I minął rok…

I minął rok…

Przewodniczenie elbląskim klubem Rotary to dla mnie wielki zaszczyt i wyzwanie. Roczna kadencja nie zmieniła jednak stopnia zaangażowania w działanie samej organizacji. Jest nas szesnaście fajnych kobitek i wszystkie angażujemy się w aktywność klubu niezależnie od pełnionej w nim funkcji. Zabrzmiało oficjalnie, ale to tak naprawdę sama przyjemność.

Trafiłam do tego grona w okresie, w którym Julia zajmowała cały mój wolny czas – opieka, różnego rodzaju zajęcia, wyjazdy na turnusy – cały mój świat, 24/7. Naprawdę nie jest łatwo wprowadzić wtedy zmiany i wjechać z butami w tę ułożoną codzienność. Jula miała już jednak dziesięć lat i rytm codziennych zajęć i opieki był już wypracowany, a organizacja dnia nie stanowiła już takiego wyzwania, jak jeszcze kilka lat wcześniej, co w rezultacie dawało więcej czasu. Czasu, który prosił się o wypełnienie czymś pożytecznym. Moment idealny na to, by spotkać na swojej drodze kilkanaście zmotywowanych i pełnych energii dziewczyn. Dołączyć do nich? Pomyślałam – czemu nie?! Fajnie być zauważonym i docenionym jako osoba, która może być jedną z nich.

Choć o istnieniu samej organizacji (choć na świecie jest od 100 lat), przyznam, nie miałam wtedy zielonego pojęcia. Zachęciła mnie sama idea, bo będąc częścią środowiska osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów doskonale wiem, że potrzeby wsparcia są bardzo duże. Z czasem okazało się, że nawet większe niż się spodziewałam. Dlatego cieszę się, że mogę choć trochę wyjść im naprzeciw.

Jednak Rotary to nie tylko działalność charytatywna, dla mnie to przede wszystkim inspirujący ludzie, przyjaźnie i cudownie spędzany czas. Działa jak terapia, a to bezcenne.

Jak więc wyglądała prezydentura z perspektywy rodzica (mojej konkretnie osoby…)? Niespodziewanym bonusem członkostwa okazała się możliwość włączenia w działania klubu Julci. Na początku zabierałam ją na spotkania, z czasem zaczęła brać udział w naszych akcjach, by teraz już coraz częściej uczestniczyć w naszych aktywnościach. Nie od początku tak było. Musiałam do tego dojrzeć, bo wiadomo – matka nadopiekuńcza i tu za głośno, tam za późno, a w ogóle to za dużo ludzi… A przecież liczy się radość niesienia pomocy. Bez przyjemności ze wspólnego podejmowania działań takie organizacje jak nasza nie mają szans przetrwać. A dziewczyny mam przecudowne. Współpraca z nimi to poezja, bo że przyjemność, to za mało powiedziane. Kocham je po prostu. Zmieniłam nastawienie i konsekwentnie zachęcana wyszłam z bańki ochrony Juli. Opłaciło się.

Bo nie może więc zabraknąć naszych pociech podczas działań klubu. Julka stała się ich częścią. I choć początkowo trochę z konieczności (kiedy Damian był w pracy, miałam opcję: albo nie iść na spotkanie, albo iść z Julcią), z czasem zaczęłam zabierać Julę na spotkania niezależnie od tego czy mogła mieć opiekę czy nie. Bardzo jej się podoba. Wszystkie ciocie zna i uwielbia. Z wzajemnością.

Zaczęła też uczestniczyć w naszych akcjach. To właśnie przewodnictwo klubowi szybko zweryfikowało moje podejście, bo jeżeli wcześniej mogłam się zaangażować opcjonalnie, w zależności od tego czy miałam czas i możliwość – będąc prezydentem klubu musiałam być zawsze i wszędzie, gdzie się coś działo i planowało. Jula więc siłą rzeczy często mi towarzyszyła i szybko okazało się, że wspaniale się adaptuje do każdej sytuacji. A to cenne doświadczenie. Dla niej i dla mnie.

Trochę się obawiałam, przyznam, przewodniczenie klubem jawiło się jako czas wypełniony większą ilością obowiązków, większą odpowiedzialnością i taką zwykłą papierologią. To klub od strony, którą do tej pory nie musiałam się zajmować. Byłam przygotowana na wszystko. I rok temu ostatni raz o tym myślałam. Bo nic takiego się nie wydarzyło… Albo może się wydarzyło, a ja jakoś nie zauważyłam… Umknęło mi pewnie w otoczeniu dziewczyn, planowaniu działań oraz pomaganiu osobom i organizacjom, zwracającym się do nas o wsparcie. Tak czy tak, to był naprawdę fajny rok. Obecny zapowiada się równie fajnie, a kolejna nasza prezydent jest pełna motywacji i nowych pomysłów.

A ja (i reszta nas oczywiście też) jestem do dyspozycji.

Jak zawsze.

Fot. Damian Nowacki

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.