Mąż mnie bije, bo go denerwuję

Mąż mnie bije, bo go denerwuję

Agnieszka jest atrakcyjną, zadbaną trzydziestokilkulatką. Ma 9–letniego syna, niezłą pracę, własne mieszkanie, dobrze zarabiającego męża. Koleżanki znają ją jako pracowitą, odpowiedzialną, zawsze chętną do pomocy dziewczynę, na którą można liczyć, zwykle zabieganą, dbającą o dom, rodzinę. Nikt jednak nie wie jednak o tym, że Agnieszka ma drugie życie.

Życie, w którym jest bita i poniżana przez męża, życia, w którym panuje strach, niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa. Życia, w którym zmuszona jest często do ukrywania się w mieszkaniu i brania urlopu, do czasu, gdy nie znikną ślady siniaków na twarzy po kolejnym przypadku agresji męża.

Agnieszka zgłosiła się do psychologa ze strachu. Dotyczył on nie tego, że jej dom przypomina pole minowe, na którym każdy następny krok grozi wybuchem. Jej strach wiązał się z faktem… że po raz pierwszy od ponad 10 lat była zmuszona do ujawnienia swojego sekretu.
„Pech chciał”, że w trakcie awantury w domu sąsiedzi wezwali policję, która zabrała agresywnego męża Agnieszki na komendę Policji, ją samą zaś zawiozła do pogotowia. Po raz pierwszy miała miejsce sytuacja, że o problemach rodzinnych, tak skrzętnie dotychczas skrywanych,dowiedział się ktoś inny. Nie było możliwości dłużej ukrywać faktu, że w rodzinie dzieje się źle.

Agnieszka w trakcie rozmowy z psychologiem przyznaje, że takich sytuacji w jej małżeństwie jest o wiele więcej. Została uderzona przez męża w twarz już w dniu ślubu – ale „słusznie”, jak sama mówi, gdyż mąż był zazdrosny, bo wydawało mu się, że świeżo poślubiona żona zbyt często tańczy z zaproszonym na ślub kolegą. Od tego czasu sytuacje przemocy powtarzały się co kilka dni, szczególnie wówczas, gdy mąż Agnieszki wracał do domu po wypiciu kilku piw. Na porządku dziennym były wyzwiska, patologiczna zazdrość, która usprawiedliwiała kolejne akty agresji, podejrzenia, a końcu przemoc fizyczna. Agnieszka nigdy nie mówiła o tym nikomu, Jak sama twierdzi, to wstyd, a w ogóle to wszystko jest jej winą. Może gdyby byłą lepszą żoną, matką gospodynią, mąż nie denerwowałby się aż tak bardzo….

Dlaczego Agnieszka trafiła do gabinetu specjalisty? Sama nie bardzo wie, dlaczego – po prostu skierował ją tu policjant, interweniujący w czasie awantury. Chciałaby jednak jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie, uważa, że „takie rzeczy się zdarzają”, „to normalne”, a mąż jest po prostu przepracowany, zestresowany i zmęczony. Zresztą, teść też od zawsze bił żonę, a mąż miał po prostu „trudne dzieciństwo”.

Pytana o własne życie, marzenia, plany, Agnieszka długo milczy. Okazuje się, że nie daje sobie żadnego prawa do tego, by w ogóle myśleć o sobie. I ma rację – niemożliwe jest pomyślenie o sobie, gdy w centrum jej świata znajduje się mąż i myślenie o tym, w jakim humorze wróci dziś z pracy, czy w ogóle wróci i czy dziś noc będzie spokojna. Jest zdziwiona tym, że mogłaby w ogóle myśleć o sobie, nie o innych…. Zresztą, od lat słyszy, że jest nic niewarta, do niczego się nie nadaje, że ma w ogóle szczęście, że ktoś się z nią ożenił .Jak taki ktoś mógłby chcieć czegoś tylko dla siebie? Czy taki ktoś zasługuje na cokolwiek dobrego?

Każdego tygodnia do gabinetu psychologa zgłasza się kilka osób, których życie wygląda tak, jak życie Agnieszki. W ciągu miesiąca jest ich kilkanaście, w ciągu roku kilkadziesiąt. Kobiet, które za normę uważają to, że są bite, obrzucane wyzwiskami, poniżane.

Najczęściej jest tak, że strach przed zmianą tej sytuacji, spojrzeniem prawdzie w oczy jest większy, niż strach przed agresją. Bicie, wyzwiska – to jest już znane, mniej więcej wiadomo, jak na to reagować. Każda zmiana jest czymś nowym – niewiadomą, niepokojącą perspektywą. Zresztą, jak ktoś tak mało warty może walczyć o siebie? Po co? Czy to w ogóle możliwe?

Jeśli wychowywałaś się w rodzinie, w której ktoś nadużywał alkoholu, wszczynał awantury, brakowało poczucia bezpieczeństwa – możesz uznać taką sytuację w swoim obecnym związku za normę, możesz próbować w niej trwać. Warto jednak pamiętać, że bycie w tego typu relacji obniża Twoje poczucie własnej wartości. Z czasem możesz czuć się tak mało warta, mało znacząca i „do niczego”, że braknie Ci odwagi, by tę destrukcyjną sytuację zmienić. Możesz uważać, że zasługujesz na złe traktowanie, bo ktoś taki jak TY nie ma prawa oczekiwać niczego innego. Może zdarzyć się tak, że po latach takiego życia zapadniesz na przewlekłe choroby, mające swoje źródło w chronicznym stresie, a Ty będziesz szukać pomocy u lekarza, zamiast zmienić własną, destrukcyjną sytuację w domu. Może zdarzyć się, ze zjawisz się u psychologa, szukając pomocy dla swoich nastoletnich dzieci, które nie chcą się uczyć, kontaktują z niewłaściwym towarzystwem, biorą narkotyki lub piją alkohol.

Warto jednak wiedzieć, że musisz zacząć od zmian we własnym życiu. Najlepiej od tego, by powiedzieć sobie, że nikt nie ma prawa stosować wobec Ciebie jakiejkolwiek agresji – słownej czy fizycznej, i nikt – także własny mąż – nie ma prawa sprawiać, że czujesz się w jakikolwiek sposób zagrożona.

O przemocy w rodzinie wiele się mówi i pisze. Mam jednak wrażenie, że wciąż za mało – świadczą o tym choćby kolejne ofiary przemocy, które szukają wsparcia i rozwiązania swoich problemów. Statystyki policyjne i sądowe, to – mam wrażenie – jedynie wierzchołek góry lodowej a naprawdę problem jest wielokrotnie większy i rozbudowany.

Przybywa nam kolejnych uregulowań prawnych mówiących o postępowaniu w sytuacji przemocy w rodzinie, powstają zespoły interdyscyplinarne, mające za zadanie rozwiązywanie spraw związanych z przemocą, o problemie przemocy mówi się w komisjach sejmowych i w mediach. Uważam osobiście, że nigdy za wiele mówienia, pisania i bicia na alarm, jeśli chodzi o ten temat. I nigdy za wiele konkretnych działań, które rzeczywiście byłyby skuteczne. Dlatego o problematyce związanej z przemocą, szczególnie tą w relacjach z najbliższymi,. będziemy pisać na łamach „RzT” – o tym, co dzieje się z dziećmi, co dzieje się z samymi ofiarami i sprawcami. Dopóki codziennie w czterech ścianach setek elbląskich mieszkań problem przemocy jest aktualny i „gorący”, należy za wszelką cenę szukać rozwiązań i upowszechniać je.

Jeśli przypuszczasz, że tematyka przemocy w rodzinie może dotyczyć Ciebie lub bliskich Ci osób, proponuję na początek przeczytanie wspaniałej książki, napisanej w formie komiksu, przez kobietę, której problem przemocy dotyczył przez wiele lat – „Kochać zbyt mocno (Kapcie potwora)” Rosalind P. Penfold. Gwarantuję, że znajdziesz tam odpowiedzi nie wiele pytań, które, być może od lat sobie zadajesz. Szukaj wsparcia. Zacznij działać.

Fot.freeimages.com

  Ewa Malanowska Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 12229

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.