Miasta malowane światłem

Miasta malowane światłem

Odkąd wymyślono gazowe latarnie, a nawet jeszcze wcześniej, wygląd i klimat przestrzeni publicznych w miastach, oprócz budowli i pomników, zaczęło kształtować światło. Dzisiaj centra dużych miast zalane są światłem, białym i kolorowym, stałym i zmieniającym się, z okazji rozmaitych świąt spływającym i tryskającym jak fontanny. Oświetlenie przestrzeni publicznych stało się sztuką nazwaną architekturą światła.

Architekturę światła można studiować za granicą, ale i w Polsce ma już swoich entuzjastów i profesjonalistów. Na Politechnice Gdańskiej jest nim dr inż. arch. Justyna Martyniuk-Pęczek.

Elblążanie mogli ją poznać i posłuchać wykładu o sztuce malowania światłem i roli światła w życiu współczesnych miast na spotkaniu w Galerii El,  w ramach warsztatów dla studentów Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, które odbyły się w Elblągu w dniach 16 – 18 marca.

Od latarki do iluminacji

Światło na ulicy zaczęło być widoczne we wczesnym średniowieczu, kiedy to w większych miastach wydano dekret, że mieszkańcy wychodząc wieczorem i nocą z domu muszą nieść zapaloną latarenkę (mogła to być osłonięta świeca czy lampka oliwna) na znak, że nie są to przestępcy. Nieco później nakazano oświetlać drzwi wejściowe (również za względów bezpieczeństwa). Te oświetlone drzwi zmieniły krajobraz uliczny, różnicując jego wygląd za dnia i w nocy. Pierwsza rewolucja oświetleniowa miała miejsce, gdy pojawiły się uliczne latarnie gazowe. Początkowo instalowane tylko w miejscach newralgicznych (skrzyżowania, ciemne zaułki), z czasem oświetliły wszystkie ulice i place. Pojawił się nowy zawód – latarnik, a ludzie zaczęli wychodzić na wieczorne spacery. Tak zaczęło się nocne życie miast. W miarę pojawiania się nowych wynalazków źródeł światła, było ono coraz mocniejsze i oświetlało coraz większe przestrzenie. Kolejną rewolucję świetlną wywołała żarówka. Na przełomie lat 20. i 30. właściciele sklepów zaczęli reklamować swoje towary oświetlając wystawy sklepowe, coraz bardziej wymyślne i bogate stawało się  oświetlenie budynków publicznych.  Pierwsza kolorowa iluminacja pojawiła się na początku XX w. w Paryżu, na wieży Eiffla. Przestrzeń publiczna miast stawała się nocą coraz jaśniejsza i coraz atrakcyjniejsza, czasami piękniejsza niż za dnia. 

Światło czyni miasto bezpieczniejszym i je ożywia

Do świateł na ulicach, na wystawach i  w bramach doszły światła samochodów, autobusów i tramwajów. Barwa i ruch światła przestrzega przed niebezpieczeństwem. Okazuje się, że światło staje się też ważnym czynnikiem rewitalizacji zaniedbanych dzielnic czy terenów poprzemysłowych, zwiększając bezpieczeństwo, poprawiając estetykę przestrzeni,  tworząc przyjazny klimat, ożywiając  życie społeczne, które może toczyć się wieczorem.

Sztuka malowania światłem

Dzisiaj dysponujemy technologią, która daje ogromne możliwości różnorodnego zastosowania światła. Po światło sięgnęli gospodarze miast i architekci, chcąc przyciągnąć ludzi  do centrów miast, aby przeciwdziałać  zjawisku kryzysu przestrzeni publicznych. Światło staje się też produktem turystycznym- miasta konkurują ze sobą atrakcyjnością nocnego krajobrazu, który je wyróżnia i identyfikuje. W każdym mieście można zobaczyć inny nocny pejzaż: są ulice i place, gdzie przyciąga uwagę architektura kamienic i pałaców, zyskujących zupełnie odmienny wyraz dzięki tajemniczo oświetlonych wnętrzach, są takie, gdzie światło zalewa fasady domów i jest jasno jak w dzień. W oczy biją kolorowe reklamy, po ścianach niektórych budynków płyną całe kaskady świetlnych strumieni. Inspiracją w projektowaniu oświetlenia  mogą być sztuki sceniczne lub naśladowanie natury. Przestrzeń publiczną architekci światła traktują jak teatr, do oświetlenia weszła nowa jakość: inscenizacja i scenografia.  Liczy się kontekst architektoniczny, indywidualizm wyrażający się choćby w kształcie latarni. Miasta prześcigają się pomysłami: np. Meksyk oświetlił swoją przestrzeń gwiaździstymi wiązkami reflektorów lotniczych. Lyon zasłynął z festiwali światła: projekcje świetlne i elewacje mieniące się różnorodnymi, zmieniającymi się kolorami przyciągają rzesze turystów. Na I festiwalu,  trwającym 5 dni, było ich 6 milionów.  W Gdańsku powstaje ciekawy projekt oświetlenia trasy W-Z  z oryginalnym oświetleniem wiaduktów i z latarniami z motywem wyłaniającego się z wody bursztynu.

Blask neonów zamiast gwiazd

Ta feeria świateł to odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne młodych pokoleń, szukających coraz mocniejszych wrażeń. Rozregulował się też naturalny rytm życia: noc stała się porą rekreacji i życia towarzyskiego. Z zapotrzebowaniem na coraz nowe wrażenia koresponduje nietrwałość światła i urządzeń świetlnych, które szybko się zużywają powodując konieczność zastąpienia ich nowymi, co jest okazją do wprowadzania coraz bardziej ekscentrycznych pomysłów.

Kryje się tu niebagatelne niebezpieczeństwo: nadmiar światła, szczególnie gdy jest zbliżone do dziennego, a także brak nocnego odpoczynku to zagrożenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego. W przeszłości zauważyli to mieszkańcy Petersburga. W końcu XIX w. wprowadzono tam silne światło łukowe – na ulicach było jasno jak w dzień.  Po pewnym czasie mieszkańcy zaprotestowali twierdząc, że jest to zbyt męczące.  W naszych czasach pojawił się termin „zanieczyszczenie światłem”.   Spoza blasku latarni i reklam często nie widać gwiazd. Kiedy trzęsienie ziemi w 1994 r. w Los Angeles spowodowało awarię prądu, mieszkańcy dzwonili pod numery alarmowe, pytając z niepokojem, co to za dziwna, srebrzysta chmura na niebie. Po raz pierwszy zobaczyli Drogę Mleczną. Efekt zanieczyszczenia światłem potęgowany jest przez kurz i pył, jakie unoszą się nad miastami, od których odbija się światło tworząc „sufit świetlny”, całkowicie zasłaniający niebo. W proteście przeciwko temu nadmiarowi światła powstało Międzynarodowe  Stowarzyszenie Ciemne Niebo, którego celem jest „zachowanie i ochrona nocnych ciemności  i naszego dziedzictwa, jakim jest ciemne niebo” . Stowarzyszenie ostrzega, że zbyt długie przebywanie w sztucznym świetle może wywoływać bezsenność, depresję i szereg innych chorób. Walczy o to, żeby w nocy gasić chociaż część świateł, np. w biurowcach i na bilbordach.

Dwie fascynacje i jeden zawód

W Polsce  piękne oświetlenie, iluminacje i  gry kolorowych świateł są miłą odmianą dla większości mieszkańców miast, po kilkudziesięciu latach życia w szarej, ciemnej rzeczywistości komuny i zawód architekta światła pewnie rozpowszechni się w naszym kraju.

Na razie dr Justyna Martyniuk – Pęczek jest jednym z prekursorów tego kierunku. Zapytaliśmy, skąd wzięło się to zainteresowanie. Okazało się, że  jej ojciec jest właścicielem firmy produkującej urządzenia oświetleniowe. Miał nadzieję, że córka przejmie firmę, ale ona wybrała architekturę. Niespodziewanie okazało się, że te dwa zawody można połączyć. Pani architekt  skończyła dodatkowo studia z techniki świetlnej i dziś  współpracuje z firmą ojca opracowując projekty oświetleniowe. 

Szuka najlepszych wzorów za granicą, zbierając  też doświadczenia w eksperymentowaniu ze światłem, co  może uchronić nas od popełnionych wcześniej błędów. Architektura światła opiera się na coraz większej wiedzy, łącząc piękno z techniką i biorąc pod uwagę oddziaływanie światła na żywe istoty.

Pięknie jest przejść się wieczorem po bajkowo oświetlonym mieście, ale warto też nocą zgasić trochę świateł, żeby zobaczyć rozgwieżdżone niebo.

  Teresa Bocheńska Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 7918

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.