dziecka do szkoły. Wiadomo, że dzieci z Elbląga mają pierwszeństwo. Pan prezydent robi w tym zakresie wszystko, by zabezpieczyć miejsca tym dzieciom, które są mieszkańcami Elbląga. Dopiero później, jeśli są miejsca, rekrutowane są dzieci spoza Elbląga. Tutaj także rodzice mają szansę na zapisanie dziecka do szkoły. Nigdy nie składam rodzicom obietnic bez pokrycia. Zawsze jednak powtarzam, że jeśli nie mamy już miejsc, to rodzice i tak mogą podanie złożyć, bo bywa tak, że rezygnują i przenoszą dziecko do innej placówki lub przeprowadzają się do innego miasta. Ten proces więc niemal cały czas trwa. Myślę, że dla każdego rodzica decyzja o wyborze tej pierwszej szkoły jest bardzo trudna, zwłaszcza dla rodziców, których dzieci mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, a przepisy nie ułatwiają im tego zadania.

Czy i jeśli tak, to w jaki sposób, reforma edukacji, która m.in wprowadziła 8-letnią szkołę podstawową i 4-letnie liceum, wpłynęła na państwa placówkę?

W budynku naszej szkoły są zarówno oddziały szkoły podstawowej, jak i gimnazjalnej. Jeśli chodzi o ilość dzieci w naszej szkole, to nie odczuliśmy spadku czy wzrostu liczby dzieci, jest to cały czas na tym samym poziomie. Myślę, że to będzie się stabilizować. Ta reforma wpłynęła na nas o tyle, że widzimy, że jest ona najtrudniejsza dla uczniów klas siódmych, bo tam rzeczywiście ten program jest przeładowany. I w efekcie to przejście z klasy szóstej do siódmej jest doświadczeniem bardzo trudnym, bo tych godzin, które spędzają w szkole jest bardzo dużo. Potem nie ma tego czasu na odpoczynek, taką regenerację czy na zajęcia rozwijające ich pasje i hobby, i te dzieci, co rodzice też nam mówią, są po prostu przemęczone. W tej chwili w klasach VII we wszystkich szkołach podstawowych w Elblągu (od 1 września 2018 r. do 31.12.2019 r.) realizowany jest bardzo duży projekt pod nazwą: „Eksperyment Edukacją Przyszłości – doposażenie bazy dydaktycznej elbląskich szkół podstawowych do rozwijania kompetencji matematyczno-przyrodniczych”. W ramach tego projektu udzielamy wsparcia w zakresie przedmiotów matematyczno-przyrodniczych, co wiąże się z tym, że dla takiego dziecka w tej szkole dochodzi jeszcze dodatkowo 6 godzin w ramach realizowanego projektu unijnego. To jest bardzo atrakcyjny projekt, bo dzięki niemu możemy rozwijać ich umiejętności. Jeśli jednak połączymy ten fakt z wdrażaną jednocześnie reformą, widzimy, jak duże jest to obciążenie, które nie sprzyja wyjątkowo siódmoklasistom. Jesteśmy teraz w drugim roku, kiedy reformę wprowadzamy i dzieci z klas ósmych spotkają się z uczniami klas 3 gimnazjum w roku szkolnym 2019/2020, i każdy rocznik będzie realizował inną podstawę programową. A one później spotkają się w jednej klasie w szkole ponadgimnazjalnej. Trudno o właściwy i mądry komentarz do tej sytuacji. Pani minister Zalewska nie widzi w tym problemu, dla praktyków jest on bardzo czytelny i na poziomie szkoły każdy z nas musi się z tym nowym zjawiskiem zmierzyć.

W tym roku po raz pierwszy egzamin ósmoklasisty.

Tak. Jesteśmy już przygotowani. Cała procedura została uruchomiona. Nauczyciele oczywiście są przeszkoleni po to, aby w kwietniu, bo wtedy jest ten egzamin, nie było żadnych nieprzewidzianych sytuacji. A ponieważ w tym roku po raz ostatni organizujemy egzamin dla gimnazjalistów, a pierwszy raz dla uczniów klas ósmych, to jest to wyzwanie organizacyjne. Egzaminy zaczynają się 10 kwietnia 2019 r. (do 12 kwietnia dla gimnazjalistów), a kończą 15-17 kwietnia 2019 (dla ośmioklasistów) . Tym bardziej, że w placówkach takich jak nasza, liczba zespołów egzaminacyjnych jest większa niż w szkołach ogólnodostępnych. To dostosowanie egzaminacyjne dla uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych trzeba organizować wcześniej i stworzyć takie warunki, by były jak najlepsze dla dzieci.

Jako Szkoła Podstawowa nr 25, w której są oddziały klas integracyjnych, wymieniacie doświadczenia i spostrzeżenia z innymi tego typu placówkami w Polsce?

Oczywiście, cztery lata temu z inicjatywy Ewy Cichońskiej założyliśmy Ogólnopolski Klub Szkół Integracyjnych. Wtedy nie spodziewałyśmy się tego, że tyle szkół odezwie się do nas i przyjmie zaproszenie na pierwszą konferencję i pierwsze spotkanie, by wymienić doświadczenia. Wówczas przyjechali do nas przedstawiciele ponad 30 placówek z całej Polski. Mieliśmy gości z Krakowa, z Piekar Śląskich, z Poznania, z Warszawy, z Gdańska, z Tczewa, ze Szczecina – nauczycieli, specjalistów i dyrektorów szkół. Mogliśmy właśnie wymienić to doświadczenie, zobaczyć, jak wygląda organizacja pracy szkół z innej perspektywy. Spotkaliśmy się w gronie dyrektorów, (dla nauczycieli, specjalistów zorganizowaliśmy warsztaty, by podnieść ich kompetencje), mówiliśmy o tym, z jakimi trudnościami mamy do czynienia na co dzień, jak wygląda współpraca z organem prowadzącym. W Elblągu dzieci są pod dobrą opieką. Tutaj, u nas pan prezydent udziela tej pomocy, nie odmawia jej, kiedy zwracamy się o wsparcie. Natomiast w Polsce wygląda to bardzo różnie, więc słuchałyśmy tego z otwartymi uszami i z takim niedowierzaniem, że może być tak trudno, że dyrektor zostaje sam z problemem i musi sobie z poradzić. Nie wyobrażam sobie braku wsparcia organu prowadzącego, jest to po prostu fizycznie niemożliwe. Zanim podejmiemy decyzję, musimy rozważyć wszystkie argumenty, wszystkim zależy na tym, by udzielić wsparcia. My oczywiście od 20 lat prowadzimy integrację, jest ona też w Szkole Podstawowej nr 6 i nr 23. Zatem nasza placówka jest miejscem, które – myślę, że mogę to z dumą powiedzieć – jest wizytówką miasta, a działania, jakie podejmujemy, są dowodem na to, że szkoła może i odnosi sukces na miarę nie tylko ogólnopolską.

Tak jak Pani wspomniała, w minionym roku minęło 20 lat od momentu utworzenia integracji. W trakcie uroczystości jubileuszowej dużo mówiło się o wkładzie rodziców w tworzenie integracji. Jak ważne było ich zaangażowanie?

Rodzice mają ogromną siłę. Z integracją dziś jest lepiej niż 20 lat temu, gdy rodzice po raz pierwszy walczyli o miejsce w szkołach ogólnodostępnych i umożliwienie im stworzenia takich warunków, dzięki którym dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych mogłyby uczyć się w placówkach ogólnodostępnych. To właśnie z ich inicjatywy [rodziców – przyp. red.] powstały pierwsze oddziały integracyjne. Oczywiście tutaj pan prezydent jako organ prowadzący musiał wyrazić zgodę na to. To nigdy nie są łatwe decyzje. Wszyscy uczyli się integracji, wiele czynników powodowało, że z dużą obawą podchodzono do tematu. Nie wiadomo było, jak np. rodzice zdrowych uczniów zareagują na dzieci, które wymagają specjalnego kształcenia. A przecież ważne jest też to, jak dzieci między sobą będą budować te relacje. Podjęcie decyzji o utworzeniu integracji było naprawdę takim milowym krokiem wówczas. Pierwsze tego typu placówki powstały pod koniec XX wieku. Wtedy pojawiały się pierwsze próby włączenia dzieci niepełnosprawnych do szkół i klas ogólnodostępnych. Dziś te dzieci, które mają przyznane nauczanie indywidualne, edukuje się tylko i wyłącznie w domu, jeszcze 4 lata temu można było to zorganizować inaczej. Jest to bardzo krzywdzące dla dzieci, które do tej pory mogły funkcjonować tu, w społeczności szkolnej. Rodzice są bardzo rozczarowani tymi przepisami i bardzo często rezygnują z takich form, mimo że są one najlepsze dla tych dzieci. Dużo ważniejszy jest jednak ten kontakt z innymi dziećmi i nauka w warunkach szkolnych.

Jakie metody integracji działają, a jakie nie?

Pełnosprawni uczniowie w klasach młodszych w ogóle nie czują tego, że są wśród nich dzieci, które mają spektrum autyzmu, genetyczne choroby, albo że są dzieci, które mają zaburzenia zachowania. W takich przypadkach niepełnosprawności nie widać. Zatem integracja w tym znaczeniu jest procesem naturalnym i w tym sensie metod jakichś wyjątkowych nie stosujemy, po prostu dbamy o to, by dzieci szanowały się wzajemnie, umiały sobie pomóc, wesprzeć w trudnych sytuacjach, żeby potrafiły się słuchać. Jeśli chodzi o metody integracji w klasach integracyjnych, to są one takie jak w każdym oddziale klasowym – tak jak wspomniałam niepełnosprawność nie zawsze jest widoczna. Poprzez organizowanie różnych spotkań, zabaw. Ważna jest ta pomoc koleżeńska. Istotna jest też współpraca z rodzicami i między rodzicami, przekazywanie wiedzy o dziecku innym rodzicom. Te małe dzieci bardzo chętnie sobie pomagają, to jest dla nich naturalne. Im nie trzeba nic mówić. Zespół ludzi jest tutaj bardzo ważny. To, co wszyscy też podkreślają – integracja tutaj jest, bo wszyscy tego chcieli. Jak się wchodzi do tej szkoły, to rzeczywiście to wsparcie i taką otwartą duszę się tu spotyka.

Jaką, według Pani, naukę z integracji wynoszą dzieci, które opuszczają mury tej szkoły?

Że tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami. Że to czy człowiek jest pełnosprawny czy niepełnosprawny, to tak naprawdę nie ma znaczenia, bo najważniejsze jest to, jacy jesteśmy dla siebie na co dzień. I czy ktoś ma zespół Downa lub trudności w poruszaniu się czy w mówieniu, ale spotka na swojej drodze człowieka życzliwego, takiego, który zawsze mu pomoże, to ten świat będzie łatwiejszy do przeżycia. Dla wszystkich.

Integracja to kierunek, w którym w naszym kraju należy podążać?

Integracja jest bardzo ważną częścią życia. Nie wyobrażam sobie, by ci rodzice, którzy mają dzieci, wymagające specjalnej opieki, nie mieli dla siebie miejsca. Nie wyobrażam sobie, by nie tworzyć szkół stricte integracyjnych, by rodzice nie mogli mieć szansy zapisania dzieci do szkoły, w której są oddziały integracyjne albo do szkoły ogólnodostępnej, w której nie ma oddziałów integracyjnych, a jest realizowana edukacja włączająca. Rodzice bardzo często w takich pierwszych rozmowach proszą o szansę, bo mają mnóstwo obaw i pytań. Boją się, bo przeżyli wiele. W każdym mieście jest potrzebna taka szkoła i rodzice muszą mieć tę alternatywę dla swoich dzieci. Gdy jej nie mają, to spotykają się z taką niechęcią. Oni są i tak dostatecznie skrzywdzeni przez los, żeby musieć się jeszcze borykać z takimi problemami. Tutaj powinniśmy mieć otwarte serca i umysły na ich potrzeby. Tym bardziej teraz, kiedy tyle się mówi o tej niechęci w stosunku do drugiego człowieka, nie mówię tutaj o hejcie, bo to jest kolejny problem, ale właśnie o takiej niechęci do drugiego człowieka, gdy ten potrzebuje pomocy. Myślę, że jesteśmy za bardzo zajęci sobą.

Wkroczyliśmy już w 2019 rok. Nie mogę więc nie zapytać o plany na ten rok. Jakie zadania stoją przed Panią i przed SP nr 25?

W „dwudziestcepiątce” kolejne dwudziestolecie się zaczęło. Cieszymy się na kolejne doświadczenia. Myślę, że Szkoła Podstawowa nr 25 zawsze już zostanie szkołą z oddziałami integracyjnymi. Będzie tą „Mrówką”, o której rodzice tak życzliwie się wypowiadają. Jest tu mnóstwo inicjatyw związanych z realizacją pasji dzieci o potrzebie kształcenia specjalnego. Szkoła za chwilkę będzie obchodziła 55-lecie. Chciałabym rozwijać szkołę w zakresie udzielania pomocy wszystkim dzieciom, a zwłaszcza tym, które tego potrzebują. W ubiegłym roku kupiliśmy sprzęt, biofeedback. Jesteśmy po pierwszych szkoleniach. Remontujemy właśnie pomieszczenia i od września będziemy już ruszali z udzielaniem tej formy terapii. Będę także szukała takich rozwiązań, które będą ułatwiały dzieciom start w nowej rzeczywistości. A tych, którzy jeszcze nie poznali „Mrówki”, zapraszam serdecznie w progi naszej szkoły. Zapraszam do kontaktu, do odwiedzenia naszego profilu na Facebooku, do lektury naszych artykułów umieszczanych na łamach elbląskich mediów i tych, które umieszcza także Państwa miesięcznik „Razem z Tobą”. Dziękujemy również za to wsparcie, które od Państwa otrzymujemy, bo to jest dla nas bardzo ważne, że Państwo widzicie w nas takiego sojusznika w promowaniu idei integracji, która, jak już wspomniałam, jest bardzo ważna, przede wszystkim dla osób, które rozumieją integrację. My rozumiemy ją i chcemy głosić tę ideę, gdzie tylko można. Dlatego też powstał Ogólnopolski Klub Szkół Integracyjnych. Jest to głos z północy, bardzo ważny, bo jeżeli organizujemy już którąś z kolei edycję spotkania, to znaczy, że ludzie wracają do nas, bo mogą się podzielić swoimi doświadczeniami, ale i zdobywają też dzięki nam nowe doświadczenia. Wszystkim, którzy pomagają nam w codziennej pracy, bardzo dziękuję w imieniu całej społeczności szkolnej.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.