Kiedy herbata zaczyna być sobą i „wstrząsająco proste” przepisy ojca Grande na zdrowe życie

Kiedy herbata zaczyna być sobą i „wstrząsająco proste” przepisy ojca Grande na zdrowe życie

„Kto żyje nieuważnie, ginie przed czasem, lecz gdybyśmy uważali co jemy, moglibyśmy żyć 120 lat bez znajomości słowa lekarz. ” Ojciec Jan Grande

Dziewięć lat temu, gdy pierwszy raz przeczytałam niewielkich rozmiarów książeczkę zatytułowaną „Ojca Grande przepisy na zdrowe życie” byłam  zauroczona. Nie omieszkałam, po uzyskaniu zgody Marzeny i Tadeusza Woźniaków, autorów tej publikacji, podzielić się nową  zdobyczą z czytelnikami „Razem Tobą”, chociaż z konieczności fragmentarycznie. Dodam, że drugą część porad Ojca Grande także kupiłam i obie książeczki należą do moich ulubionych lektur do dzisiaj. Co w nich jest takiego fascynującego?

Podstawą filozofii życiowej i żywieniowej ojca Grande jest zdrowy rozsądek, prostota i zaufanie do geniuszu Stwórcy. Zakonnik w swoich radach dotyczących kuchni i codziennego życia odwołuje się do znanej i najbliższej nam tradycji – chrześcijańskiej, europejskiej i rodzimej polskiej. Czy może w tym być coś niezwykłego?  Ha! Otóż najprostsze prawdy są często najtrudniejsze do przyjęcia i stosowania, a modne nowinki czasami na całe lata wypierają ze zbiorowej świadomości rzeczy oczywiste i trzeba je za jakiś czas na nowo „odkrywać”.

Rzeczowość jednak nie czyni jeszcze żadnej książki bestsellerem, jakim niewątpliwie są „Ojca Grande przepisy…”. Do sukcesu niewątpliwie przyczyniła się dyskretna, nie pozbawiona humoru narracja autorów obu tomików, ale przede wszystkim charyzma mnicha-zielarza, człowieka o nieco cholerycznym temperamencie, posługującego się chwilami dość dosadnym językiem, pewnego swoich poglądów, w które wierzy i którymi pragnie się dzielić. Opiera się na własnym doświadczeniu medyka, zdobytym w kontakcie z setkami i tysiącami chorych a także na wiedzy i 500-letniej tradycji bonifratrów pełniących swoją misję w różnych zakątkach globu.  

Ale to także jeszcze nie wszystko. Co sprawia, że w miarę czytania, po gonitwie i stresach dnia, chaos odpływa i wszystko zaczyna wracać na swoje miejsce? Puszcza presja bycia cool i na topie, a wręcz gotowi jesteśmy uznać to co jeszcze po południu tak nam imponowało, za zwykłą głupawkę ( trochę zażenowani usprawiedliwiamy się sami przed sobą, że może się przecież każdemu przydarzyć).

Więc o co tu chodzi? Może o proste, życiowe prawdy i takież przepisy kulinarne, obraz rodziny skupionej w kręgu przyjaznego światła przy stole i matki troszczącej się o „zdrowie na talerzu”? Czy o pochwałę zwykłego życia, nieudziwnianego przez zmieniająca się modę i zachętę do refleksji, że jeśli chodzi o kuchnię, to nie tyle trzeba się troszczyć o dogadzanie sobie, co o odżywianie organizmu. „Kto żyje nieuważnie, ginie przed czasem”, ostrzega ojciec Jan. Twierdzi przy tym, że gdybyśmy zastanawiali się co jemy, moglibyśmy żyć 120 lat bez znajomości słowa lekarz. – Mocne… „Stary mnich”, jak sam siebie nazywa zakonnik, także bez owijania w bawełnę mówi o biedzie i ciężkich ekonomicznie i psychicznie czasach. Jego opinie potwierdzają niestety badania i raporty, które wykazują, że blisko 2 miliony najmłodszych Polaków żyje w biedzie a nasz kraj jest na ostatnim miejscu w krajach Unii pod względem wydatków na dzieci. Dlatego przepisy Ojca Grande nie są wyszukane lecz apetyczne i pożywne.

Jak wspomniałam, lubię wracać do tej lektury, co jakiś czas wyciągam ją z kartonu i trzymam obok poduszki. Ale napisać o niej ponownie postanowiłam, gdy uświadomiłam sobie, że niektórych przepisów dotąd nie wypróbowałam, a słodyczami nadal się zajadam wbrew ostrzeżeniom ojca Jana. Z drugiej strony doszłam do wniosku, że jednak sporo sobie przyswoiłam z jego mądrości nawet o tym specjalnie nie myśląc. Rozgrzeszyłam się np. ze smalczyku ze skraweczkami i bez poczucia winy jem tyle jajek, na ile mam ochotę. Za to zawsze staram się, aby nie zabrakło do tego cebuli, czosnku i chrzanu lub kiszonego ogórka. W sklepie staram się pamiętać, że trzeba kupić ryby. Margaryny nigdy nie używałam więc nie musiałam jej wyrzucać przez okno zgodnie z sugestią ojca Grande. Mimo, że nie zrezygnowałam ze słodyczy to nie popijam już jajecznicy słodką herbatką.

„PRAWDZIWA HERBATA”

Dzisiaj chciałam właśnie napisać o herbacie parzonej według przepisu ojca Jana – bo ten właśnie przepis osobiście wypróbowałam i jestem przekonana o jej zdrowotności – przyrządzanej na sposób azjatycki.  Herbata to dla nas przede wszystkim napój orzeźwiający – źródło kofeiny (teiny). Ale mało kto wie, że chociaż jej zawartość w suszu jest większa niż w przypadku ziaren kawy, to w gotowym napoju jest jej znacznie mniej z powodu mało intensywnego parzenia.

O. Jan Grande, który dzieciństwo spędził na Syberii, na pograniczu stepów Kirgizji przekonuje, że „prawdziwa” herbata powinna być bardzo mocna, jednak musi być zagotowana.  Wystarczy 2 minuty gotowania, do tego jeszcze pól godziny naciągania, aby herbata „była sobą”. Wtedy dopiero bowiem wyparzają się garbniki, witaminy B1 i B6, teina, puryna i rutyna. Garbniki działają odkażająco i zastępują Azjatom jodynę – ranę zalewa się esencją i zakłada opatrunek z płatkami herbacianymi. Ojciec Jan poleca także esencję herbacianą do przemywania ran i leczenia odleżyn, gdyż jest dwukrotnie skuteczniejsza niż np. kora dębu. A także do płukanek i podmywań w przypadku kobiecych problemów ze śluzówką. A esencję najlepiej przechowywać dzbanuszku ze srebra, które nie dają szans bakteriom.

Zakonnik przekonuje, iż dobrze zaparzona herbata, daje energię, chroni przed otyłością i chorobami krążenia, serca i mózgu a także zapaleniem śluzówki na tle wirusowym i nawet przed grypą.

Ja w całym tym dobrodziejstwie zwróciłam uwagę na rutynę. Właśnie akurat miałam problemy z wylewami wewnątrz gałek ocznych. Na oddziale leżałam raz, drugi i trzeci, wylewy się wchłonęły lepiej lub gorzej i po paru dniach wychodziłam do domu, nie widząc dlaczego tak się dzieje i czy wylew się nie powtórzy. Wtedy dowiedziałam się z książki Woźniaków, że w procesie gotowania i wyparzania, uwalnia się z herbaty rutyna, która uelastycznia naczynia krwionośne, ma właściwości uszczelniające naczynia i przeciwwysiękowe. Ma jeszcze inne zalety, ale tyle mi wystarczyło. Pomyślałam, że skoro i tak codziennie piję herbatę, to czemu nie spróbować tej „prawdziwej i zdrowotnej”? Aha, jeszcze co do zaleceń Ojca Jana, to zalecał cytrynę raczej jeść oddzielnie, nie dodawać do herbaty, jeśli w napoju pływają listki. Dlaczego tak, proszę sobie ewentualnie doczytać.

Ale wróćmy do rutyny i wylewów. Rutynę można kupić w aptece, jest chociażby w takich popularnych preparatach, jak Rutinoscorbin czy Rutinacea, ale ja jakoś miałam większe przekonanie do „żywej”, świeżo wyparzonej (z listków a nie z granulatu).

Wylewy już się nie powtórzyły a żadnej innej kuracji nie prowadziłam. Dlatego polecam herbatę „po syberyjsku” i książeczkę z „wstrząsająco prostymi”, jak mówią jej autorzy, przepisami na zdrowe życie.

  
Grafika: http://www.ceylontea.com.pl/img/milosnicy-herbaty.jpg

  Elżbieta Szczesiul-Cieślak Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 7439

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.