Żegnaj!

Żegnaj!

Długo zastanawiałem się, co napisać na wstępie do  numeru Razem z Tobą. I kiedy już tekst był prawie „napisany” i czekał tylko na przelanie na „papier”, przyszło mi szybko zweryfikować to, co napisałem.

Przypomnę tylko, że „wstępniak” jest w „Razem z Tobą” ściśle powiązany z redaktorem naczelnym. Tak było od zawsze. Mimo że wątpiłem w swoje umiejętności publicystyczne, piszę cyklicznie i z tego co do mnie dociera, nie jest tak źle. Stąd też pozwólcie Państwo, że pozwolę sobie tym razem na daleko idącą prywatę. Wiem, że tego typu wpisy zazwyczaj piszę bliżej listopada, lecz tym razem muszę zmienić tradycję. Przychodzą przecież w życiu takie momenty, z którymi człowiek nie jest w stanie się pogodzić. I choć wydawać się mogło, że należy się tego spodziewać, to cios zadany przez los, boli niczym uderzenie młotem w tył głowy bez utraty przytomności.

Przez nieco ponad pół roku przyszło mi odprowadzić na tamten świat troje moich bliskich. Jedno z nich po długiej chorobie, drugie niemal z dnia na dzień – co było dla całej rodziny szokiem nieporównywalnym z niczym, czego doświadczamy na tym świecie. Tej drugiej osobie poświęciłem już miejsce w „Razem z Tobą”. Szczególnie, że byliśmy na początku dobrej, rodzinnej znajomości, a niespodziewanie przyszło nam się żegnać.

Teraz przyszedł czas na trzeci cios… 

Nikt normalny nie jest w stanie przejść obok czegoś podobnego obojętnie. Ktoś zapyta, po co wylewać swoją prywatę na przestrzeń publiczną? Odpowiedź jest prosta, czasami to jedyna możliwość podziękowania osobom, których już obok nas nie ma, za to co dla nas zrobili, jak w nas wierzyli, jak nas mobilizowali, jak trzymali za nas kciuki, kiedy inni wątpili w to, o czym marzyliśmy. I choć wydawać by się mogło, że wszystko co już za nami powoli odchodzi w niepamięć i będzie już tylko lepiej, to los znów wystawia nas na to, na co nikt, nigdy nie będzie gotowy.

Uśmiech na twarzy i troska o ukochanych wnuków pozostała Babci, naszej stałej Czytelniczce, odkąd tylko rozpocząłem pracę w redakcji, do ostatnich chwil. Uwielbiała jak się bawimy, śmiejemy, dyskutujemy i głośno zachowujemy. Wówczas najlepiej spała. Uwielbiała dostawać naszą gazetę, którą wielokrotnie przywoziłem jej osobiście. Czytała ją i potem często wspominała w rozmowach o tym, czego się dowiedziała. Dopytywała, komentowała. Była dumna z wnuka, i gdy tylko miał okazję, to chwaliła się tym, kogo ma w rodzinie. Duma rozpierała ją kiedy widziała, że ktoś czyta „Razem z Tobą” w poczekalni do lekarza. Często nie miała skrupułów, by powiedzieć na forum, że jej wnuk tam pisze i to on „robi” tę gazetę. Dziś pozostaje nam tylko dobrze dyskutować i śmiać się, często przez łzy. A mi dalej tworzyć „Razem z Tobą”, tak by inni byli zadowoleni z treści jakie im przekazujemy i czytali je z takim samym zaangażowaniem jak moja Babcia, kiedy jeszcze miała na to siły i zdrowie.

Dziś bawić się nikomu nie wypada, a tykający czerwony zegarek oraz czerwona kratka na kalendarzu, która zatrzymała się na kilka dni przed końcem, tego, co dla wielu wydawało się nieskończone, potrafi rozbroić nawet największego twardziela. Nastał moment, kiedy nadeszła pustka, której nikt i nic nigdy już nie wypełni. Jeden egzemplarz „Razem z Tobą” pozostał osamotniony, bez właściciela. Odkładam go jednak na bok, wierząc, że może to tylko zły sen, który zaraz się skończy, a osoba, z którą przebywało się od narodzin, za chwilę wyłoni się zza drzwi i z uśmiechem poprosi o to, by zrobić jej herbaty, a następnie rozpocznie swoją opowieść jak to było kiedyś. Nie zapomni przy tym oczywiście zapytać, co tam u ukochanych wnuków słychać…

Wiara jednak bywa zgubna i w pewnym momencie do głosu dochodzi rozum, który stawia sprawę jasno i choćbyśmy nie wiem jak się starali temu zaprzeczyć, to coraz bliżej naszej świadomości jest myśl, że nigdy już nie będzie jak dotąd. Coś co było, już nie wróci. A nam pozostaje żyć, cieszyć się tym co mamy… i godzić się z tym, co już nigdy się nie wydarzy.

Kończąc ten tekst, patrzę na swój zegar, którego już nigdy nie zobaczysz. Jest niemal druga w nocy. Obok Twoje zdjęcie zrobione rok temu. A na nim z bukietem kwiatów, uśmiechnięta dziewiędziesięcioletnia kobieta. Taką pozostaniesz w pamięci wielu. Żegnaj Babciu. Pamiętaj jednak, że choć jesteś tak daleko, to jestem Razem z Tobą.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.