Ciuchcią przez miasto i do Suchacza

Ciuchcią przez miasto i do Suchacza

Gdyby działała, 20 maja obchodziłaby 120 urodziny. Została zbudowana z potrzeby i oddolnej inicjatywy za prywatne pieniądze, by wspierać lokalny przemysł i biznes. Choć jej powolność bywała przedmiotem żartów, mieszkańcy byli z niej dumni. Czasami złościła, gdy trzeba było czekać aż przez ulicę przetoczą się wagony. Inni korzystali z nie lada atrakcji, jaką była jazda na gapę na stopniach wagonu towarowego. Kolej Nadzalewowa – to o niej będzie najbliższy seans popularnego cyklu „Elbląg na dużym ekranie”.

– Gdy układałem przed rokiem plan seansów na ten sezon, nie przypuszczałem, że temat Kolei Nadzalewowej będzie wciąż tak aktualny – mówi Juliusz Marek, autor i animator cyklu. – Nie dziwię się, bo sam mam do niej wiele sentymentu. Gdy byłem dzieckiem jeździliśmy pociągiem na plażę do Suchacza. Moja mama pracowała krótki czas w Jagodnie, skąd wysyłano do Europy trzcinę. Czasami zabierała mnie do pracy – oczywiście pociągiem. Później już ze swoimi dziećmi jeździłem do Fromborka na niedzielne koncerty organowe. Atrakcją tych podróży były zapierające dech widoki. Natomiast jadący przez miasto pociąg wstrzymywał ruch na kilkanaście minut. To też doskonale pamiętam. Wspaniale, że są filmy, na których to uwieczniono.

Historia Kolei Nadzalewowej nie tylko jest ciekawa, ale też pełna aktualnych treści. Jej budowa była typowo lokalną inicjatywą. Nie doszłaby do skutku, gdyby nie przebojowość lokalnych liderów i wsparcie biznesu oraz samorządów. Braniewo przekazało grunty pod torowisko, a Elbląg przyznał dotację w wysokości 50 tys. marek. Przewoźnik już wtedy myślał o ekologii – podczas transportów przez miasto stosowano niedymiące paliwo, myślano też o zelektryfikowaniu tego odcinka. Ciekawe jest też to, że opracowany przed wojną regulamin stosowany był aż do końca, czyli do 1982 roku. Przez miasto pociąg jechał z prędkością 5 km/h, a przed nim biegł „pilot”, ostrzegający użytkowników ruchu gwizdkiem i czerwoną chorągiewką.

Kolej Nadzalewowa, podobnie jak Kanał Elbląski okazała się przedsięwzięciem nierentowanym. Jej skrót HUB (Haffuferbahn) czasami złośliwie tłumaczono jako biznes pod kreską (Hat Unter-Bilanz). Ze względu na kłopoty finansowe z opóźnieniem oddawano do użytku dworce, bocznice i obrotnice. Kilku inwestycji w ogóle nie zrealizowano. Po wojnie pociągi do Tolkmicka ruszyły tego samego dnia, co elbląskie tramwaje. Ale niedoinwestowana linia z czasem traciła pasażerów. Nie było też ładunków do przewożenia. W końcu w roku 2006 pociągi na nadzalewowej trasie przestały jeździć. Próby jej ożywienia, czy to przez samorząd wojewódzki, czy też przez lokalnych entuzjastów, jak dotąd nie udały się.

Na seans pt. „Ciuchcią przez miasto i do Suchacza” zapraszamy w środę, 8 maja o godz. 18:00 do Kina Światowid. Wstęp wolny.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.