Ale to już było...

Ale to już było...

Listopad, to nie tylko miesiąc zadumy i wspomnień po tych, których już z nami nie ma. To też okres, kiedy to po wakacyjnej opaleniźnie już niewiele zostało a zwiewne bluzki, miniówki i stroje kąpielowe ustępują miejsca ciepłym swetrom, kurtkom, szalikom i czapkom.

To okres, w którym nawet matka natura „zasypia” na kilka miesięcy. Co bystrzejsi również tutaj zauważą analogię do ludzkiego umierania. Człowiek też wierzy, że po śmierci przyjdzie dzień, kiedy odrodzi się na nowo. Drzewa pustoszeją a pod nimi roi się od żółto-pomarańczowo-brązowych barw, które opadły z gałęzi w nadziei na wiosenne odrodzenie. Przewaga człowieka nad naturą polega na tym, że ten z pewnością pożyje znacznie dłużej niż liście drzew w przydomowym sadzie. Z drugiej strony, liście opadają rokrocznie a potem wracają. Człowiek jak już odejdzie, pozostaje pozostaje po nim wspomnienie a jego „odrodzenie” jest kwestią wiary.

Podczas tegorocznych Wszystkich Świętych byłem poza miejscem zamieszkania. Na groby bliskich wybrałem się dopiero w kolejnych dniach. Kiedy już z każdym posiedziałem, „porozmawiałem” wykorzystując iście wiosenną (jak na listopad) pogodę postanowiłem przespacerować się w ciszy pomiędzy cmentarnymi alejami. Takie wyciszenie od codziennej gonitwy i wszystkiego co nas otacza. Byłem tylko ja i tysiące nagrobków stojących po horyzont. Gdzieniegdzie jeszcze przechodzili bliscy zmarłych, którzy podobnie jak ja postanowili wykorzystać ładną pogodę i przyjść w odwiedziny. Niemal każdy pomnik pełen był kwiatów i mieniących się różnymi kolorami i kształtami zniczy. Nie to jednak zwracało moją uwagę najbardziej. Idąc przed siebie zerkałem na nagrobki i widniejące na nich napisy. RODO tutaj jeszcze nie dotarło.

Dwadzieścia parę, trzydzieści parę, czterdzieści a byli i tacy co i osiemnastu lat nie skończyli. Każdy z nich z pewnością miał swoją pasję, marzenia, drogę którą planował przejść. Wszystko nagle przerwał los, który bezwzględnie nie patrząc na metrykę zakończył ich byt. Jak wiele ich w życiu ominęło, jak wiele w życiu stracili, jak wiele smutku i żalu swoim odejściem ściągnęli na swoich najbliższych? Tego nikt nigdy się nie dowie. Zostawili po sobie wiele wspomnień, niedopowiedzeń, niedokończonych projektów. Puste miejsce w pokoju i przy stole. Biurko w pracy, które już ktoś zajął. Wiele wspomnień, zarówno tych dobrych i tych gorszych. Są też niedokończone rozmowy i projekty. Oraz zaplanowane spotkania, które już nie dojdą do skutku. Tyle po nich zostało.

Każda śmierć jest bólem dla najbliższych. Lecz, gdy umierają młodzi, ból inny – jakby przepełniony żalem niesprawiedliwości. Najczęściej kołaczą się w głowie myśli: przecież, to nie był ich czas, byli tacy młodzi, mieli tyle planów przed sobą… A jednak, nie dane im było trwać dłużej.

Zdaniem Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju(OECD), skupiająca wysoko rozwinięte państwa (w tym także Polskę) otyłość, używki, zmiany klimatyczne, stres i powiązane z nim zawały serca, już doprowadziły do tego, że trzeba było dla Polski skrócić o dwa miesiące szacunkową długość życia społeczeństwa. Kluczowa statystyka stanowi, że osoba dziś urodzona powinna przeżyć według prognoz 81 lat. Czy to są ostateczne dane? Z pewnością nie. Nie chce wyjść na zbytniego pesymistę, ale już za kilka lat może to być poniżej osiemdziesiątki.

Już obecne pokolenie trzydziesto i czterdziestolatków raczej nie ma co marzyć o dożywaniu wieku naszyć babć i dziadków. Stulatków a nawet dziewięćdziesięciolatków z naszego pokolenia raczej doczekać się będzie niezmiernie trudno. Zabija nas przede wszystkim tryb życia, a negatywne uwarunkowania zaczynają górować nad pozytywnymi. Mówiąc najkrócej, choć rozwój medycyny pomaga wydłużać ludzkie życie, skraca je ogrom czynników m.in. tempo życia, stres, choroby i używki. Obecnie coraz mniej troszczymy się o własne zdrowie w pogoni za pracą, pieniędzmi, statusem społecznym i ambicją. Refleksja nad tym, co ważne przychodzi wówczas, gdy jest już za późno. W najlepszym wypadku, gdy choroba już nie pozwala nam tak aktywnie jak dotąd uczestniczyć w życiu społecznym. Później refleksji już nie ma. Wówczas praca, ambicje i pieniądze nie mają już dla nas żadnej wartości a najbliżsi mogą w końcu trochę z nami poprzebywać. Szkopuł w tym, że tylko patrząc na naszą płytę nagrobną. Ale, żeby nie było tak kolorowo, po pierwszej fali smutku, tęsknoty i żalu, i to stanie się coraz rzadsze.

Zatem zatrzymajmy się na chwilę, spójrzmy w bok, może właśnie czeka na rozmowę z nami, długo obiecywane spotkanie a w tym pędzie codzienności tego nie zauważyliśmy. Zadbajmy o siebie i innych, póki jeszcze nie jest za późno. Nikt z nas przecież nie chce być kolejnym, który psuje statystkę demografom.