157 lat temu wybuchło Powstanie Styczniowe

157 lat temu wybuchło Powstanie Styczniowe

Gdy po śmierci Mikołaja I na tron Rosji wstąpił car Aleksander II skończyły się represje po Powstaniu Listopadowym. Nastała odwilż i jednocześnie odżyło w Polakach pragnienie odzyskania niepodległości. Szlachta i mieszczanie, korzystając z odwilży, zrzeszali się w rozmaite organizacje – jak. np. Towarzystwo Rolnicze, czy warszawską Delegację Miejską, które prowadziły w ukryciu działalność polityczną.

Nastroje patriotyczne objęły obywateli różnych narodowości i różnego wyznania. Wykorzystywano każdą okazję do zbiorowych propolskich demonstracji: mogła to być uroczystość religijna lub pogrzeb znanej osobistości. Otwarcie rozbrzmiewał nie tylko w świątyniach hymn „Boże coś Polskę”. Ta sytuacja zaniepokoiła cara, który postanowił przywrócić dyscyplinę. Miał mu w tym pomóc hrabia Aleksander Wielopolski, który nie wierzył w możliwość wyrwania się spod władzy Rosji, chciał jednak uzyskać dla Królestwa Polskiego jak największą autonomię, a także rozkwit gospodarczy. W Królestwie Polskim uformowały się w tym czasie dwa obozy polityczne: „Białych” i „Czerwonych”.  Przeprowadzenie reform w sposób pokojowy było programem Stronnictwa Białych. Stronnictwo Czerwonych dążyło do zbrojnego odzyskania niepodległości w granicach przedrozbiorowych. Na jego czele stali Jarosław Dąbrowski, Zygmunt Padlewski i Zygmunt Sierakowski.

Na coraz bardziej rozszerzające się niepodległościowe działania konspiracyjne i coraz częstsze zamieszki car odpowiedział represjami. Zgodził się jednak na przeprowadzenie  reform  zaproponowanych przez Wielopolskiego. W 1862 roku zniesiono pańszczyznę, w Warszawie otwarta została Szkoła Główna, jednocześnie jednak aresztowano Jarosława Dąbrowskiego. Reformy przeprowadzane były w atmosferze narastającego buntu, społeczeństwo polskie zaczęło przygotowywać się  do kolejnego wystąpienia zbrojnego. Nie mogąc wytropić przywódców konspiracji, Wielopolski zarządził brankę do wojska, licząc na to, że wśród poborowych znajdzie się większość spiskowców. Brankę wyznaczono na 14 stycznia 1863 r. i to stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu zbrojnego. Centralny Komitet Czerwonych przekształcił się w Tymczasowy Rząd Narodowy, który 22 stycznia proklamował powstanie. W całym Królestwie wybuchła wojna partyzancka. 1 lutego walki wybuchają na Litwie, niedługo potem na Białorusi i na Ukrainie. Tymczasowy Rząd Narodowy powołał na dyktatora powstania Ludwika Mierosławskiego, który jednak po przegranych bitwach uszedł za granicę. Jego następca – Marian Langiewicz również poniósł porażkę i musiał wycofać się do Galicji. Faktycznie przez pierwszy okres powstania akcją zbrojną kierował  związany z „Czerwonymi” Stefan Bobrowski, jeden z gorących proklama torów zrywu zbrojnego. Niestety, po niedługim czasie zginął w sprowokowanym pojedynku.

21 marca proklamowany został Rząd Narodowy, który odtąd kierował powstaniem. Utworzony  Rząd  miał pięć ministerstw. Na wielkiej pieczęci Rządu widniał napis „Rząd Narodowy – Wolność, Równość, Niepodległość”. Na pieczęci wybite zostały godła Polski, Litwy i Ukrainy: Orzeł, Pogoń i Archanioł Michał. Rząd pobierał podatki, otrzymywał pożyczki od przemysłowców, właścicieli ziemskich i kupców. Miał swój wywiad i służbę bezpieczeństwa. Zorganizował łączność i służbę dyplomatyczną, działającą w różnych krajach. Funkcjonariusze tej podziemnej organizacji państwowej byli doskonale zakonspirowani: oficjalnie byli to urzędnicy, pracownicy różnych instytucji – w dzień wykonujący pozornie spokojnie swoją pracę zawodową. Jak pisze Norman Davies „Mimo różnic politycznych podziemna organizacja polityczna wykazała godną uwagi odporność. Zorganizowała jedną z pierwszych na świecie długotrwałych akcji miejskiej partyzantki, stwarzając prototyp równie udanych  przedsięwzięć, które Polacy mieli przeprowadzić w nie mniej  trudnych warunkach w latach 1905-1907, a następnie w okresie II wojny światowej”. Potwierdziły to późniejsze wypadki – carskim służbom nie udało się wytropić jego struktur i większości funkcjonariuszy.

Powstanie objęło całe Królestwo Polskie, następnie rozszerzyło się na terytoria Litwy i dawne tereny Polski w Cesarstwie Rosyjskim. Trwało 16 miesięcy. Szacuje się, że do broni stanęło około 200 000 Polaków, jednak działania wojenne były z natury rzeczy rozproszone. Udokumentowanych jest ponad 1200 bitew i potyczek zbrojnych, w tym ponad 230 na Litwie. Największą liczbę walk stoczono w Górach Świętokrzyskich i na Lubelszczyźnie.

W powstaniu współdziałały – chociaż nie bez konfliktowo- nie tylko różne stronnictwa polityczne, ale także różne warstwy społeczne: szlachta, mieszczanie i chłopi. W walkach i konspiracji brali udział Polacy pochodzenia litewskiego, ruskiego i żydowskiego. Angażowały się całe rodziny i to z różnych sfer społecznych.  Niemała też była rola kobiet, które głównie pracowały w służbach pomocniczych, w dużych miastach organizując się w tzw. „Piątki”. Niektóre przeszły do legendy walcząc z bronią w ręku.

Przyspieszony termin wybuchu powstania nie pozwolił przygotować odpowiedniej ilości broni i wyposażenia. Pod tym względem sytuacja powstańców była znacznie gorsza, niż w Powstaniu Listopadowym i nie mogła tego braku zrekompensować świetna organizacja podziemnej administracji.

17 października 1863 roku całkowite dowództwo nad powstaniem zostało przekazane Romualdowi Trauguttowi, który został też mianowany naczelnikiem Rządu Narodowego.  Jest to postać wyjątkowa, nie tylko ze względu na talenty dowódcze i organizatorskie, ale także na postawę moralną, która jeszcze dziś imponuje, a nawet stawia go w rzędzie kandydatów na ołtarze. Przed objęciem dowództwa jako przedstawiciel Rządu Narodowego pojechał na Zachód, rozmawiał na osobistej audiencji z Napoleonem III , zakupił  broń w Brukseli. Po wizycie w Zachodniej Europie wiedział, że Polacy nie mogą liczyć na jej pomoc. Podejmując się funkcji dyktatora Romuald Traugutt nie widział szans na zwycięstwo, uznał to jednak za swój obowiązek. Powiedział po aresztowaniu „jako Polak osądziłem za mą powinność nieoszczędzanie siebie tam, gdzie inni się nie oszczędzali”.

Traugutt zreformował wojsko, zdobywał kolejne fundusze. Utrzymał sprawną podziemną administrację. Nawiązał do pospolitego ruszenia wzywając nowych ochotników pod broń. Wzywał do wprowadzenia w życie dekretu o uwolnieniu chłopów, szukał sojuszników za granicą – zdążył podpisać porozumienie z Komitetem Węgierskim. Niestety, siły polskie były za małe, w dodatku  chłopi odstąpili od powstania po ukazie carskim z marca 1864 roku o przekazaniu im na własność dotychczas użytkowanych gruntów.

Romuald Traugutt  do samego końca wykonywał sumiennie swoje obowiązki, wiedząc, że czeka go śmierć. 11 kwietnia 1864 roku został aresztowany. Oznaczało to praktycznie koniec powstania. Przez długi czas carska policja nie mogła zidentyfikować Traugutta działającego pod pseudonimem Michała Czarneckiego. W końcu, w wyniku długotrwałego śledztwa razem z Trauguttem skazano 15 osób, w tym pięć – dyktator i czterech członków Rządu Narodowego –  otrzymało wyrok śmierci. Norman Davies tak opisuje ich egzekucję, która odbyła się 5 sierpnia 1864 roku: „o 9 rano otwarły się bramy cytadeli Aleksandra i na czele ponurej procesji wyszedł z niej kat. Na pobliskich wałach czekała już prosta, długa szubienica z pięcioma pętlami. Konna eskorta ubranych w hełmy żandarmów otaczała pięć ciągniętych przez konie drewnianych wozów, które wiozły więźniów. Każdy z nich przykuty był kajdanami do ubranego w brązowy mnisi habit z kapturem ojca kapucyna. Traugutt, nadal ubrany w granatowy trencz, w którym był aresztowany, był pochłonięty ostatnią spowiedzią. Więźniom zawiązano oczy, ubrano ich śmiertelne koszule i podprowadzono do szubienicy. Czyjś głos kobiecy krzyknął: :Odwagi, bracie!” A potem, jednego po drugim, Traugutta, Krajewskiego, Toczyskiego, Żulińskiego i Jeziorańskiego, powieszono, zaciskając im na szyjach pętle.”

Ostatni powstaniec z 1863 roku zmarł w roku 1946. Społeczeństwo polskie nie zapominało o weteranach. W międzywojniu, po odzyskaniu niepodległości, powstało Towarzystwo Przyjaciół Weteranów. Otoczeni zostali szacunkiem i opieką, wszystkim żyjącym żołnierzom przyznano stopnie oficerskie oraz stałe pensje.

Wokół powstania Styczniowego, podobnie jak wokół Powstania Warszawskiego przez dziesiątki lat trwają dyskusje. Czy warto było? – zadają sobie pytanie historycy, politycy i wszyscy, którym losy naszej Ojczyzny nie są obojętne.  Oba powstania wybuchły w bardzo trudnych okolicznościach, w sytuacji, gdy szanse na zwycięstwo były więcej niż nikłe. W obu wypadkach wybuch powstania przyśpieszyły nastroje społeczne, gdy obca okupacja i represje stały się nie do zniesienia. Obrońcy powstań twierdzą, że ich wybuch był po prostu nieunikniony. Wątpliwość, czy było warto, nasuwa się w związku z poniesioną klęską i ogromnymi ofiarami. Okazuje się jednak, że ofiar Powstania Styczniowego nie było tak wiele, jak przez lata to przedstawiano. Szacuje się, że zginęło od 20 do 30 tysięcy ludzi, w tym około 1000 zostało straconych, kilkuset zmarło w więzieniach. Około 40000 zostało zesłanych na Sybir, z których połowa nie wróciła, a 10000 wyemigrowało. Nie jest to wielka liczba, biorąc pod uwagę liczebność ludności na ziemiach, objętych powstaniem. Nie zdekonspirowano wielu członków podziemia, warto zaznaczyć, że nigdy nie został złamany szyfr używany przez Rząd Narodowy i Traugutta.  Większość powstańców „się rozpłynęła”. W obronie powstania przemawiają też jego społeczne następstwa: przede wszystkim ocalenie tożsamości narodowej, ale także nowoczesne reformy gospodarcze i społeczne, jak uwłaszczenie chłopów. Paweł Jasienica – obrońca powstania – utożsamiał walkę z Rosją nie tylko z walką o niepodległość, ale także o postęp socjalny i cywilizacyjny. Nie ulega wątpliwości, że pamięć zrywów powstańczych, chociaż przegranych i bohaterstwa ich uczestników budowała postawy patriotyczne młodych Polaków – przyszłych legionistów Piłsudskiego, Lwowskich Orląt i podziemnej Armii Krajowej.