Bez cięć: Kto cię szybciej zabije?

Bez cięć: Kto cię szybciej zabije?

„Nie zabije cię rak, zrobi to NFZ”. Stwierdzenie co najmniej odważne co i kontrowersyjne. Nie jest ono jednak moim wymysłem, a wypowiadane jest coraz częściej przez chorych.

Trudno się dziwić, skoro coraz częściej chorzy, którzy w normalnych warunkach powinni zbierać siły na walkę o zdrowie, marnują je na walkę z urzędnikami i stres z tym związany. Współczesna medycyna pozwala już niejednokrotnie wychodzić cało z sytuacji niejednokrotnie beznadziejnych. Oczywiście są sytuacje, kiedy nawet najnowocześniejsze zdobycze nauki nie są w stanie pomóc choremu, lecz w przypadku, kiedy udaje się przykładowo znaleźć dawcę do przeszczepu i tym samym pojawia się nadzieja na „nowe życie”, a chwilę potem dowiadujemy się, ile tak naprawdę to nowe życie będzie nas kosztować, to pojawiają się pytania: „Czy warto? Czy podołam? Skąd na to wszystko brać pieniąsze? Gdzie są moje składki?”. Wątpliwości są naturalnym odruchem każdego człowieka w sytuacji stresowej. Lecz gdy chodzi o zdrowie, a nawet o życie, takich wątpliwości nie powinno być w ogóle. Skąd się więc biorą? Otóż nic dziwnego, skoro na przestrzeni pół roku, już po raz czwarty wzrastają ceny leków dla pacjentów po przeszczepach. Człowiek chory, który jeszcze nie tak dawno był jedną nogą na tamtym świecie, powoli godził się już z tym, że jego koniec jest bliski, nagle dostaje dar od losu i nadzieję, że będzie lepiej. Jak się później okazuje, to dopiero początek walki. Teraz przyjdzie walczyć m.in. o pieniądze, by ten dar, który się otrzymało w postaci organu do przeszczepu, nie okazał się „kukułczym jajem”.

Skąd takie określenie? Jedna z osób, z którą, ostatnio miałem przyjemność rozmawiać, opowiedziała mi historię pewnej dziewczyny, która w dość młodym wieku dowiedziała się, że musi mieć przeszczep. Kiedy po długiej walce o znalezienie dawcy, przyszła radosna nowina i już wszyscy się cieszyli, że ukochana wnuczka, córka i żona wróci do domu, zdrowa i rozpocznie nowe życie pojawiły się u niej duże wątpliwości. „Czy to wszystko ma sens? Czy może tak narażać najbliższych, by to jej zdrowie rządziło całym ich życiem? Czy w końcu jest to w porządku wobec męża i dziecka, by miesięcznie wydawać spore sumy na leki, a tym samym pozbawić ich środków na jakiekolwiek rozrywki i lepsze życie?”.

W pierwszej chwili moja rekcja była podobna do tych, które pojawiły się wśród rodziny chorej. Zapewne państwo czytający te słowa mają podobne odczucia. Pojawiają się niedowierzanie, szok, pukanie się w głowę, że może być coś cenniejszego niż ludzkie życie? Coś jednak może być na rzeczy… Po ciężkim tygodniu w pracy, kiedy w sobotni poranek leżąc na łóżku przeglądałem depesze agencyjne i natrafiłem na tę o kolejnym podniesieniu cen leków przyjmowanych przez chorych po przeszczepach, wróciła do mnie ta opowieść, a wraz z nią wątpliwości tej młodej kobiety. I zacząłem się zastanawiać, a jednocześnie łapać się na tym, że chyba podobnie bym nie chciał być takim ciężarem dla rodziny, by moje zdrowie pochłaniało wszystkie oszczędności, siły i radość codziennego życia moich najbliższych. Oczywiście każdy z naszych bliskich powie, że nie ma nic ważniejszego niż to, że jesteśmy, że żyjemy. Tylko zapytać należy, co to za życie? Całe życie człowiek pracuje, odprowadza składki w niemałych ilościach, a kiedy już przyjdzie choroba, okazuje się, że wszystkie te setki złotych pobierane co miesiąc, są tyle warte, co ryby w stawie, w którym nie ma wody. A jak chcemy się leczyć i jeszcze w niektórych wypadkach pożyć, to musimy sięgać ponownie do kieszeni i wykładać kolejne setki na wizyty prywatne, bo z Funduszu to najwyżej możemy sobie częstokroć miejsce na cmentarzu wyszukać. Zatem pamiętajmy, żeby chorować, trzeba mieć pieniądze i zdrowie. Ewentualnie warto być bezrobotnym, na zasiłkach lub bezdomnym – wówczas istnieje spore prawdopodobieństwo, że pójdzie szybciej.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.