Jestem niewidomy. Wywiad z Marianem Piwnikiewiczem

Jestem niewidomy.  Wywiad z  Marianem Piwnikiewiczem

Pan Marian jest moim sąsiadem. Ze względu na wzrok jest inwalidą I grupy. Obecnie, po wypadku, któremu uległ 10 lat temu, jest całkowicie niewidomy. Ma miłą żonę i dwójkę udanych dzieci – 16-letniego syna i dorosłą córkę. Domem zajmuje się pani Danusia również z problemami wzrokowymi. W miarę jak pogłębiała się jej wada wzroku, musiała szukać u  córki wsparcia przy wykonywaniu różnych domowych obowiązków, na przykład przy obieraniu ziemniaków, gdyż sama nie widzi „oczek”. Obecnie dzieci, zarówno córka, jak syn, odciążają rodziców przy robieniu opłat, zakupów, pomagają w podróżach.

Panie Marianie, od wielu lat pracuje pan w Elbląskiej Spółdzielni Niewidomych, „ELSIN”, czym się pan tam zajmuje?

Obsługuję centralkę telefoniczną. Jeżeli ktoś prosi o połączenie, to łączę telefony z miastem i odwrotnie – dzwoniących do zakładu przełączam do właściwej osoby. Jak podejmowałem pracę przy telefonie, to miałem centralę na kabelki, ale jeszcze wtedy trochę widziałem, to czytałem i rozróżniałem kolory. A teraz jest centrala elektroniczna. To jest proste, posługuję się tylko telefonem.  
Ilu ludzi pracuje w Elbląskiej Spółdzielni Niewidomych ?
Myślę, że ponad sto osób.

Czym zajmują się pana koledzy i koleżanki w ELSINIE?

Niewidomi zajmują się naciągiem szczotek. Włosie jest naciągane na oprawki, potem idzie do wykończalni, gdzie jest wyrównywane, przycinane i nakładane są nakładki. Wyrabiamy różne rodzaje szczotek i pędzle malarskie.

Czy inwalidzi pierwszej grupy mają prawo do przejścia na wcześniejszą emeryturę?

Nic o tym nie wiem, myślę, że tylko pracujący w warunkach szkodliwych dla zdrowia. Mnie, jeżeli zechcę pracować, obowiązuje praca do 65 roku życia. Wiadomo,  renty nawet dla pierwszej grupy nie są zbyt wysokie, poza tym lubię swoją pracę. Oprócz tego, że pracuję, udzielam się społecznie w „Solidarności”. Jeżeli Bóg da zdrowie, to będę pracował do 65 roku życia.

A co dobrego udało się związkowcom zrobić dla pracowników zakładu?

Do „Solidarności” należę od 1980 roku, od początku jak została założona w zakładzie, kiedy byłem zwykłym członkiem. Obecnie jestem  w Prezydium Komisji Zakładowej i w Krajowej Sekcji Osób Niewidomych, w Komisji Rewizyjnej. Jeżeli chodzi o sam zakład, to zajmujemy się obroną zagrożonych pracowników ELSINU, obroną miejsc pracy. Natomiast w Krajowej Sekcji Osób Niewidomych śledzimy projekty ustaw dotyczących inwalidów.

Jak spędza pan czas wolny?

Wolny czas najchętniej spędzam z rodziną. Z żoną Danusią słuchamy radia, często włączamy telewizor. Jak dzieci były młodsze pomagałem przy odrobieniu lekcji, teraz również staram się dopilnować, żeby syn lekcje odrabiał. Poza tym przyjmujemy wizyty sąsiedzkie. Czasem idę na spacer lub po zakupy. Gdy jeszcze widziałem, chętnie rozwiązywałem krzyżówki, przy pomocy lupy również czytałem. Niestety wypadek zabrał mi takie możliwości. Teraz nie czytam; nie uczyłem się pisma Braille’a w dzieciństwie. Żona, która ukończyła szkołę dla niewidomych odczytuje proste teksty.
Obecnie powieści słuchamy przez radio, a mamy ulubione wieloodcinkowe.

A jak układają się państwa stosunki z sąsiadami?

Muszę powiedzieć, że dobrze, czasem korzystamy z pomocy sąsiedzkiej. Czego nie lubimy? – Jak ktoś jest niegrzeczny, albo jak się za bardzo lituje. Na co dzień nie myśli się o inwalidztwie. Po prostu się wypełnia obowiązki, ma różne radości i smutki, czasem spore osiągnięcia,  jak to w życiu.

Nieraz widziałam pana z akordeonem. Skąd się wzięło to hobby?

Grać na akordeonie nauczyłem się uczęszczając na zajęcia „Ogniska Muzycznego” w Sztumie, później kilku lekcji udzielił mi kolega, który był organistą w miejscowym kościele.  Odtąd jest to dla mnie duża przyjemność, chociaż sprzęt ciężki. Mój akordeon waży około 11 kilogramów. Chętnie wymieniłbym go na lżejszy i nowocześniejszy. Niegdyś miałem swoje zespoły. Grałem na weselach, przyjęciach, zabawach. Teraz również grywam na ogniskach, na Wigiliach, u znajomych. Jest to miła forma spędzenia czasu wolnego, szczególnie jeżeli w miłym towarzystwie. Lubię pograć, pośpiewać, potańczyć. Moja żona również  i ma bardzo ładny głos.

Co może pan, jako osoba niepełnosprawna, powiedzieć o jakości naszych elbląskich dróg?

Mam kilka krytycznych uwag krawężniów przy przejściu przez ulicę. Są robione albo bardzo wysokie krawężniki, nieprzystosowane dla wózków, albo w ogóle ich nie ma, co jest pułapką na niewidomych. Potrzebne są natomiast niezbyt wysokie, takie, żeby nie stanowiły bariery dla wózków ale dość „wyraźne” aby niewidomy mógł wyczuć zakończenie chodnika. Inaczej może wejść prosto pod rozpędzony samochód. Zejście z chodnika, niewyczuwalne dla  niewidomych, jest na przykład przy przejściu z ulicy Pułkownika Dąbka przez ulicę Piłsudskiego, na wysokości Stacji Benzynowej.

Czego w takim razie panu życzyć?

Myślę, że przede wszystkim zdrowia, wtedy obowiązki będą lekkie. I dostosowanych chodników, ponieważ lubię spacery, a i do pracy dojeżdżam autobusem i muszę codziennie  przynajmniej jedno przejście samodzielnie pokonać.

Dziękuję  za rozmowę.


  HL Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 4162

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.