I nastał 2019 rok

I nastał 2019 rok

Koniec roku to czas podsumowań i planów. Wiele decyzji podejmujemy z terminem realizacji od 1 stycznia z pełną wiarą, że tym razem się uda. Życzenia noworoczne mają jakąś szczególną moc, to też czas, kiedy horoskopy prześcigają się w prognozach (z drżeniem serca sprawdzamy przy okazji czy sprawdziły się te zeszłoroczne) i mamy przy tym poczucie, że cokolwiek się działo złego, jakkolwiek los sobie z nas czasem zadrwił i rzucił parę kłód w ostatnim roku – teraz będzie lepiej.

Z powieszeniem nowego kalendarza na ścianie następuje swoisty reset dotychczasowych niepowodzeń – jeżeli takie oczywiście były. Myślę sobie, że to bardzo fajna sprawa. Że jest nam to wszystkim bardzo potrzebne. Bo przecież bardzo przyjemnie jest planować z przekonaniem, że jest duża szansa na powodzenie. A to przekonanie daje nam właśnie Nowy Rok.

Jest jednak druga strona medalu. Presja, że jakieś plany mieć wtedy trzeba. Że należy wiedzieć jak minął rok, bo im bliżej końca, tym częściej takie pytania nam wszyscy dookoła zadają. Tymczasem dwanaście miesięcy to sporo czasu, żeby wszystko spamiętać i do tego prawidłowo ustawić widełki czasowe – „czekaj… to było w tym czy w zeszłym roku? Oj, bo ten czas szybko leci!…”. I my też, z jednej strony kierowani determinacją zmiany kalendarza, z drugiej nadzieją na owocne spełnienie postawionych sobie z końcem grudnia obietnic (przecież noworoczne!), takie podsumowanie z planowaniem próbujemy poczynić.

Stosunkowo łatwo o plany – Julka jest w ich centrum i wszystko sprowadza się do tego, by o jej potrzeby zadbać przede wszystkim. Może uważniej niż do tej pory, rośnie nam w końcu nastolatka, może inaczej, ale zawsze tak, aby uśmiech na jej twarzy był cały czas obecny.

My jednak przy okazji staramy się zadbać o to, by nie zapominać o swoich potrzebach. W końcu mówi się, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko i tego się trzymany od wielu lat – działa.

Niby prosta sprawa, ale nie zawsze wychodzi. Nie zawsze daje się zachować tę subtelną równowagę, bo mamy w sobie coś z ascetów. Ale warto próbować.

Podsumowania?

To był przyjemny rok. Dużo podróżowaliśmy, Jula zobaczyła sporo nowych miejsc. My mamy satysfakcję podwójną – okazuje się, że możemy wszędzie jechać razem i to nas bardzo cieszy.

Do tego przeżyliśmy rok w zdrowiu, pogodnie i spokojnie. To dziś chyba najważniejsze substancje.

Tego Wam więc życzymy. Spokoju, zdrowia i codziennego szczęścia. Ale żeby nie było za spokojnie, bo rozwijać się trzeba – niech ten rok przyniesie nowe wyzwania, nadzieję na ich realizację.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.