Myśli niespokojne - wokół Orwella, niewidomych i polityki społecznej

Myśli niespokojne - wokół Orwella, niewidomych i polityki społecznej

Chciałam napisać tylko parę słów na temat artykułu Rafała Maliszewskiego „Zaburzona polityka”, ale się nie dało. Napisałam więcej, a ledwie dotknęłam tematu.

Przykład środowiskowego domu dla niewidomych może stać się przyczynkiem do dyskusji na kilka tematów: braku polityki społecznej dla osób niepełnosprawnych, roli sektora pozarządowego w jej budowaniu oraz kondycji organizacji pozarządowych, a także współpracy samorządów z organizacjami.
Dwa lata temu na konferencji w Elblągu, profesor Woźniak z Zakładu Badań Problemów Społecznych i Pracy Socjalnej Instytutu Socjologii UAM w Poznaniu stwierdził dobitnie, że w Polsce nie ma polityki społecznej dla tej grupy, a tylko działania doraźne. Postulował zastąpienie obecnego modelu separacyjnego, społecznym modelem niepełnosprawności. To oznacza, że trzeba będzie przyznać, iż utrata lub ograniczenia i nie zaspokojenie potrzeb, których doświadczają niepełnosprawni, są spowodowane nie tyle urazem czy chorobą, co organizacją życia społecznego. Przedstawicielka Rzecznika Praw Obywatelskich, dr Grażyny Rdzanek-Piwowar przyznała wówczas, że myśli się powszechnie, iż  prawa ON są zabezpieczone i szeroko chronione, lecz  w rzeczywistości znacznie lepiej to wypada na poziomie abstrakcyjnym niż realnie.
W tej konkretnej sytuacji – potrzebie utworzenia placówki dla niewidomych – wszyscy chcieli dobrze, a wyszło… Powstało nie to, co było potrzebne, tylko, to co powstać w danej chwili mogło – kolejny dom dziennego pobytu dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Nie winię tutaj Miasta, ani Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Samorząd i MOPS zrobili, co uważali za najlepsze, według swoich możliwości i wiedzy na ten temat.
Dziwi tylko, że w Domu dla niewidomych, potrzebę zatrudnienia kadry tyflologicznej rozpatruje się warunkowo. Kierowniczka ŚDS wspomina o ewentualnym zatrudnieniu tyflopedagoga dopiero, gdyby do placówki przyszli głuchoniewidomi. Z mojej wiedzy i praktyki wynika, że wówczas potrzebny byłby – dodatkowo – tyflo-surdo-oligofrenopedagog.
Ale wracając do wcześniejszej myśli – winę za zaistniałą sytuację ponoszą przede wszystkim zarząd koła związku niewidomych w Elblągu oraz zarząd okręgu w Olsztynie. Przedstawiciele niewidomych nie wyartykułowali potrzeb środowiska albo… ich nie znali? Pozostali przy tym bierni, całkowicie zdając się na MOPS. De facto utracili siedzibę przy ulicy Traugutta 38, której niewidomi byli gospodarzami od 45 lat.
Teraz Koło dysponuje dwoma  niewielkimi pomieszczeniami biurowymi. Aby zrobić jakiekolwiek zebranie członków czy spotkanie sekcji, klubu (koło liczy ponad 600 osób), trzeba wynająć salę.
Wyremontowana część budynku o powierzchni 125 m2, w której znajduje się dom samopomocy, jest w dyspozycji MOPS-u i za ten metraż MOPS zamierzał płacić. Za resztę powierzchni  – około 300 m2, licząc z piwnicami i klatkami schodowymi – miało płacić Koło. Zarząd odwołał się od tej decyzji.
Przewodniczący zarządu koła zapewnia, że „wszystko będzie dobrze”. Pytanie tylko – dla kogo? Daleko odeszli niektórzy dzisiejsi działacze od ideałów pionierów ruchu obywatelskiego i grup samopomocowych niewidomych. Hasłem przewodnim organizującego się środowiska było samostanowienie i dbałość o zaspokajanie istotnych potrzeb członków.  Wypracowano m.in. formy i metody rehabilitacji, powstały szkoły i placówki rehabilitacyjne, specjalistyczne domy dla niewidomych z dodatkowymi ograniczeniami. Zawsze przywiązywano dużą wagę do samorządności.
Na zakończenie tych wywodów, chcę przytoczyć wypowiedź pewnej starszej, ociemniałej kobiety:  „Zastanawiałam się co robić, gdy zaproponowano mi uczęszczanie do nowej placówki. Jednak cena za wyjście z zamknięcia czterech ścian domu, wydaje mi się za wysoka. Nie dam sobie na stare lata „przyprawić gęby”. Utrata wzroku jest ciężkim kalectwem, ale dziękuję Bogu, że zachowałam przynajmniej jasny umysł. Niektórzy mówią, żeby „przymknąć oko”, bo „tisze jediesz, dalsze budiesz”. Ale nie daje mi spokoju pytanie: czy starszy człowiek nie ma prawa do zachowania odrobiny godności?”

Może przesadzam, może rzeczywiście „wszystko będzie dobrze”, ale moje myśli krążą gdzieś wokół zasad opisanych przez George’a Orwella w słynnym „Roku 1984”. Parafrazując jedną z nich, można powiedzieć, że wszystko może być dziecinnie proste. Wymaga tylko codziennych zwycięstw nad własnymi zdrowymi zasadami.
  Elżbieta Szczesiul-Cieślak Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 96

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.