Gdzie jesteś tato?

Gdzie jesteś tato?

Gazeta Wyborcza: „Ukochana matka Polka, ojciec nieobecny. Proponujemy narodową terapię „Powrót taty”.  Tylko 3 proc. dorosłych Polaków zwraca się do ojca po pomoc, gdy ma ważny życiowy problem. Dlaczego? Skąd ten kryzys ojcostwa? Zaczynamy rzecz poważną i delikatną – rozmowę o nieobecności ojca, jego zanikaniu w życiu rodzinnym, braku więzi z własnymi dziećmi. Czekamy na Wasze listy, świadectwa, opowieści.”

Gdzie jesteś tato?

23 czerwca ustanowiono w Polsce Dniem Ojca już w 1965 roku. Tyle, że ja pierwszy raz o tym słyszę. Dotąd myślałam, że to importowane, młode święto, jak na przykład Walentynki. Zgadza się jedynie, że święto przyszło do nas z Ameryki. Ciekawe natomiast, że to nie pomysł komercyjny, ani też wyrosły z jakiejś idei społecznej, lecz zainicjowany przez kochającą i wdzięczną córkę. Co takiego zrobił William Smart, że zasłużył na święto i pamięć na całym świecie? Otóż po śmierci żony, wychował wspomnianą wyżej małą Dodd i jej pięcioro rodzeństwa.

Nie chcę rozważać heroiczności życia tego z pewnością dobrego i porządnego człowieka, bo takich żeńskich bohaterek jest nieprzeliczona rzesza, a zasługują one w oczach ludzkich co najwyżej na litość. Skąd taka rozbieżność? Ano niech każdy sam we własnym sercu i sumieniu postara się odpowiedzieć. Nie przypadkowo napisałam „niech się postara”, a nie „niech odpowie”, gdyż zdaję sobie sprawę, jak dalece to trudne zadanie.

Czytam na stronie Gazety Wyborczej powrot.taty@gazeta.pl wyznania ludzi płci obojga, w różnym wieku, którzy w liście do ojca piszą o tym, czego nigdy mu nie powiedzieli, i prawdopodobnie lub na pewno już nie powiedzą. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich listów, ale widzę, że to przede wszystkim literatura rozliczeniowa. Chociaż nie brak też słów serdecznej i wiernej miłości i wdzięczności.

Nie wiem, które z listów uznać za bardziej wstrząsające – czy te o ojcach katach i sadystach, czy te, w których dojrzałe dzisiaj córki i synowie wyznają, że nie kochali i nie szanowali swoich dobrych i oddanych ojców, a wyrządzonej krzywdy już nie mogą naprawić…
  
Najbardziej bolesne są chyba jednak te, w których słychać ogromną pustkę i zagubienie, i całkowite niezrozumienie do dziś faktu, że ojca w życiu ich autorów w ogóle nie było. Że ojciec nie chciał i nie czuł potrzeby interesowania się ich losem, choćby okazjonalnie.

No cóż, nie trudno zauważyć, że natura nierówno rozłożyła zadania rodzicielskie, przynajmniej w sensie biologicznym, i dziecko mocniej związała z matką. Nie bez kozery stare przysłowie porównywało: „ojciec dziecięciu – knur prosięciu…” Rodzicielką – matką  jest się ponad wszelką wątpliwość, natomiast ojcostwo jest, a przynajmniej było, nierzadko kwestią uznania. Mówię było, ponieważ współczesne prawo wymaga, aby każde dziecko miało ojca, a dzięki odkryciu DNA tożsamość ojca już jest pewna.

Odkrycie kodu i możliwość stwierdzenia pokrewieństwa stała się także impulsem zainicjowania pewnych zmian w prawie rodzinnym. Zmieni się prawdopodobnie definicja ojca i matki i zakres odpowiedzialności rodzicieli, ale będą to tylko zmiany bardzo formalne. Myślę o tym, że rodzice rzeczywiście oboje powinni odpowiadać za wychowanie dziecka, a nie tak jak dotąd, jedna strona może wykpić się jedynie niewielkim udziałem finansowym.

Obecne prawo i praktyka, ojców do niczego nie zobowiązuje na serio. Kodeks rodzinny i opiekuńczy z dnia 25 lutego 1964 r. ( ze zmianami ) stanowi, że „Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny. (…) (Rodzice) obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, każde z nich jest obowiązane i uprawnione do jej wykonywania.” Nic dodać, nic ująć – chociaż trochę to enigmatyczne – tyle tylko, że papier swoje, a życie swoje.

Zastanawiam się, jak to możliwe, że ojciec, nie ma nawet obowiązku poznać swojego dziecka. Odczuwam to jako kompletny absurd z jakiejś kopalnianej rzeczywistości. Nie do wiary, że tak się dzieje w XXI wieku!

Mogę sobie wyobrazić rozmowę przyszłych ludzi na wysokim poziomie rozwoju, studiujących historię społeczeństw. I widzę, jak dziwią się niezmiernie, że kiedyś, przy dużym stopniu zorganizowania świata i zaawansowanej technice w wielu dziedzinach, jednocześnie  część ludzi nie korzystała z pełni praw, np. kobiety czy osoby niepełnosprawne, albo mniejszości religijne, rasowe, narodowościowe.
Ale najbardziej są zaskoczeni, że ludzie, którzy już rozpoczęli penetrację kosmosu i siedząc wygodnie w fotelu potrafili komunikować się w czasie rzeczywistym z całym światem, nadal rozmnażali się instynktownie, jak zwierzęta, i wychowywali potomstwo bez żadnej wiedzy i fachowego przygotowania. Podczas, gdy do wykonywania najprostszej pracy wymagano kwalifikacji. Za najbardziej prymitywne zaś w tym wszystkim uznali, że obowiązek wychowania potomstwa spadał często tylko na jedną osobę.  

Zdaję sobie sprawę, jak obrazoburcze są ostatnie zdania, ale gotowa jestem bronić swojego stanowiska. Zapraszam także do śledzenia projektowanych zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Mam nadzieję, że rząd da społeczeństwu szansę na skonsultowanie swoich propozycji, a opinie obywateli weźmie pod uwagę.

Nie chciałabym się powtarzać, ale znowu zacytuję Stanisława Staszica: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.”  A ojciec – jest potrzebny, jest niezbędny –  i niechże wreszcie zajmie właściwe miejsce w rodzinie i społeczeństwie, czego życzę nie tylko dzieciom.

Fot. blog-6616-1139481019_thumb
www.samotnematki.pl/dlaczego-samotne-matki.html  Elżbieta Szczesiul-Cieślak Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 2492

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.