Wychowanie, to nie tylko rodzice!

Wychowanie, to nie tylko rodzice!

W pewnym wieku przychodzi taki okres, że człowiekowi pozostaje tylko weryfikować swoje dotychczasowe zachowania i patrzeć na nie z perspektywy czasu. Nie mam tu oczywiście na myśli stanu „dzień po”. Któż z nas przecież za swojego dzieciństwa czy młodości nie zrobił czegoś głupiego, szalonego, czym potem można było się „wznieść na wyżyny” towarzyskie wśród „elity” szkolnej czy podwórkowej?

W dniu pisania tych słów, przeglądając informacje prasowe z różnych portali, natrafiłem na jedną, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że sporo prawdy jest w plotkach, że z pokolenia na pokolenie głupiejemy coraz bardziej. Według badań jest to ok. 7 IQ mniej na pokolenie.

Coś w tym musi być. Już dziś można napotkać się na ostrzeżenia, że prostownicy do włosów i suszarki nie wolno narażać na działanie wody (sic!). Każdy normalny chyba wie, jak obsługiwać czajnik bezprzewodowy lub że gdy na plaży wisi czerwona flaga, to nie dlatego, że ratownik ma kiepski dzień! Ja wiem, aż tak młody nie jestem – mam ponad trzy dychy na karku, ale takie rzeczy chyba wie (a przynajmniej powinno!!!) dziecko w przedszkolu. No co?! Aha… Moja młodsza koleżanka, z którą od lat współpracuję w ramach innego autorskiego projektu, sprowadziła mnie na ziemię, a wręcz i do podziemia. Okazuje się, że wśród młodych głupota to dziś przepustka do lepszego świata, do bycia kimś… Po całych godzinach spędzonych przed monitorami komputerów, gdzie albo mają przed oczyma głupie filmiki na YouTube, albo lub grają w coraz to brutalniejsze i tandetniejsze gry, dochodzą do wniosku, że mogą wszystko i są panami swojego życia…

Czyżby?! Wystarczy trochę debilnej brawury w zestawieniu z potęgą natury np. wodą i nieszczęście gotowe. Nagle okazuje się, że gry i filmiki to tylko złudzenie, podobnie jak nasze życie, które mija niczym pstryknięcie palcem po jednym nieostrożnym ruchu. Czasami nawet nie zdążymy krzyknąć, a już nas nie ma. Kolejnego życia nie ma – tutaj nie ma levelów… Tu życie jest tylko jedno. Po nim zostaje tylko rozpacz i łzy najbliższych. Codziennie niemal słyszę i widzę w doniesieniach prasowych o śmierci zarówno młodych, jak i starszych. I to śmierci nie w jakiś „wyszukany” sposób, tylko wręcz zahaczające o samobójstwa. Jeden skacze z kajaka, drugi z rodzeństwem topi się przy falochronie, kolejny wyprzedza na podwójnej ciągłej, jadąc wprost pod tira. I nieważne ile ma się lat. Zastanawiające jest skąd ta pewność, że wszystko będzie OK.

A może to tylko brawura i chęć popisania się? Długo można by dyskutować kto jest winien takiego stanu rzeczy. Oczywiście na pierwszej linii stoją rodzice. To oni powinni od najmłodszych lat wpajać swoim pociechom zasady bezpieczeństwa, nawet robiąc to lekko na wyrost. Lecz z drugiej strony mamy szkołę, w której dziecko spędza większość swojego czasu. To tam kształtuje się jego osobowość i ogląd na świat. I choćbym nie wiem jak rodzice się starali, to jeżeli nie będzie współdziałania na płaszczyźnie wychowawczej i edukacyjnej, istnieje spora szansa, że dziecko prędzej czy później sięgnie po ten „zakazany owoc” i widząc, że wszyscy z jego otoczenia tak robią i nic się nie dzieje, zacznie myśleć: „czemu ja nie miałbym spróbować?”.

Dziś w szkołach powinno się głośno i dużo mówić, gdzie jest granica dobrej zabawy. Gdzie jest linia, po przekroczeniu której możemy już nie dodać kolejnego posta w mediach społecznościowych. I w końcu, powinno się edukować już od najmłodszych lat, co zrobić, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Tymczasem wpaja się dzieciom ogrom wiedzy, często niepotrzebnej i zupełnie nieprzydatnej w codziennym życiu i współczesnych czasach. Oczywiście nie kwestionuję podstawowej wiedzy, którą powinien posiadać każdy. Ale wystarczy zapytać pierwszego lepszego nauczyciela z rzędu, by ten powtórzył to, co mówią wszyscy rodzice. Podstawa programowa jest przeładowana, a młodzi uczą się rzeczy zbędnych, z góry narzuconych, podczas gdy nie mają tak podstawowej wiedzy, jak udzielić pierwszej pomocy innemu człowiekowi czy dlaczego morze jest tak groźne, że w jednej chwili zabiera życie niczym snajper celujący w ofiarę.

Wychowanie nigdy nie należało do łatwych. Szczególnie w dzisiejszych czasach jest ono jeszcze trudniejsze. Stąd trzeba mieć świadomość, że za wiele nieszczęść współodpowiedzialna w dużej mierze jest szkoła jako instytucja. To tam dziecko powinno usłyszeć, że to przed czym ostrzegają rodzice nie jest tylko ich przewrażliwieniem i nadopiekuńczością, a realnym zagrożeniem. I z pewnością nie będzie porażką edukacji, gdy ktoś nie będzie znał wszystkich królów Polski, a będzie potrafił bez zastanowienia udzielić pierwszej pomocy potrzebującym. Nie będzie nic złego w tym, że ktoś nie pamięta jakiegoś wzoru matematycznego czy chemicznego, ale ma umiejętność świadomej oceny zagrożenia i nie będzie się bał zareagować, nawet narażając się na śmiech i drwiny współtowarzyszy.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.