Blog: Mój pierwszy milion

Pierwszy milion jednak naprawdę, niestety, trzeba ukraść. Inaczej nie da rady. Nie żeby zaraz mieć skłonności do złego, nie! Chodzi o to, że czasu może zabraknąć.

Więc ukraść. Albo wygrać w totolotka. Albo zarobić.
Ale na to szanse… jakby tu powiedzieć? Że są znikome? To aż nazbyt oczywiste. Wystarczy popatrzeć ilu jest milionerów, a ilu łapsów ledwie wiążących koniec z końcem.

Ale… łatwo powiedzieć: ukraść! Tylko komu? I jak? Ja nawet nie znam nikogo odpowiedniego. A gdybym znała, to czy pozwoliłby się okraść taki cwaniak? Z kolei oskubać na milion iluś pomniejszych bogaczy, to chyba jeszcze bardziej trzeba się nagłówkować i namęczyć. Nierealne.

Wygrać w totolotka z pewnością jest już o wiele łatwiej, ale z drugiej strony – trzeba sobie otwarcie powiedzieć –  nie każdy ma dosyć szczęścia.  

Zarobić… Jeśli masz pecha i należysz do sporej grupy najsłabiej zarabiających, to na swój pierwszy milion musisz pracować równe…. 100 lat.

Nieprawda? – Prawda, prawda. Tylko popatrz.  Przyjmując za miesięczne wynagrodzenie netto kwotę 833,3 zeta (którym obecnie wielu rodaków musi się zadowolić), tak właśnie wychodzi:

1200 miesięcy (100 lat)  x 833,3 zł = 1 000 000!

Na marginesie
Minimalne wynagrodzenie za pracę w roku 2008 wynosiło 1.126 zł ( tj. na rękę circa 800 PL )
Był to skokowy, i oceniany jako ryzykowny dla gospodarki, wzrost wynagrodzenia, które w 2007 r. wynosiło 936 zł i przez ostatnie lata rosło o kilkanaście złotych rocznie (w tempie inflacji).

Na szczęście nie wszyscy muszą pracować za tak nędzne wynagrodzenie. Niektórzy mają nawet dwa razy tyle. Ci szczęściarze mogą przez pół wieku leniuchować. Wystarczy, że popracuje taki 50 lat, żeby móc powiedzieć: zarobiłem swój pierwszy milion!

O tempora! …. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! … (to są gorzkie łzy, głębokie westchnienia, wściekłe przekleństwa i bezsilne kopanie powietrza).

Gdyż zarobić milion, a być milionerem, to niestety, niestety dwie caałkiem inne, ale to zupełnie różne rzeczy. Bo teraz będziemy liczyć. Wydatki ://

Nie wszystkie wydatki, absolutnie. Jedynie te najbardziej podstawowe, na poziomie minimum biologiczno-sanitarnego(?), bo socjalnego, to byłoby chyba za dużo powiedziane. Może kogoś zdziwi, dlaczego tak się ograniczam? To proste – z przyzwyczajenia. Cdn.

17 lutego 2009 wieczorem

Nie będę uśredniać, bo musiałabym poszperać, żeby znaleźć dane. Zresztą, co to jest średnia w tym przypadku, a raczej wypadku????? :) Biorę moje rachunki.

Opłaty mieszkaniowe. Czynszu nie płacę, bo mieszkanie wykupione, ale „media”, fundusz remontowy, inne…: 500 zł,gaz 45, prąd 120,
podatek od nieruchomości ( w skali miesiąca) 10, razem: 675, – zł. Tyle potrzebuję, aby mieszkać. W mieszkaniu, a nie pod mostem, chociaż tam pewnie jest taniej.

Aby pracować i komunikować się społecznie korzystam z Internetu i telefonu, co circa kosztuje mnie 160 zł. Bywają droższe miesiące, ale biorę minimum.

Na zakup kuchenki, lodówki i pralki (wszystko się pokończyło mniej więcej w jednym czasie), zaciągnęłam lekki kredyt; raty wynoszą tylko 150 zł miesięcznie, ale będę spłacać przez 2 lata. Pozostał już tylko kredyt za wykup mieszkania – miesięcznie 100 zł, bo to już – o radość, o wesoło! – Ostatni dziesiąty rok.

Sumuję:
675
160
150
100
Razem 1085.

A, zapomniałam! Jeszcze dojazdy do pracy 50 złotych. 1085
+ 50 = 1135 zł. Z tego prostego wyliczenia wynika, że nie mogę zarabiać polskiego minimum. A więc minimum ile potrzeba, aby przeżyć? A ile, żeby żyć?

Jedzenie. Na upartego za 15 złotych dziennie da się przeżyć. Chleb, masło, nabiał, mięso, warzywa, jakiś owoc. I słodycze. Bez słodyczy nie da rady. No i używki ma się rozumieć – dzień zaczynam od kawy. Więc 15 – bez szaleństw, ale spoko. Pod warunkiem, że dobrze gospodaruję, gotuję, robię kanapki do pracy, no i oczywiście żadnych wyskoków. Bo np. pierogi i szklaneczka piwa w pubie – na cały dzień zdecydowanie za mało – a dzienna stawka poszła! Liczymy: 15 zł x 30 dni = 450 zeta.
Teraz dodajemy:
1135 +450 = 1585 zł.

A więc mieszkam, jem (chociaż jestem na diecie). Będąc szczupłą, pozostaję, niestety, naga i bosa, zapach – naturalny :)

Na higienę osobistą oraz utrzymania w czystości mieszkania potrzeba minimum (człowiek wydaje lekką rączką nawet nie myśląc ile, no i dostaje prezenty ;)

Trudno, trzeba znowu liczyć:
kostka mydła 2 zł
pudełko proszku 10
szampan do włosów 5
balsam do ciała 15
krem do twarzy 20
krem do rąk 10
płyny do sprzątania, rękawiczki ochronne i in. akcesoria 20
dezodorant, antyperspirant 10
papier toaletowy 5 zł
razem wyszło 102 złote.

Dodajemy wynik do poprzedniej sumy:
1585 +102 = 1687

No tak, ale na razie nie mam czego prać. Nadal, niczym lady Godiva, okryta jestem płaszczem włosów jeno. (Szkoda, że tak krótko ostatnio ścięłam ;) Cdn.

Na zdjęciu: Pracownik młodociany, nieświadomy jeszcze co go czeka… Fot. ESzC  szeba Wersja archiwalna wpisu dostępna pod adresem: http://razemztoba.pl/beta/index.php?NS=srodek_new_&nrartyk= 3336

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.